Wiedźmin: Pogromca Potworów po kilkunastu godzinach. Naj pomysły i wtopy rywala Pokemon GO

Wiedźmin: Pogromca Potworów: największe wady i zalety

Po kilkunastu godzinach z przedpremierową wersją mobilnej gry Wiedźmin: Pogromca Potworów wiemy już, gdzie tkwi największa siła nowej produkcji CD Projektu, a także nad którymi rzeczami studio Spokko wciąż może popracować.

Uwaga, Jaskier ma komunikat: Na Facebooku działają już strona Wiedźmin: Pogromca Potworów Polska oraz grupka Wiedźmin: Pogromca Potworów PolskaDołącz teraz i bij maszkary razem z nami!

Poniższa lista najciekawszych pomysłów i największych wpadek dotyczy mobilnej gry Wiedźmin: Pogromca Potworów w przedpremierowej wersji beta, oznaczonej numerem 0.9.1. Aplikacja była testowana na smartfonie iPhone 11 za pośrednictwem platformy TestFlight. Finalna wersja gry zaplanowana na 21 lipca może się różnić od testowanego builda. Warto mieć to na uwadze.

[+] Wiedźmin: Pogromcy Potworów to gra drogi. Dosłownie.

Wiedźmin: Pogromcy Potworów

Zamiast szeregu interaktywnych i podobnych do siebie punktów (PokeStopów), Monster Slayer oferuje łańcuch zadań fabularnych. Te wymuszają na graczu dotarcie w konkretne miejsce na mapie. Kolejne misje są od siebie oddalone o kilkadziesiąt lub nawet kilkaset metrów, zachęcając gracza do codziennego ruchu. Rutynowy obchód osiedla znany fanom Pokemon GO przestaje działać w mobilnym Wiedźminie. Tutaj liczy się podróż na szlaku, realizując unikalne wyzwania fabularne.

Konieczność dotarcia do konkretnego punktu na przetworzonej mapie satelitarnej może sprawić, że gracz odkryje wiele nowych miejsc. Tak było w moim przypadku, gdy podczas polowania na katowickie potwory znalazłem cudowny lokal niemal w środku lasu, będący czymś na kształt lokalnej oazy wędkarzy oraz najbliższych mieszkańców. Niesamowite odkrycie, które będę miło wspominał przez następne dni. Dzięki Spokko!

[-] Tryb AR nie działa, przynajmniej w wersji 0.9.1 na iPhone.

Wiedźmin: Pogromca Potworów na iPhonie

Wiedźmin: Pogromca Potworów - podobnie do Pokemon GO - korzysta z nakładki rozszerzonej rzeczywistości, nanosząc wirtualne obiekty na rzeczywistość rejestrowaną obiektywem smartfonu. Niestety, z jakiegoś powodu tryb AR w ogóle nie działa na moim iPhonie 11. Pomimo łącznie kilkunastu minut skanowania terenu w kilku miejscach i przy dobrych warunkach oświetlenia, Monster Slayer ani razu nie zadziałał w AR.

Nie jest to jednak strata, nad którą szczególnie boleję. W przypadku gier terenowych na smartfonie AR może i wygląda efektownie, ale zazwyczaj komplikuje zabawę zamiast ją ulepszać. Tak jest np. w Pokemon GO, gdzie stworki w rozszerzonej rzeczywistości łapie się dłużej, z kolei energia akumulatora szybciej znika. Jestem przekonany, że w mobilnym Wiedźminie byłoby podobnie i tryb AR wyłączyłbym po kilku pierwszych walkach.

[+] Rozwój awatara, ekwipunek oraz drzewka umiejętności.

Chociaż poziomy doświadczenia zdobywa się w wielu geolokalizacyjnych produkcjach, Monster Slayer wyjątkowo silnie korzysta z koncepcji rozwoju awatara. Nasz początkujący łowca z każdym kolejnym poziomem zdobywa punkty rozwoju, które może przeznaczyć na zdobywanie umiejętności trzech kategorii: magii, alchemii oraz walki mieczem. Później owe umiejętności mają realne, odczuwalne przełożenie na rozgrywkę. Nowe magiczne znaki, silniejsze cięcia czy lepsze receptury - wszystko to przekłada się na wynik starcia z potworem.

Gracz może do tego wybrać dzierżony miecz oraz noszony pancerz. Przedmioty mają odmienne modyfikatory, od premii do ataku, przez redukcję odniesionych obrażeń, kończąc na większej liczbie zdobytego doświadczenia lub przedmiotów. Odmienne modyfikatory pozwalają dopasować własnego wiedźmina do preferowanego stylu rozgrywki. Niestety, większość pancerzy i oręża studio Spokko umieściło za dosyć wysokim paywallem.

[-] Walka jest wymagająca, ale do Infinity Blade sporo jej brakuje.

Stworzenie dynamicznego, satysfakcjonującego systemu walki opartego na ekranie dotykowym to w zasadzie misja niewykonalna. Mimo tego studio Spokko postanowiło się jej podjąć, tworząc rozwiązanie oparte na szybkich i wolnych cięciach oraz blokowaniu. Do tego dochodzi aktywacja magicznych znaków symbolami rysowanymi na ekranie oraz używanie pomocniczych przedmiotów, na które nałożony jest czas odnawiania.

Wszystko to składa się na system, który do pewnego stopnia jest ciekawy i wymagający, ale jednak czegoś mu brakuje do rozwiązań z takich gier jak Infinity Blade czy The Elder Scrolls: Blades. Szczególnie boli mnie, że nawet perfekcyjnie parowania nie ratują nas przed obrażeniami. Personalne umiejętności gracza ustępują pod naporem cyferek wynikających z posiadanego poziomu doświadczenia oraz wewnętrznej ekonomii, zachęcającej do kupowania przedmiotów pomocniczych. Oczywiście już za prawdziwe złotówki i dolary.

[+] Zamiana map satelitarnych w ponure fantasy wyszło naprawdę dobrze.

Początkowo Wiedźmin: Pogromca Potworów wydawał mi się wyblakły, błotnisty i posępny. Część osób może teraz napisać, że przecież właśnie taki był Dziki Gon. Może i racja, o ile nigdy nie postawiło się nogi w kolorowym, pełnym życia Toussaint. Dlatego mam pewien niedosyt, jeśli chodzi o paletę wykorzystanych biomów. Nie mogę za to przyczepić się do samego odwzorowania zdjęć satelitarnych. Momentami jest wyraźnie lepiej niż w Pokemon GO.

Mobilny Wiedźmin ma przewagę nad Pokemonami na przykład w lesie. Puszcza wygląda jak puszcza, nie jak zielona polanka. Jestem także fanem rozróżnienia prawdziwych dróg na wąskie ścieżki oraz brukowane trakty, w zależności od szerokości jezdni w rzeczywistym świecie. Najbardziej spodobało mi się jednak, gdy Monster Slayer zamienił wielki parking pod marketem w… pole uprawne. Świetnie to wyszło w praktyce i klimat został jak najbardziej zachowany.

[-] Grosza daj wiedźminowi. No weź daj. No proszę. Może jednak?

Studio Spokko negatywnie zaskoczyło mnie liczbą mechanik i przedmiotów, za pomocą których CD Projekt chce zarabiać na Monster Slayerze. Mikstury, oleje, bomby i petardy, zwoje z zaklęciami, kieszenie na przedmioty, miecze oraz pancerze - wszystko to woła do użytkownika z rozbudowanej sekcji sklepowej, w której zmieścił się nawet trójwymiarowy model handlarza. Mam wrażenie, że Pokemon GO potrzebowało trzech, czterech lat na rynku, by zbudować podobnie szeroką ofertę pod mikro-transakcje.

Szczególnie rozczarował mnie system warzenia mikstur. Nawet posiadając odpowiednie składniki, te skuteczniejsze specyfiki powstają po godzinę czy dwie. Jeśli gracz chce być wydajniejszym alchemikiem, musi kupić dodatkowe stanowisko. Co więcej, gdy chcemy anulować tworzoną właśnie miksturę, bo akurat potrzebujemy innej, bezpowrotnie tracimy składniki. To dosyć miałki zabieg. Podobne są stosowane przez najbardziej chciwych i wyrachowanych producentów aplikacji Free2Play. Spodziewałem się, że CD Projekt będzie nieco bardziej finezyjny w wyciąganiu złotówek.

[+] Zabij je wszystkie. Bestiariusz to PokeDex 2.0, który się sprawdza.

W grze Wiedźmin: Pogromca Potworów ubijamy stwory zamiast je łapać. Jednak sama koncepcja jest dosyć podobna do tej z Pokemon GO: napotykamy kreaturę w terenie, a następnie dochodzi do konfrontacji. Jeśli ją wygramy, odpowiedni wpis ląduje w rejestrze, powiększając tym samym naszą wirtualną kolekcję. Ta została podzielona na łatwe, średnie oraz trudne do zabicia monstra. Potem model 3D każdego upolowanego stwora można sobie zobaczyć w AR… o ile rozszerzona rzeczywistość będzie działać. Sam nie miałem tyle szczęścia.

Podoba mi się, że w Spokko pomyśleli nad tym, by gracz miał coś z wielokrotnego ubijania tego samego potwora. Kolejne trofea przesuwają pasek postępu dla każdego gatunku, po przekroczeniu którego zdobywamy punkt umiejętności. Potem możemy zdobyć kolejny, potem jeszcze jeden, ale za każdym razem wymagana liczba skalpów staje się coraz większa. Ma to sens, ma to ręce i nogi.

[-] Pogromca Potworów potrzebuje modułów PvP oraz Co-Op i to potrzebuje ich natychmiast!

Bardzo brakuje mi w grze studia Spokko rywalizacji między szerszymi grupami graczy. Podział na czerwonych, niebieskich i żółtych w Pokemon GO czy wybór domów magii w Harrym Potterze świetnie zdaje egzamin, wprowadzając do gier terenowych element rywalizacji o teren. Aż się prosi o podobne potraktowanie mobilnego Wiedźmina, wprowadzając do gry kilka rywalizujących ze sobą szkół: wilka, niedźwiedzia czy gryfa.

Rozumiem, że Wiedźmin: Pogromca Potworów to tytuł z silniejszym zaakcentowaniem motywu szlaku. Jednak każdy szlak gdzieś się zaczyna. Świetnie byłoby mieć jakąś bazę wypadową świadczącą o terenowej dominacji. Taką warownię z flagą naszej wiedźmińskiej szkoły, o którą mogą rywalizować również inni łowcy. Posiadając taki obiekt, otrzymywałoby się np. surowce czy premiere do defensywnych statystyk. Spokko koniecznie musi zastanowić się nad wprowadzeniem do gry motywu terytorialnej dominacji.

Równie chętnie przywitałbym możliwość kooperacyjnej walki kilku graczy. Drużynowe rajdy w Pokemon GO to jeden z najlepszych elementów tej gry i z chęcią zobaczyłbym odpowiednią kalkę tego pomysłu w Slayerze. Wiedźmini mogliby umawiać się na wspólne polowanie na najtrudniejsze i największe stwory, np. olbrzymie smoki.

[+] Gracze mieszkający we wsiach i małych miasteczkach nie będą poszkodowani

Problemem wielu gier geolokalizacyjnych jest terytorialne wykluczenie wielu graczy mieszkających na mniej zurbanizowanych terenach. Doskonałym tego przykładem jest Pokemon GO. Trenerzy w wielkich miastach dosłownie pływają w PokeBallach i przedmiotach leczących, podczas gdy gracze mieszkający na wsi muszą liczyć się z każdą rzuconą kulką. Takie mechanizmy jak prezenty czy zdalne rajdy tylko częściowo zakopują te dysproporcje w dostępie do zasobów i atrakcji.

Na szczęście Wiedźmin: Pogromca Potworów zdaje się działać odpowiednio dobrze również na mniej zabudowanych terenach. Gdy wybrałem się na wycieczkę rowerową, a następnie zatrzymałem się na leśnej szosie i uruchomiłem aplikację, ta bez problemu wygenerowała cel zadania fabularnego kilkadziesiąt metrów przede mną, na tym samym szlaku. Wokół mnie najeżyło się od dodatkowych potworów i zdecydowanie miałem co robić. Chociaż wciąż nie poznałem w pełni algorytmów sterujących Monster Slayerem, na ten moment wszystko wskazuje na to, że dysproporcje między graczami na wsi i miast nie będą tak gigantyczne jak w Pokemon GO.

[-] Magia Pokémonów jest nie do podrobienia i tutaj nawet Wiedźmin niewiele może.

Gigantyczny sukces Pokemon GO próbowano odtworzyć przy pomocy tak potężnych, rozpoznawalnych i popularnych marek jak Harry Potter czy Minecraft. Z bardzo kiepskim efektem. Skoro nawet czarodzieje Rowling nie byli w stanie poradzić sobie z japońskimi stworkami, dlaczego miałoby się to udać wiedźminom? To pytanie, które zadaje sobie od kiedy po raz pierwszy dowiedziałem się o Pogromcy Potworów i na które wciąż nie potrafię znaleźć dobrej odpowiedzi.

Grafika, muzyka, częściowo nawet reprodukcja map - tutaj polska produkcja ma wyraźną przewagę nad Poksami. Jednak po kilku godzinach polowań monstra CD Projektu zaczynają wyglądać tak samo. Zlewają się w jedno. Alp, Garkain czy Nekker mają mniejszą zdolność do przyciągania niż Pikachu, Charizard i Mewtwo. Pokemon GO odniosło spektakularny sukces, ponieważ Pokemony jak ulał pasowały do profilu gry terenowej. Nim hit studia Niantic zadebiutował na rynku, gracze latami marzyli o Poksach na smartfonie.

Czy natomiast ktokolwiek z nas marzył o Wiedźminie w smartfonie? To bardzo nieprzyjemne pytanie, ponieważ poddaje w wątpliwość sens wielu miesięcy pracy drużyny w Spokko. Drużyny, która wbrew wielu przeciwnościom przygotowała zaskakująco unikalny tytuł, który buduje swoją tożsamość na motywie drogi oraz łańcuchowych sekwencjach zadań fabularnych. Co świetne, część z nich wcale nie kończy się jatką oraz walką z potworami.

Uwaga, Jaskier ma komunikat: Na Facebooku działają już strona Wiedźmin: Pogromca Potworów Polska oraz grupka Wiedźmin: Pogromca Potworów PolskaDołącz teraz i bij maszkary razem z nami!