REKLAMA

Starliner o włos od kosmicznej zagłady. Chodziło o reputację

Debiut Starlinera miał być pokazem siły Boeinga, a stał się studium ryzyka. NASA po cichu uznała pierwszy lot z astronautami za najpoważniejszy typ awarii.

NASA ujawnia kulisy feralnego lotu Starlinera
REKLAMA

Pierwszy lot Boeinga Starlinera z astronautami miał być długo wyczekiwanym wejściem prywatnego giganta do klubu załogowych przewoźników NASA. Dziś agencja sama przyznaje, że tamten rejs w 2024 r. był w rzeczywistości misją z najwyższą kategorią awarii – taką samą, do której zalicza się najczarniejsze karty historii. Astronauci wrócili na Ziemię inną kapsułą, a Starliner dopiero teraz odsłania skalę problemów, które mogły skończyć się katastrofą.

REKLAMA

Lot, który miał być wizytówką Boeinga

Program Starliner od samego początku miał być drugim filarem komercyjnego transportu ludzi na orbitę obok kapsuły Dragon firmy SpaceX. NASA chciała, by w razie kłopotów jednego systemu zawsze istniała alternatywa, dlatego w 2014 r. podzieliła kontrakty pomiędzy dwie prywatne firmy.

Droga Boeinga do pierwszego lotu załogowego okazała się niestety pełna potknięć. Nieudany debiut orbitalny, konieczność powtarzania testów, problemy z oprogramowaniem i instalacjami napędowymi – to wszystko spowodowało, że start Crew Flight Test (CFT) przesuwano latami. Ostatecznie Starliner wystartował dopiero 5 czerwca 2024 r., z dwójką doświadczonych astronautów NASA na pokładzie: Suni Williams i Butchem Wilmore’em. Plan zakładał około 10 dni przy Międzynarodowej Stacji Kosmicznej.

Teoretycznie wszystko wyglądało jak długo szykowany, ale rutynowy lot demonstracyjny. W rzeczywistości niemal każdy kluczowy etap misji pokazał, że system jest daleki od dojrzałości, której NASA oczekuje od statku transportującego ludzi.

Utrata kontroli i seria awarii, o których mało mówiono

Już w drodze do stacji kosmicznej okazało się, że napęd Starlinera nie zachowuje się zgodnie z planem. Część silniczków manewrowych zaczęła się wyłączać, a kapsuła chwilowo straciła pełną kontrolę nad swoim ruchem w przestrzeni.

Operatorzy zdołali odzyskać panowanie nad statkiem, a dokowanie do ISS ostatecznie się udało. Jednak w tle rosła długa lista anomalii: kolejne silniki wymagały wyłączenia, parametry systemów były na granicy tolerancji, a margines bezpieczeństwa topniał. To już nie był spokojny, testowy lot, tylko sytuacja, w której każdy następny błąd mógł ruszyć lawinę nieszczęść.

NASA zdecydowała wtedy o wydłużeniu pobytu załogi na orbicie. Oficjalne stanowisko mówiło o tym, że po prostu potrzeba dodatkowego czasu na analizy. Tak naprawdę oznaczało to, że nikt nie chciał ryzykować powrotu ludzi na Ziemię statkiem, którego najistotniejsze systemy zachowywały się po prostu nieprzewidywalnie.

Kulminacją był moment, w którym agencja zdecydowała, że Starliner wróci sam, bez astronautów. Kapsuła odłączyła się od ISS we wrześniu 2024 r. i weszła w atmosferę, a Williams i Wilmore zostali na pokładzie stacji, czekając na miejsce w kolejnym locie Dragona. Z planowanych 10 dni zrobiło się około 9 mies. w kosmosie – i nagle to SpaceX, a nie Boeing, stał się ich ratunkiem.

Co gorsza, nawet podczas bezzałogowego powrotu Starliner nie zachował się tak, jak powinien. Doszło do kolejnej awarii napędu w module załogowym, a jeden z silników odpowiedzialnych za orientację kapsuły w atmosferze w ogóle się nie uruchomił. To oznaczało brak tzw. odporności na pojedynczą awarię – jeśli doszłoby do jeszcze jednego problemu, manewrowanie przy wejściu w atmosferę mogłoby stać się niekontrolowane.

Najwyższa kategoria wypadku. NASA prostuje własną historię

NASA posługuje się wewnętrzną skalą klasyfikacji incydentów, w której Type A to absolutny szczyt powagi – obok katastrof z utratą pojazdu lub ofiarami wśród załogi. To poziom, na którym lądują takie wydarzenia jak tragedie wahadłowców Challenger i Columbia.

Według definicji agencji każdy przypadek, w którym dochodzi do niekontrolowanego odejścia od planowanego profilu lotu albo generuje bardzo duże, nieplanowane koszty – liczone w milionach dolarów – powinien automatycznie trafić do tej kategorii. Misja Starlinera z 2024 r. spełnia oba kryteria: stracono panowanie nad kapsułą, a eskalacja problemów napędowych wymusiła kosztowną, wielomiesięczną operację ratowania scenariusza – od długiego pobytu astronautów na ISS po powrót innym statkiem i szczegółowe dochodzenie techniczne.

Mimo to przez wiele miesięcy misja CFT oficjalnie nie była traktowana jako najwyższej wagi wypadek. Raport opublikowany w lutym 2026 r. pokazuje, że jednym z powodów była… chęć ochrony reputacji programu. W dokumentach wprost mowa o sytuacji, w której adwokatura programowa, czyli wewnętrzne parcie, by Starliner jak najszybciej dostał certyfikat do lotów operacyjnych, przeważyła nad chłodną oceną ryzyka.

Dopiero niezależny zespół powołany w 2025 r. spojrzał na CFT jak na całość: od problemów technicznych, przez chaotyczne zarządzanie lotem, po sposób komunikacji z opinią publiczną. W efekcie NASA cofnęła własną, łagodniejszą interpretację i oficjalnie uznała lot Starlinera za zdarzenie typu A.

Boeing pod presją, Starliner na rozdrożu

Konsekwencje tej decyzji wykraczają daleko poza jedną misję. Boeing musi teraz udowodnić, że jest w stanie nie tylko usunąć usterki sprzętowe, ale też zmienić sposób działania całego programu – od testów kwalifikacyjnych po kulturę raportowania problemów. Raport NASA wskazuje na braki w procesach inżynierskich, niedostateczne przygotowanie części podzespołów oraz błędy przy podejmowaniu decyzji.

Przyszłość Starlinera w roli kosmicznej taksówki dla astronautów staje teraz pod wielkim pod znakiem zapytania z powodów czysto kalendarzowych. Międzynarodowa Stacja Kosmiczna ma zostać zdeorbitowana około 2030 r., a kolejne loty załogowe Starlinera, o ile do nich dojdzie, będą musiały zmieścić się w coraz krótszym oknie czasowym.

Przeczytaj także:

REKLAMA

Najbliższym testem będzie planowana na najwcześniej kwiecień 2026 r. misja towarowa Starlinera do ISS, już bez ludzi na pokładzie. NASA jasno komunikuje, że dopóki przyczyny problemów z napędem nie zostaną w pełni zrozumiane i usunięte, kapsuła nie dostanie zgody na kolejny lot załogowy. To oznacza kolejne rundy analiz, testów naziemnych i być może przeróbek konstrukcyjnych.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-02-21T08:30:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-21T08:20:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-21T08:00:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-21T07:20:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-21T07:10:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-20T20:43:25+01:00
Aktualizacja: 2026-02-20T20:10:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-20T20:00:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-20T19:45:54+01:00
Aktualizacja: 2026-02-20T19:30:28+01:00
Aktualizacja: 2026-02-20T19:23:09+01:00
Aktualizacja: 2026-02-20T19:04:51+01:00
Aktualizacja: 2026-02-20T18:39:57+01:00
Aktualizacja: 2026-02-20T17:42:46+01:00
Aktualizacja: 2026-02-20T16:25:19+01:00
Aktualizacja: 2026-02-20T15:57:03+01:00
Aktualizacja: 2026-02-20T15:44:17+01:00
Aktualizacja: 2026-02-20T15:36:52+01:00
Aktualizacja: 2026-02-20T13:02:10+01:00
Aktualizacja: 2026-02-20T12:11:04+01:00
Aktualizacja: 2026-02-20T11:04:52+01:00
Aktualizacja: 2026-02-20T10:03:02+01:00
Aktualizacja: 2026-02-20T08:01:16+01:00
Aktualizacja: 2026-02-20T07:20:30+01:00
Aktualizacja: 2026-02-20T07:00:00+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA