Kosmos  /  News

Raport o UFO wskazuje na obcych. Tak twierdzi były zastępca sekretarza obrony USA

ufo
213 interakcji
dołącz do dyskusji

Ktoś jeszcze pamięta o raporcie UFO, który kilka tygodni temu w końcu dostarczono do Kongresu? Całkiem możliwe, że nie. Są jednak ludzie, którzy przekonują, że wbrew pozorom raport ten wręcz zwiększa ich przekonanie, że obserwowane niezidentyfikowane obiekty latające mogą być wytworem pozaziemskiej inteligencji. Zaraz, jak to?

Niezidentyfikowane obiekty latające stanowią nieodłączny element popkultury XX wieku. Incydent w Roswell, liczne raporty o spotkaniach z przedstawicielami obcych cywilizacji, setki niewyraźnych zdjęć przedstawiających latające spodki, cygara i inne dziwne obiekty latające - w tym zakresie rzeczywistość zawsze miesza się z dużą ilością fikcji. Sama nazwa jednak wskazuje, o czym dokładnie mowa - o obiektach, których obserwatorom nie udało się zidentyfikować. Nie ma w niej nic o pozaziemskich cywilizacjach.

W 2020 r. temat UFO jednak odżył za sprawą amerykańskiego Kongresu, który zlecił przygotowanie raportu, który miałby opisywać wszystkie incydenty, w których członkowie personelu wojskowego informowali na przestrzeni lat o dostrzeżeniu niezidentyfikowanych obiektów latających. Miłośnicy teorii mówiącej, że UFO to po prostu statki obcych, w końcu mieli nadzieję na uchylenie rąbka tajemnicy.

Rozczarowanie?

Opublikowany pod koniec czerwca raport raczej jednak nie spełnił ich oczekiwań. Dziewięciostronicowy dokument informował jedynie, że w 144 przeanalizowanych przypadkach nie udało się ustalić pochodzenia obserwowanych obiektów.

Autorzy raportu stwierdzili, że nie mają aktualnie żadnych przesłanek, które wskazywałyby na to, że obiekty te są pochodzenia pozaziemskiego. Więcej, autorzy raportu potwierdzają, że amerykański rząd nie ma pojęcia, czym mogą one być.

W raporcie jest więcej niż się wydaje

Christopher Mellon, były zastępca sekretarza obrony w czasach prezydentury Billa Clintona i George’a W. Busha ma jednak inne zdanie. Jak zauważa, w raporcie pojawiły się dwa argumenty, które wprost wskazują na pozaziemskie pochodzenie niezidentyfikowanych obiektów latających. Po pierwsze, w raporcie wskazano, że nie ma żadnych przesłanek mówiących, że UFO jest pozaziemskiego pochodzenia, ale jednocześnie wskazano, że nic nie wskazuje na to, że jest to broń należąca do jakiegokolwiek innego kraju. Można zatem powiedzieć, że główna, bardziej przyziemna alternatywa też wydaje się nieprzekonująca. Po drugie, autorzy raportu przyznają, że obserwowane przez żołnierzy obiekty charakteryzowały się możliwościami i zdolnościami, które znacząco wykraczają poza jakąkolwiek technologię aktualnie dostępną na świecie. Oba te dwa elementy wskazują bardziej na pozaziemskie pochodzenie, niż na działalność militarną innych krajów na Ziemi.

Mellon dodaje także jeszcze jeden istotny wniosek - jeżeli wojsko nie wie, czym są obiekty „bezkarnie” zbliżające się do okrętów amerykańskiej marynarki wojennej, tudzież wlatujące na terytorium Stanów Zjednoczonych i wymykające się myśliwcom patrolującym przestrzeń nad instalacjami wojskowymi, bazami wojskowymi czy składami broni jądrowej, to niezależnie od tego, czy są pochodzenia ziemskiego, czy pozaziemskiego, stanowią poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego i należałoby natychmiast zintensyfikować działania mające na celu zidentyfikowanie ich pochodzenia.

Okazuje się zatem, że tajemnica i legenda UFO pozostały nienaruszone i wciąż można mieć nadzieję. The truth is out there.