Nauka  / News

Planetoida mija Ziemię, macha do obiektywów NASA. Jej księżyc też

Światu nic nie grozi. Przynajmniej na razie. Planetoida 1998 QE2 minęła nas, będąc od nas oddaloną o zaledwie 5,8 miliona kilometrów. Była na tyle masywna, że posiadała swój własny księżyc. New Age’owcy są rozczarowani, ale naukowcy zachwyceni.

Jet Propulsion Laboratory, jak widać, było oszczędne w swoim komunikacie. To jednak nie było nieistotne zjawisko. Nigdy wcześniej nie mogliśmy się przyjrzeć planetoidzie z tak bliskiej odległości. 1998 QE2, bowiem taką „chwytliwą” nazwę otrzymało mijające nas ciało niebieskie, przeleciało obok Ziemi będąc od niej oddalonym raptem o 5,8 miliona kilometrów. Nie dajcie się jednak zwieść tabloidom: to bardzo niewielka odległość biorąc pod uwagę skalę Układu Słonecznego, ale to dalej 15-krotnie większa odległość niż do Księżyca.

Lepiej już, jak twierdzą naukowcy, nie będzie. Kolejny krok to misja kosmiczna i przelot statkiem w pobliżu danej planetoidy. Na to jednak przyjdzie nam poczekać, a zdjęcia, które teraz są pilnie analizowane przez NASA, mamy już dziś.

Zjawisko to nie było niespodziewane. Naukowcy czekali na ten dzień od 19 sierpnia 1998 roku, kiedy to odkryto planetoidę i wyliczono trajektorię jej lotu. Aparatura fotograficzno-radarowa została przygotowana. Pozostało tylko czekać i… uzbroić się w cierpliwość.

To sukces nie tylko naukowy, ale też i wizerunkowy. NASA prowadzi kosztowny projekt NEOP (Near Earth Object Project), któremu od lat ciężko udowodnić urzędnikom sens swojego istnienia. Został powołany wyłącznie do jednego celu: „skanowania” nieba w poszukiwaniu zagrożeń dla naszej planety. To właśnie z jego powodu NASA tak chętnie zaangażowała się we współpracę przy filmie Armageddon Michaela Bay’a, dając dostęp filmowcom do miejsc, które jak dotąd nie były udostępnione nikomu. By film się sprzedał i… podziałał na wyobraźnię podatników-wyborców. Dokładna analiza 1998 QE2 ma być dowodem skuteczności NEOP-a.

Niespodzianek, mimo wszystko, nie zabrakło. Kiedy planetoida znalazła się w odpowiedniej odległości od naszej planety, naukowcy wykryli, że posiada ona swojego własnego naturalnego satelitę („księżyc”). Naukowcy określają ten fenomen terminem planetoidy podwójnej. Szacuje się, że około piętnastu procent planetoid w naszym Układzie Słonecznym to planetoidy podwójne, a czasem i potrójne.

Sam „księżyc” planetoidy jest na tyle potężny, by zrównać z ziemią duża metropolię. Jego średnica to nieco ponad 600 metrów. 1998 QE2 jest znacznie większa, bowiem jej średnica to 2,7 kilometra. Gdyby uderzyła w Ziemię, nasz los byłby niewiele lepszy od losu dinozaurów (65 milionów lat temu uderzyła w nas planetoida o średnicy 9,5 kilometra). Fani Metro: 2033 i Mad Maxa poczuliby się jak w domu. Reszta z nas miałaby przekichane. Ale, kto wie, być może zaczęłaby też coś nowego. Oprócz ferrytu, 1998 QE2 okazała się bogata w węgiel i aminokwasy. Niektórzy naukowcy uważają, że życie we wszechświecie, w tym na Ziemi, pochodzi właśnie z „nasion”, planetoid.

Taka „rewolucja”, zdaniem NEOP, nam nie grozi. Agencja twierdzi, że śledzi 95 procent planetoid zdolnych do zakończenia naszej egzystencji. Żadna z nich nie jest na kolizyjnym kursie z Ziemią. Czym więc zajmuje się NEOP? Tymi mniejszymi, zdolnymi „tylko” do zrównania z Ziemią metropolii. Według szacunków, wiemy raptem o dziesięciu procentach z nich.

Zdjęcia planetoidy cały czas są wykonywane i przetwarzane, na razie udostępniono niewiele z nich. Biała kropka, którą widać na ilustracji, to „księżyc” 1998 QE2.

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst