Tech / Felieton

Laptopy ze składanym ekranem nie mają sensu. Przekonaj mnie do zmiany zdania

Pamiętacie czasy okularów i telewizorów 3D? Producenci tak zachłysnęli się możliwościami nowej technologii, że ładowali ją absolutnie wszędzie. Okulary 3D można było znaleźć w paczkach z chipsami. Jak wiemy dziś – nie miało to żadnego sensu. Tak samo jak nie mają sensu laptopy ze składanym ekranem.

Powiem to wprost: absolutnie nie przekonuje mnie koncepcja laptopów/tabletów ze składanym ekranem.

Tak jak w smartfonach zginane ekrany mają cały sens tego świata, tak w przypadku laptopów są co najwyżej manifestem producenta, który chce obwieścić wszystkim „patrzcie, jacy jesteśmy innowacyjni!”. I tworzy produkt, który przeczy wszelkiej logice.

Smartfon ze zginanym ekranem jest w oczywisty sposób użyteczny.

Urządzenie, które nosimy w kieszeni, czerpie realną korzyść ze składanego ekranu.

Zależnie od tego, czy mówimy o koncepcji a’la Galaxy Fold czy a’la Motorola Razr, mamy do czynienia z telefonami, które na zawołanie mogą zaoferować więcej przestrzeni roboczej do pracy lub o wiele bardziej przystępny rozmiar, gdy spoczywają nieużywane w kieszeni.

Gdy technologia składanych ekranów stanie się już nieco bardziej wytrzymała, de facto nic nie stracimy na zastosowaniu jej w smartfonach. Zastosowanie składanego wyświetlacza nie ujmie praktyczności telefonu, tylko ją rozszerzy – właśnie dzięki temu, że na zawołanie możemy mieć albo więcej miejsca na ekranie, albo zająć mniej miejsca w spodniach.

Gdy jednak patrzę na koncepcje laptopów ze składanym ekranem czy laptopów z dwoma ekranami, widzę same kompromisy.

Spójrzmy na dwa przykłady zaprezentowane podczas tegorocznych targów CES: Dell Concept Duet oraz Thinkpad X1 Fold.

Obydwa sprzęty zastępują fizyczną klawiaturę wyświetlaczem; w przypadku Della jest to po prostu drugi ekran o przekątnej 13,4”, zaś Thinkpad X1 Fold ma składany 13,3-calowy wyświetlacz.

dell concept duet ori

Podobną koncepcję zobaczyliśmy wcześniej, gdy Microsoft zaprezentował swojego Surface’a Neo.

Wszystkie te sprzęty mają jedną wspólną cechę – zastosowanie drugiego/składanego ekranu daje relatywnie niewiele korzyści, a wymusza mnóstwo kompromisów.

Największy z nich to oczywiście brak klawiatury i myszki. Windows 10 obsługiwany w 100-procentach dotykiem to tragedia. Wie o tym każdy, kto choć przez chwilę używał Surface’a Pro w trybie tabletu.

Dotyk jako pomocniczy interfejs to wspaniałe ułatwienie. Jako główna metoda wprowadzania nie sprawdza się jednak na platformie Microsoftu w ogóle, zwłaszcza że do obsługi większości popularnych usług i stron nadal musimy używać przeglądarki, gdzie elementy są malutkie i trudno trafić w nie palcem. Tak, Microsoft mógłby się wiele nauczyć np. od iPada, który jest dziś wzorem tego, jak powinien działać interfejs dotykowy w urządzeniu z relatywnie dużym ekranem.

Brak fizycznej klawiatury w laptopie uważam natomiast za nieporozumienie. Tej koncepcji próbowało już Lenovo w swoich urządzeniach z serii Yoga Book – koncepcja chwalebna i bardzo przyjemnie mi się korzystało z tych urządzeń, ale klawiatura ekranowa na dłuższą metę zupełnie się nie sprawdza.

Producenci owych składanych dziwadeł sami zresztą zdają się mieć tego świadomość. Zarówno Surface Neo jak i Thinkpad X1 Fold otrzymają do kompletu dołączaną klawiaturę, którą będzie można połączyć z dolną porcją podwójnego wyświetlacza, lub używać jej osobno w trybie Bluetooth, a rozłożony tablet (?) czy laptop (?) stosować jako zewnętrzny wyświetlacz.

