Media  / Felieton

Dziś mija 8 lat od publikacji tekstu, który zmienił polski internet

331 interakcji
dołącz do dyskusji

8 lat temu internetowe wydanie "Gazety Wrocławskiej" zmieniło bieg historii polskiego internetu informacyjnego. Pojawił się w nim tekst pod tytułem "Wrocław: Libacja na skwerku".

Ów tekst, w całości, brzmiał następująco:

Policjanci dostali dzisiaj zgłoszenie, że na skwerku w jednym z wrocławskich parków grupka mężczyzn pije alkohol. Gdy funkcjonariusze przyjechali na miejsce okazało się, że nikogo tam nie ma.

Tyle, to cały tekst.

Prekursor pustosłowia? Zapowiedź clickbaitowego internetu informacyjnego? Protoplasta fakenewsów? Zapewne wszystko na raz. Niech jednak nikogo nie zmyli ten głupkowato brzmiący news - właściciel internetowego serwisu "Gazety Wrocławskiej", czyli Polska Press, zyskał na nim potężny zasięg, nieprawdopodobnie wzmocnił domenę i zapewne zarobił krocie. Ba, wciąż zarabia.

- Jako szef pionu contentu internetowego w Polska Press, musiałem zmierzyć się z sytuacją - wspomina sytuację po publikacji "Libacji na skwerku" Paweł Nowacki. - Zamiast kryzysu okazała się sukcesem: 16 tys. lajków na Facebooku (w 2010!), ponad 200 komentarzy w 2 godziny.

Dziś lajków już nikt nie liczy, bo idą one w setki tysięcy, gdyż dyskusje i wspominki o "libacji na skwerku" powracają co roku, 21 sierpnia, gdy wypadają kolejne rocznice publikacji tego przełomowego wpisu. Do tekstu prowadzą tysiące referrali, czyli linków z innych mediów. Regularnie o materiale "Gazety Wrocławskiej" przypominają społecznościowe agregatory, typu Wykop. Swego czasu sam wydawca chwalił się rocznicą publikacji na Facebooku, co dziwić nie może - jak udało nam się nieoficjalnie dowiedzieć, to najpopularniejszy w historii wpis w historii serwisu gazetawroclawska.pl z łącznym zasięgiem kilku milionów unikalnych użytkowników.

To wszystko musi się przekładać na konkretny zysk - po pierwsze tysiące referrali i ciągły, powracający ruch na tak archiwalnym tekście, niebagatelnie buduje kompetencje domeny w Google, na czym zyskuje cały serwis. Po drugie, Gazeta Wrocławska wciąż wyświetla na tym tekście reklamy - zarówno własne, jak i te adsensowe od Google'a. Przy tak dużym ruchu łącznym, to musi być tekst, który przyniósł Polska Press niemały przychód łączny. Po trzecie, tekst wciąż jest udostępniany w mediach społecznościowych, co również przekłada się na wyższe zasięgi przy bieżących publikacjach serwisu na Facebooku, czy Twitterze.

Dziś na Twitterze rozgorzała ciekawa dyskusja wśród osób, które pracowały w Polska Press w 2010 r. i znają kontekst publikacji.

Okazuje się, że autorką tekstu "Libacja na skwerku" - który podpisany jest MJU - była dziennikarka na wierszówce. - A tekst powstał, ponieważ były wymogi wrzucania iluś tam depesz na godzinę, co było bardzo rygorystycznie pilnowane. I tak, powstawały artykuły o palących się kubłach na śmieci i inne bzdury - pisze Marcin Torz, dziś dziennikarz "Super Expressu".

Pewnie niechcący, ale "Gazeta Wrocławska" w wydaniu online wyznaczyła kierunek rozwoju polskiego internetu informacyjnego.

Dziś standardem są teksty/materiały internetowe, których wartość informacyjna jest zerowa i które pisane są tylko, i wyłącznie w celu nabicia sztucznych klików, wyświetlenia użytkownikowi reklamy, czy zebraniu informacji o jego plikach cookies. Dziś największe portale internetowe, które biją się między sobą o promile łącznego zasięgu, dysponują całymi zespołami, które codziennie analizują co i jak się klika, by w odmętach archiwów swoich serwisów wyszukiwać podobne perełki i na nich zarabiać. Dziś internet informacyjny pełen jest dwu/trzyzdaniowych newsów, z których duża część niesie równie wysoką wartość poznawczą co "Libacja na skwerku".

Uczcijmy tę rocznicę minutą ciszy.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst