Tech  / Felieton

Przez kilka lat walczyłem, żeby grób nieznanego żołnierza Wojska Polskiego przestał być „nieznanym”. Udało się

Na moim cmentarzu parafialnym pochowany został w bezimiennej mogile żołnierz Ludowego Wojska Polskiego. Zmarł w marcu 1945 r. z powodu ciężkiej choroby. Dlaczego w ogóle zainteresowałem się tym tematem? Kilka dni przed śmiercią ów żołnierz nocował z innymi kompanami u moich pradziadków.

Już wtedy bardzo chorował i wymagał opieki gospodarzy. Po kilku dniach został jednak przewieziony do reszty oddziału grupującego się w wiosce oddalonej o kilkanaście kilometrów. Tam też zmarł. Moja babcia i moja mama zawsze 1 listopada przypominały mi o historii tego żołnierza.

Wiedzieliśmy, że był ze Wschodu, że nazywał się Jan Wolny [nazwisko zmienione] i że został pochowany w tym konkretnym miejscu. Do lat 80. znajdowała się tam tabliczka z jego danymi, niestety później zaginęła. Od kiedy ja pamiętam (lata 90.), tablica na jego nagrobku wspominała o żołnierzu NN, a po jej zmianie kilkanaście lat temu mówi o żołnierzu poległym w 1939 r. (dwa masowe groby żołnierzy z tego okresu znajdują się po drugiej stronie alejki cmentarnej).

Kontaktowałem się w 2014 r. z miejscowym Urzędem Gminy oraz organami państwowymi, które w swoim zakresie obowiązków mają utrzymywanie pamięci o historii.

Zebrałem więcej informacji na temat żołnierza – jego datę urodzin (1901 r.) i śmierci (marzec 1945 r.), miejsce urodzenia, oddział, w którym służył, (tj. 5 ZPP LWP). Między innymi dzięki temu dowidziałem się, że był Polakiem pochodzącym z obecnego obszaru Białorusi (daw. II RP woj. Nowogródzkie). Z powodu nieścisłości w dokumentach urzędy postanowiły nie zmieniać wtedy tej tablicy (w dokumentach wojskowych występują nieścisłości co do lokalizacji grobu oraz jego formy – czy jest indywidualny, czy zbiorowy).

W 2014 r. pomyślałem, że może jeszcze spróbuje odnaleźć potomków tego żołnierza w portalach społecznościowych. Mogli oni w końcu być repatriantami ze wschodu mieszkającymi obecnie w Polsce. Niestety kontakt z różnymi osobami o tym nazwisku nie przyniósł efektu. Zniechęciłem się na kilka lat, ale w tym roku postanowiłem podjąć temat jeszcze raz.

Wpadłem na pomysł, żeby skontaktować się ze Związkiem Polaków na Białorusi i prosić o publikację na ich stronie internetowej informacji, że poszukuję potomków Jana Wolnego urodzonego w 1901 r. w moiejscu takim a takim. Odpowiedź e-mail, którą otrzymałem ze Związku, wprawiła mnie w osłupienie. Otrzymałem link do białoruskiej internetowej wyszukiwarki grobów historycznych.

Miałem ogromne szczęście! Pewien Białorusin sam z własnych środków inwentaryzuje nagrobki historyczne. Zaczął robić to kilka lat temu, a swoją pracę zaczął właśnie od cmentarza, który najbardziej mnie interesował. Po tym jak wpisałem do wyszukiwarki dane Jana Wolnego, moim oczom ukazał się nagrobek tego żołnierza pochowanego na Białorusi wspólnie z jakąś kobietą (jak się później okaże jego żoną). Widać, że ktoś się nim opiekuje. Miałem kolejny punkt zaczepienia, ale zastanawiałem się, co dalej z tym zrobić.

Zagrałem va bank i napisałem po polsku list do księdza parafii rzymsko-katolickiej na terenie, na którym leżał ten cmentarz. Pisałem, że poszukuję rodziny żołnierza pochowanego w mojej nekropolii. Trzy dni po dotarciu listu na Białoruś dostałem wiadomość na FB. Zadrżała mi ręka, gdy zobaczyłem w telefonie, że ktoś pisze do mnie cyrylicą.

Używając aplikacji Google Tłumacz odczytałem, że odezwała się do mnie wnuczka Jana Wolnego.

W swoich wiadomościach nie kryła emocji. Nie spodziewała się, że ktoś może pamiętać o jej dziadku. Rodzina, która pozostała na Białorusi, postanowiła postawić symboliczny grób na swoim cmentarzu, gdzie mogliby 1 listopada odmówić za niego modlitwę. Zakładali, że grób w Polsce już dawno został zapomniany (być może nawet nie istnieje).

Do wnuczki Jana (która jest w wieku moich rodziców) piszę po polsku, gdyż języka tego uczyła się w kościele. W odpowiedzi otrzymuję wiadomości po białorusku, które tłumaczę (tak to wygląda nasza XXI-wieczna konwersacja polsko-białoruska). Teraz już wiem, że Jan Wolny miał 5 córek i dlatego nie znalazłem 6 lat temu nikogo z rodziny o tym nazwisku. Ze względu na zły stan zdrowia nie służył przed wojną w wojsku, a pod koniec 1944 r. został przymusowo wcielony do tworzonego na wschodzie Wojska Polskiego.

Dzięki mojej zawziętości i dalszym próbom wyjaśnienia sytuacji z istniejącą tablicą nagrobną otrzymałem zapewnienie od jednej z instytucji, że w nowym roku budżetowymi zostanie ona zmieniona na właściwą. Dzieląc się z Państwem moją historią chcę niejako udowodnić, że nie warto się poddawać w drodze do osiągnięcia założonego celu, a coroczny rozwój technologii i szeroko rozumianego dostępu do internetu sprawia, że to, co kiedyś wydawało nam się tak odległe, dziś jest już na wyciągnięcie naszych rąk.

Autorem tekstu jest Tomasz H. - czytelnik Spider’s Web.

Jeśli i ty masz ciekawą historię, którą chciałbyś się podzielić, napisz do nas na adres news@spidersweb.pl

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst