Pierwsza polska elektrownia jądrowa staje się faktem. Ruszają prace
Czekaliśmy na to od lat, a w zasadzie od dekad. Wygląda na to, że polski atom przestaje być mrzonką i staje się faktem. Wojewoda pomorski wydał właśnie kluczowe pozwolenie, które otwiera drogę do pierwszych, namacalnych prac na placu budowy.

To już oficjalne. Wojewoda pomorski dał zielone światło do rozpoczęcia pierwszych prac przygotowawczych pod budowę elektrowni jądrowej „Lubiatowo-Kopalino” w gminie Choczewo. Dokument pozwala na działania, które nie mają jeszcze nic wspólnego z laniem betonowych fundamentów, ale są absolutnie niezbędne, by w przyszłości taki fundament mógł w ogóle powstać.
Zgoda wydana przez wojewodę dotyczy około 330 ha terenu, który w najbliższych miesiącach zostanie ogrodzony, wytyczony geodezyjnie i przygotowany pod kolejne etapy inwestycji. Jeszcze tej jesieni rozpocznie się usuwanie roślinności, od krzewów, przez drzewa oraz zbieranie warstwy humusu, czyli wierzchniej gleby.
Wszystko po to, by wyrównać teren i stworzyć zaplecze budowy. Prace wycinkowe zgodnie z planem zakończą się do wiosny 2026 r.
To prace, które nie robią jeszcze wielkiego wrażenia w skali medialnych obrazków, ale dla inwestycji tej rangi mają znaczenie fundamentalne. Zanim ruszy budowa reaktorów, teren musi być czysty, sprawdzony i gotowy. Do tego dochodzi jeszcze coś, o czym rzadko się mówi, czyli równoległe badania archeologiczne i sprawdzanie terenu pod kątem niewybuchów.
Natura też miała głos
Decyzja o rozpoczęciu prac przygotowawczych to nie tylko kolejny papier w urzędzie. To sygnał, że Polska naprawdę wchodzi na atomową ścieżkę.
Nie bez znaczenia pozostaje także wątek środowiskowy. Zanim wbito pierwszą łopatę, przez ostatnie półtora roku prowadzono zakrojone na szeroką skalę badania i monitoring przyrodniczy. Celem było m.in. przeniesienie chronionych gatunków roślin i zwierząt oraz sprawdzenie, jak inwestycja wpłynie na lokalny ekosystem.
Dzięki temu, przynajmniej w teorii, budowa ma przebiegać w sposób maksymalnie bezpieczny dla otoczenia. A że mówimy o terenach nadmorskich, w pobliżu lasów i plaż, trudno się dziwić, że kwestia ochrony przyrody była jednym z najbardziej gorących tematów.
Więcej na Spider's Web:
Start za 10 lat
Docelowo elektrownia „Lubiatowo-Kopalino” ma osiągnąć moc 3750 MWe, co pozwoliłoby zasilić kilka milionów gospodarstw domowych i znacząco ograniczyć zależność Polski od paliw kopalnych. To także potężna dawka stabilnej, bezemisyjnej energii, która w przeciwieństwie do fotowoltaiki czy wiatru nie zależy od pogody.
I tu warto się na chwilę zatrzymać. Bo choć informacja o rozpoczęciu prac przygotowawczych brzmi spektakularnie, droga do momentu, gdy z gniazdek w Polsce popłynie energia z atomu, jest jeszcze długa. Harmonogram zakłada, że pierwsza energia elektryczna z elektrowni w Choczewie pojawi się w sieci dopiero w drugiej połowie lat 30. Mówimy więc o perspektywie około 10 lat.
Atom w Polsce staje się faktem
Po dekadach rozmów, analiz i politycznych przepychanek, Polska jest dziś o krok bliżej do tego, by dołączyć do grona państw, które korzystają z energii jądrowej. Elektrownia w Choczewie to projekt, który jeśli zostanie zrealizowany zgodnie z planem zmieni polską energetykę na całe pokolenia.
Prace przygotowawcze ruszają jesienią i potrwają do wiosny 2026 r. Potem przyjdzie czas na kolejne pozwolenia i faktyczną budowę. Droga jest jeszcze długa, ale atom w Polsce przestał być tylko politycznym hasłem. Teraz widać już pierwsze, całkiem realne działania w terenie.