ThinkPad X1 Fold

Czyli nie dość, że składana forma urządzenia zabierze nam fizyczną klawiaturę wbudowaną w laptop, to jeszcze będziemy musieli pamiętać o zabieraniu ze sobą dedykowanego akcesorium.

Czy to się w czymkolwiek różni od dostępnego dziś iPada, którego zresztą dzięki akcesoriom od Apple’a i niezależnych producentów można już teraz przekształcić w całkiem sprawny zamiennik laptopa?

Absolutnie nie kupuję też argumentacji o większej przestrzeni roboczej, którą daje rozkładany ekran w Thinkpadzie X1 Fold czy innej koncepcji Della – tablecie Concept Ori.

13-calowego tabletu, nawet po złożeniu, i tak nie wciśniemy do kieszeni. Ba, wątpię nawet, że wejdzie on do przeciętnej wielkości damskiej torebki czy wewnętrznej kieszeni płaszcza.

Taki tablet po złożeniu będzie gruby i nadal będzie zajmował sporo miejsca, a po rozłożeniu… nadal będzie za duży dla większości osób, by używać go w formie tabletu. Co najwyżej sprawdzi się jako wyświetlacz postawiony na jakiejś podstawce, z osobną klawiaturą i myszką. I znów – korzyści z zastosowania zginanego ekranu są tu relatywnie niewielkie, zaś kompromis użyteczności: ogromny.

dell concept duet ori

Szanuję, że producenci szukają innowacji w segmencie laptopów. Ale można zrobić to lepiej.

Przykładów nie trzeba daleko szukać. To samo Lenovo, które pokazało średnio użytecznego Thinkpada X1 Fold, pokazało Thinkbooka Plus: klasyczny laptop, który ma na pokrywie wyświetlacz e-ink.

Urządzenie ma mieć świetny akumulator, klasyczną thinkpadową klawiaturę i masę raptem 1,4 kg. Ekran e-ink na pokrywie może zaś służyć do czytania książek i dokumentów, gdy nie pracujemy na komputerze.

Królem sensownych innowacji w laptopach pozostaje dla mnie jednak Asus, który już rok temu pokazał, jak to się robi.

Asus ZenBook Pro Duo zastosował prosty trick: przesunął klawiaturę na dół, gładzik na bok, a górną część pulpitu roboczego wykorzystał w całości jako dodatkowy ekran.

Można też kupić ZenBooka Duo, 14-calowy laptop z podobnym rozwiązaniem, który gwarantuje dodatkową przestrzeń roboczą w kompaktowym opakowaniu.

Ba, Asus wymyślił też, żeby wcisnąć drugi ekran tam, gdzie większość laptopów ma zwykłe gładziki. W Asusie ZenBook UX434 Screenpad 2.0 spisuje się znakomicie i pokazuje, że z klasycznej formy laptopa można wiele wycisnąć.

A nawet odchodząc od rzeczy praktycznych na rzecz bardziej „cool” – nowe laptopy dla graczy z serii ROG mają pokrywę zagospodarowaną przez… diody. Które mogą wyświetlać dowolną treść, nawet GIF-y. Gracze uwielbiają tego typu bajery i jestem więcej niż pewien, że niejeden streamer będzie błyskał tymi diodami na swoich live’ach.

Te przykłady dobitnie pokazują, że można stworzyć innowacyjne laptopy nie wylewając jednocześnie dziecka z kąpielą. Trzymać się klasycznej formy, która sprawdziła się na przestrzeni ostatnich trzech dekad, sukcesywnie ją odchudzając i dodając do niej nowe możliwości. A nie sięgać po nową i (bądźmy szczerzy) jeszcze wysoce zawodną technologię, tylko po to, by pokazać, że można. No bo OK, można – tylko co te urządzenia mają zmienić?

Jaką realną wartość dodaną mają dać użytkownikowi laptopo-tablety ze składanym lub podwójnym ekranem? Jak do tej pory żaden producent, który taki twór pokazał, nie udzielił satysfakcjonującej odpowiedzi na to pytanie.

Obawiam się więc, że składane ekrany w laptopach podzielą los wspomnianych we wstępie okularów i telewizorów 3D. Technologia 3D jak najbardziej ma swoje miejsce: w kinie. Na dostatecznie dużym płótnie, by dało się wykorzystać jej potencjał. I tak samo składane ekrany jak najbardziej mają sens – w smartfonach. Tam, gdzie ich zastosowanie rzeczywiście ułatwia życie konsumentom.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst