Gry  / Artykuł

Umarłem z nudów za kierownicą BMW E30 M3. Takich wrażeń dostarczyła mi gra Forza Street

Lubię mobilne gry, dlatego z chęcią sięgnąłem po „wyścigówkę” Forza Street.

Forza Street to farbowany lis. Gra ukazała się rok temu na Windowsa, a teraz zadebiutowała na urządzeniach mobilnych. Zagrają w nią posiadacze iPhone'ów, jak i użytkownicy Androida.

Forza Street to chyba najlepszy przykład na to, jak bardzo źle można potraktować kultową markę. Seria Forza to okręt flagowy Xboksa i jedna z najlepszych „samochodówek”, jakie powstały, tymczasem Forza Street to jedynie przeciętny zabijacz czasu, który ma w dodatku potężną i znacznie lepszą konkurencję w segmencie gier mobilnych.

Na ten tytuł patrzę przez pryzmat gier na smartfony, zdając sobie sprawę, że są one nadal cieniem tego, w co możemy zagrać na pecetach i konsolach. Niemniej, w porównaniu do takiego GRID Autosport czy nawet Real Racing 3 od Electronic Arts, Forza Street wypada jak drugoligowa i niezbyt ambitna gra.

Ok, wsiadam do swojego BMW E30 M3.

Na początku do wyboru mamy trzy auta:

BMW E30 M3 z 1991 r.

Forda Mustanga GT z 2015 r.

Nissana Fairlady Z 432 z 1969 r.

Po wybraniu koloru, wsiadamy za kierownicę.

Tutorial i sposób grania są tak proste, że aż nudne.

Na starcie musimy wstrzelić się w odpowiednie obroty. Gdy strzałka obrotomierza wyląduje w zielonym polu, mamy udany start. Następnie ciśniemy do momentu, gdy na jezdni zobaczymy żółte strzałki. Wtedy puszczamy gaz, wytrzymujemy bez niego przez fragment z czerwonymi strzałkami i wciskamy go ponownie, gdy znów będą żółte. Tę umiejętność posiądziemy w stopniu niemal mistrzowskim po 2 czy 3 próbach.

Po wyjściu z zakrętu możemy zwiększyć moc silnika podtlenkiem azotu. Poziom nitro zależy od tego, jak udany był start, odpowiedniego puszczenia hamulca i wciśnięcia go ponownie na zakrętach.

Wygranie pierwszych wyścigów nie nastręcza żadnych problemów. To zrozumiałe, uczymy się.

Gorzej, że również później gra nie jest żadnym wyzwaniem. Mimo że poziom przeciwników rósł, nie opuszczało mnie wrażenie, że w tej grze nie mam nic do powiedzenia, poza kilkukrotnym podniesieniem i opuszczeniem kciuka na pedale hamulca i wtłoczeniem podtlenku azotu.

Forza Street ma zarabiać.

Cel gry, gdy patrzymy na nią od strony wydawcy, pokazuje ten obrazek:

Po wygraniu kolejnych zawodów możemy wylosować nowy samochód, części do tuningu, nagrody dnia. Wydajemy też wirtualne pieniądze. Typowy standard gier free to play.

Przyznam, że zdarzało mi się płacić w grach tego typu, gdy były tego warte. Gdyby wspomniany już GRID Autosport był dystrybuowany w takim modelu, zapewne płaciłbym bez żalu. To zresztą w moim przypadku rekordowa gra mobilna - żadnej innej nie poświęciłem tak wiele czasu. Rzecz tylko w tym, że GRID Autosport wymaga wysiłku, jest wyzwaniem i przez to jest bardzo miodny.

Zestawianie Forzy Street z GRID-em oczywiście ma mało sensu. Ale trudno nie pokusić się o nie, gdy mamy do czynienia z tytułem nawiązującym do legendy serii Forza. Bardziej pasuje tutaj porównanie z serią CSR Racing, która ma podobny (irytujący) model, ale jest... znacznie lepsza.

Nie miałem konsoli Xbox, dlatego w prawdziwą Forzę grałem wyłącznie u znajomych. Zawsze były to wyjątkowo dobrze spędzone chwile, które sprawiły, że jestem fanem marki. Tym bardziej przykro mi, że Forza Street nie nosi swojej pierwotnej nazwy - Miami Street. Byłaby adekwatna.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst