John McAfee nie żyje. Przed śmiercią i po niej w jego social mediach działy się dziwne rzeczy

mcafee
167 interakcji
dołącz do dyskusji

Twórca legendarnego antywirusa, niedoszły prezydent Stanów Zjednoczonych, hulaka, oszust finansowy, a nawet… podejrzany o morderstwo – to zaledwie wycinek biografii Johna McAfee. 75-letni programista nie żyje. Nawet po swojej śmierci wiedział, jak zrobić wokół siebie szum.

John McAfee został znaleziony w celi hiszpańskiego zakładu karnego. Służby próbowały reanimować mężczyznę, ale na ratunek było za późno. Prawnik programisty sugeruje, że McAfee powiesił się.

Teorie spiskowe o śmierci McAfee już zaczynają krążyć

Po jego śmierci na instagramowym koncie pojawiła się litera „Q”. Niektórzy uważają, że to nawiązanie to QAnon – globalnego konspiracyjnego ruchu, według którego „światem rządzi tajemnicze deep state (głębokie państwo), czyli m.in. globalna siatka pedofilów-celebrytów, służby specjalne, Bill Gates, 5G, satanistyczna kabała”.

To oni odpowiadają za uprowadzanie dzieci i przemycanie ich podziemnymi tunelami. To oni stoją za przymusowymi szczepieniami. I wreszcie to oni są też odpowiedzialni za ostatnią odsłonę wielkiego spisku, czyli „fałszywą pandemię” koronawirusa

– tak Anna Gielewska na łamach Spiders’s Web+ wyjaśniała, w co wierzą zwolennicy ruchu.

Śmierć legendarnego programisty będzie więc wodą na młyn dla zwolenników teorii spiskowych. Tym bardziej że do zgonu doszło kilka godzin po tym, gdy poinformowano, że McAfee ma zostać deportowany do Stanów Zjednoczonych. Wcześniej był przekonany o tym, że gdyby trafił do Stanów, nie wyszedłby już na wolność.

McAfee: oszust finansowy i… morderca?

John McAfee został aresztowany w październiku 2020 roku. Amerykański Departament sprawiedliwości oskarżył go unikanie płacenia podatków. Groziło mu do pięciu lat więzienia za każde ominięcie spłacenia fiskusa i rok za każde zatajenie swoich przychodów. McAfee na jednym wideo pochwalił się zresztą, że od lat faktycznie unikał rozliczania się z urzędem skarbowym.

Dla McAfee’ego bycie poszukiwanym stało się w ostatnich latach jego życia normą. W 2008 roku wyprowadził się do Belize. W dokumencie „Gringo: The Dangerous Life of John McAfee” zaprezentowano specyficzny tryb życia bogacza. Wraz z grupą uzbrojonych mężczyzn patrolował ulice, obawiając się zamachu na jego życie lub przynajmniej porwania. Samozwańczy szeryf wprowadził coś na kształt godziny policyjnej.

Policja nic nie robiła sobie z tego typu wypadów, bo siedziała głęboko w jego kieszeni. McAfee obdarowywał ich prezentami. Potrzebna broń? Proszę bardzo. Może chcecie nową łódź? Nie ma problemu. Służby przymykały więc oko, że w świcie McAfee’ego normą jest paradowanie z giwerami, a skład osobistej ochrony to wielu lokalnych przestępców.

W Belize McAfee prowadził coś w rodzaju haremu. Niezbyt legalnego, bo otaczał się niepełnoletnimi kobietami. Ekscentryczny informatyk w tym czasie był oskarżany o gwałt na jednej z kobiet, z którą współpracował. Ta uciekła do Stanów Zjednoczonych. Zgłosiła sprawę, ale władze rozkładały ręce: nie mamy wpływu na rządzących w Belize.

W końcu specyficzne otoczenie przeniosło się do San Pedro, niewielkiego miasta na wyspie Ambergris Caye. Sąsiedzi nie byli zadowoleni z nowego mieszkańca. Jeden z nich miał szczególny problem z McAfee. Zapowiadał, że zatruje jego psy. Kiedy faktycznie czworonogi poczuły się gorzej, kilka dni później mężczyzna został znaleziony martwy. Trop prowadził do McAfee, ale niczego nie dało mu się udowodnić.

W ostatnich latach swojego życia McAfee chciał zostać kandydatem na prezydenta Stanów Zjednoczonych

Jego głównym programem politycznym była… niechęć do systemu podatkowego. Jak mówił, tak też robił, czego najlepszym dowodem było właśnie unikanie płacenia podatków. McAfee oskarżany był też o działalność spekulacyjną na rynku kryptowalut.

Podobno o zmarłych mówi się albo dobrze, albo wcale. O McAfee musielibyśmy więc milczeć, wszak na bogatym życiorysie nie brakuje poważnych rys. Nie da się jednak ukryć, że świat – i to nie tylko technologii – stracił, jakkolwiek źle to nie brzmi w przypadku mężczyzny oskarżanego m.in. o gwałt i morderstwo, nietuzinkową postać.

Kiedy sprzedał swoje udziały w McAfee za 100 mln dol., próbował zostać guru medytacji czy w końcu tworzyć naturalne lekarstwa. To dlatego zamieszkał w Belize.  W międzyczasie rozwiewał pogłoski o swojej śmierci, a żeby uniknąć więzienia udał… zawał serca. Teraz jego zgon to już nie żart. Choć wydaje się, że McAfee zadbał o to, aby wielu po jego pogrzebie doszukiwało się w całej sytuacji drugiego (trzeciego, czwartego i piętnastego…) dna.