Gry  / Recenzja

Czytelnicy Spider’s Web mieli rację – To the Moon to wspaniała, poruszająca historia

Jedną z głównych zalet pisania na blogu jest - moim zdaniem - bezpośredni kontakt z czytelnikiem. Na Spider’s Web dochodzi do sprężenia zwrotnego – równie ważny co sam tekst są także komentarze pod nim, nie raz wnoszące do tematu tyle, albo i więcej, co dzieło redaktora. Właśnie w ten sposób została mi polecona gra To the Moon, natomiast teraz nie pozostaje mi nic innego, jak podziękować Wam za informacje o tak niesamowitej porcji kodu.

Czytelnicy mnie przekonali

To the Moon zarekomendowaliście pod moimi peanami na cześć Gone Home. Produkcja została przeze mnie uznana za jedną z najbardziej oryginalnych, nietuzinkowych i ciekawych gier 2013 roku. Po dłuższym okresie od ogrania tytułu, zdania nie zmieniam. Gone Home na stałe wpisało się w moją pamięć gracza, zajmując zaszczytne miejsce wśród wszystkich ogranych przeze mnie produkcji. Banalna historia o niebanalnym wykonaniu, oryginalny klimat i poruszające przesłanie to ogromne zalety produkcji twórców DLC do drugiego Bioshocka, odporne na upływ czasu i globalne trendy.

to the moon 5

Będąc przy poruszających, niebanalnych historiach w grach, poleciliście mi To the Moon. „Piękna, poetycka, wzruszająca historia, opowiedziana w bardzo niekonwencjonalny sposób”, czyli komentarz Czytelnika TTM, ostatecznie przekonał mnie do tytułu, o którym słyszałem wiele dobrego, natomiast nigdy nie miałem czasu w niego zagrać. Tytuł wręcz wchłonąłem w jeden wieczór, na noc przed ukazaniem się GTA V i całej tej zawieruchy związanej z dziełem Rockstara. W końcu znalazłem jednak chwilę czasu, aby przelać swoje wrażenia oraz podziękować za naprawdę dobrą rekomendację.

Przyznaję, wzruszyłem się

To the Moon… wzruszył mnie. Nie będę tego ukrywać. Obyło się bez łez, ściskania poduszki i kubełka lodów na pocieszenie, lecz emocjonalny ładunek zawarty w tym niezależnym tytule jest ogromny. Historia to największy plus produkcji, zaraz obok muzyki. Wszystkie inne składowe, takie jak patent na rozgrywkę czy grafika, znacząco odstają od obecnych, a nawet dawnych standardów, lecz hej, to nie o to chodzi w To the Moon.

to the moon 2

Gra została wykonana przez kanadyjskiego producenta i kompozytora, Kana Gao. „Gra” jest jednak niezbyt dokładnym określeniem. To the Moon to raczej prowadząca mnie za rękę historia, jak po sznurku. Moja rola ograniczyła się jedynie do pozycji widza, który od czasu do czasu musi przejść bohaterami tytułu z jednego miejsca do drugiego, kliknąć w dany przedmiot, bądź rozwiązać prostą zagadkę logiczną. Mimo tego – absolutnie nie mam nic przeciwko. Praktycznie nie istniejąca interaktywność nie przeszkadza. Jak zostało napisane wcześniej – wszystko, po prostu wszystko rekompensuje historia.

To nie jest gra, to opowieść...

Ta jest niesamowita. Chociaż pierwsze minuty z produkcją Kana Gao nie przekonały mnie do siebie, później było już tylko lepiej. Tytuł w całości wykonany w RPG Maker X skojarzył mi się z setkami innych, amatorskich produkcji, stworzonych w tym kreatorze i dostępnych w sieci. Potrzebowałem godziny, aby poczuć niewidzialne kajdany, które uwięziły mnie przed laptopem. Kajdany wiążące niesamowicie silnie, na skutek scenariusza, który odsłaniał swoje karty powoli i systematycznie, coraz silniej związując mnie z produkcją.

to the moon 1

Patent na ten tytuł jest całkiem oryginalny. W nieodległej przyszłości firma Sigmund Corp ma technologię, za pomocą której może zmieniać wspomnienia ludzi. Nastawione na zysk przedsiębiorstwo oferuje swoje usługi pacjentom na łożach śmierci, sprawiając, że opuszczają nasz ziemski padół z uśmiechem na ustach. Manipulacja, ale w słusznej sprawie, prawda? To the Moon rozpoczyna się właśnie od kolejnego zlecenia korporacji, która wysłała swoich pracowników – doktora Neila Wiitsa oraz doktor Evę Rosalene, aby umilić odejście pacjenta Johna.

... dojmująca i tragiczna

Chociaż sterujemy parą pracowników korporacji przyszłości, prawdziwym bohaterem tej opowieści jest właśnie John oraz jego nieżyjąca już małżonka – River. Gracz cofa się przez kolejne stadia ich związku, z oryginalną misją, będącą ostatnim życzeniem konającego mężczyzny – ten chce się udać na księżyc. Od pary nierozumiejących się staruszków, przez Johnego w sile wieku, po irytującego nastolatka – cofamy się coraz dalej i dalej wstecz, rozumiejąc coraz więcej z życia obcego parze doktorów i samemu graczowi mężczyźnie. Jednocześnie nie rozumiejąc z tego nic…

to the moon 4

Wszystko za sprawą River, która jest dla mnie najsilniejszą postacią całej fabuły. Rudowłosa kobieta i historia za nią stojąca to prawdziwy wyciskacz łez. Smutny, tragiczny i wciągający jak bagno. Biedna, niezrozumiana kobieta z pewną chorobą, uniemożliwiającą wykonywanie prostych czynności, staje się powodem dojmującej tragedii, ciągnącej się przez wiele lat i znajdującej ujście w niecodziennym zachowaniu. Proszę o odrobinę wyrozumiałości. Bardzo ciężko opisać to słowami, w to trzeba zagrać. Napiszę tylko, że kiedy w końcu poznałem finał tej historii i wszystko stało się dla mnie jasne, naprawdę sympatyzowałem z nieżyjącą już kobietą, rozumiejąc jej tragedię i… szczerze jej współczując.

Chcę więcej

Cała reszta, of grafiki pamiętającej czasy pierwszych Final Fantasy, przez archaiczny gameplay, nie mają znaczenia. Ważna jest jeszcze tylko muzyka. Ta, nie licząc głównego motywu przewodniego, została w całości skomponowana przez Kana Gao i należą mu się za to oklaski. Przez wykorzystanie RPG Maker X oddanie mimiki i ekspresji wirtualnych postaci nie było możliwe, lecz udźwiękowienie wzorowo zastępuje niewidoczne emocje, zdradzając, w jakim tonie wypowiadana jest dana kwestia oraz co gra w duszy postaci stworzonych ze zlepka pikseli. Muzyka stanowi nieoderwalną część tego tytułu i sprawdza się w swojej roli znakomicie.

to the moon 3

To the Moon, podobnie jak Gone Home, jest jedną z najbardziej wyjątkowych produkcji, w jakie zagrałem w tym roku. Nie żałuję ani grosza z sumy, zbliżonej do ceny paczki papierosów, którą wydałem na tę produkcję. Przygoda na jeden wieczór jest tego warta. Chociaż To the Moon jest historią kompletną, już nie mogę doczekać się kontynuacji, która została zapowiedziana. Ku mojemu wielkiemu smutkowi przypuszczam, że już nie spotkam River, ale para sympatycznych doktorów jest wystarczającą zachęta, abym ponownie dał szansę Kanowi Gao.

Immora Fray, TTM – dziękuję za rekomendację

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst