1. SPIDER'S WEB
  2. Ekologia
  3. Nauka
  4. Tech
  5. technologie
  6. Technologie

Kawa z laboratorium istnieje. Wygląda i smakuje jak prawdziwa. Powstała, żeby zapobiec zbliżającej się katastrofie

Kawa z laboratorium

Kawa z laboratorium? Okazuje się, że to możliwe. Wygląda jak kawa, smakuje jak kawa i pachnie jak kawa. Powstała w Finlandii, gdzie jest najwyższe spożycie kawy na świecie.

Globalne ocieplenie globalnym ociepleniem, ale światu nie może przecież zabraknąć kawy. Fińska firma wyhodowała więc kawę w laboratorium.

Spośród wszystkich dóbr tego świata, tylko ropa naftowa jest towarem eksportowanym częściej od kawy. Nacje takie jak Brazylia, Wietnam czy Kolumbia zawdzięczają lwią część swojego PKB uprawom i eksportowi kawy.

Każdego dnia na całym świecie wypija się około 400 milionów filiżanek kawy, zaś w rankingu spożycia „na głowę” od kilku lat niezmiennie przoduje Finlandia, gdzie roczne spożycie kawy na mieszkańca wynosi ponad 12 kg. Co ciekawe, pomimo naszego zamiłowania do kapucziny i ekspreso, Polska jest w tym rankingu dopiero na 49. pozycji.

Nic więc dziwnego, że to właśnie Finowie najbardziej obawiają się problemów, z którymi mierzy się właśnie przemysł kawowy na świecie. I nic dziwnego, że to właśnie w Finlandii opracowano metodę wytwarzania kawy w laboratorium.

Kawa z laboratorium. Jak to działa?

Firma VTT CellularFood pracuje nad nowoczesnymi metodami upraw, odpornymi na zmiany klimatyczne. Tym razem inżynierowie genetyczni wzięli się za wytworzenie kawy w warunkach laboratoryjnych, wszak „w naturze” kawowiec w Finlandii nie może wystąpić, bo jest tam po prostu za zimno.

Kawa z próbówki. Źródło: VTT

Kawa z laboratorium została wyhodowana przez roślinne komórki kawowca, które następnie były nawożone w warunkach zoptymalizowanych do ich wzrostu. Uzyskana w ten sposób biomasa została poddana procesowi fermentacji i wypalania, jak prawdziwe ziarna kawowca.

Prawdziwa kawa i kawa z laboratorium przed wysuszeniem. Źródło: VTT

Po rozlicznych próbach udało się stworzyć laboratoryjne „uprawy” kawy. Co ciekawe, nie jest to aż tak wielki przełom – pomysł na wyprodukowanie kawy z komórek w bioreaktorze przedstawił już w latach 70. P.M. Townsley. Teraz jednak opracowano rozwiązanie umożliwiające produkcję na szerszą skalę, a syntetyczna substancja do złudzenia przypomina smakiem i zapachem prawdziwy napój.

Oczywiście to nie znaczy, że naszą ulubioną kawę specialty uprawianą na zboczach gwatemalskich gór zastąpi niebawem kawa z próbówki. Opracowana przez VTT CellularFood metoda uprawiania kawy w laboratorium wymagać wpierw będzie zatwierdzenia przez należyte organizacje, FDA w Stanach Zjednoczonych i Novel Food w Europie. Póki co metoda ma status stricte eksperymentalny.

Wysuszona biomasa sztucznej kawy. Źródło: VTT

Jej twórcy sami zresztą podkreślają – jak na nację kochającą kawę przystało – że proces wytwarzania kawy jest złożony i zależy od wielu czynników, a sam napój może być niesłychanie różnorodny. Dr Heiko Rischer zaznacza, że ich praca to raptem podwaliny całego procesu; teraz konieczne będzie dostosowanie i optymalizacja procesów hodowli, fermentacji i wypalania tak, aby móc uzyskać w laboratorium napar imitujący kawy pochodzące rozmaitych regionów tzw. „pasa kawowego”. Zapewne miną lata, nim kawa z laboratorium trafi do sklepów, czy nawet do pierwszych kawiarni.

To jednak bardzo ważny krok, bo przed biznesem kawowym stoją ogromne wyzwania.

Czym zastąpić kawę? I dlaczego w ogóle ją zastępować?

Kawa to ulubiony napój świata, którego produkuje się rocznie blisko 10 mln ton. To również niebywale zyskowny sektor, a im większe zyski, tym większe prawdopodobieństwo wyzysku. Niestety w przypadku branży kawowej wyzysk farmerów to bardzo powszechna praktyka, zwłaszcza w ubogich nacjach, gdzie plantacje kawy są nierzadko ściśle kontrolowane przez przestępczość zorganizowaną. Na plantacjach pracują dzieci, a farmerzy są opłacani znacząco poniżej należnej zapłaty, zwłaszcza gdy mowa o kobietach. Z tego względu zawiązał się sojusz Rainforest, który przyznaje certyfikację Fairtrade kawie pochodzącej z etycznych upraw, na których farmerzy otrzymują godziwą zapłatę.

Ale kwestia etyczna to tylko połowa problemu. Jeszcze większym wyzwaniem jest nieuchronna katastrofa klimatyczna, która – jeśli nic się nie zmieni – pociągnie za sobą olbrzymie konsekwencje dla biznesu kawowego. Szacuje się, że do 2050 r. nawet połowa ziemi na której uprawiany jest kawowiec nie będzie do tego celu zdatna; w Ameryce łacińskiej ta estymacja wynosi nawet 88 proc. Wynika to z faktu, iż zmiany klimatyczne pociągną za sobą susze, a także wzrost liczby chorób wybijających insekty, które zapylają rośliny.

Najlepsza kawa z Brazylii
Uprawa kawy w Brazylii

Zarówno wielkie korporacje, jak Starbucks, jak i lokalne rządy w krajach, których gospodarka zależy od kawy, już dziś dokładają wszelkich starań, by oddalić od siebie widmo katastrofy. W niektórych rejonach będzie to oznaczało konieczność hodowli na jeszcze większych wysokościach, niż robi się to obecnie. W innych konieczne będzie stosowanie inżynierii genetycznej, by opracować rośliny odporne na susze. Gdzie indziej opracowywane są metody walki z chorobami, które mogą dopaść kawowce, zwłaszcza rdzą zbożową, która jest jedną z największych zmór rolników uprawiających kawę.

Za kawą stoją niewyobrażalne pieniądze, więc możemy spać spokojni o to, że rządne zysków korporacje i inne grupy interesów będą się dwoić i troić, by kawy nam nie zabrakło. Inicjatywy takie jak badania VTT CellularFood dają nam jednak Plan B, na wypadek gdyby próby opanowania katastrofy spełzły na niczym.

Świat kawy zaś z pewnością z otwartymi ramionami przyjmie taką innowację, w przeciwieństwie np. do smakoszy mięsa, którzy krzywią się na samo wspomnienie o mięsie z laboratorium. Mówimy o świecie, który nie boi się kawy parzonej z lisich bobków (no, nie do końca, ale takie przedstawienie Kopi Luwak zawsze bawi) i ustrojstw takich jak belgijski syfon:

Nawet jeśli kawa z próbówki nigdy nie stanie się dobrem masowym i powszechnym, tak wśród miłośników czarnego naparu z pewnością nie zabraknie żądnych nowych doznań hipsterów, którzy chętnie napiją się kawy wyhodowanej w laboratorium. Tak po prawdzie, to… sam nie mogę się doczekać.