Gry  / Felieton

Kinect z Xbox One a prywatność - realne zagrożenie czy burza w szklance wody?

Zawsze włączony Kinect. Uważnie obserwuje co robisz, jak wyglądasz. Nie można go odłączyć. Konsola bez niego nie uruchomi się. Permanentna inwigilacja? Orwell? Microsoft oszalał?

Mamy dobre wieści! Kinect będzie dołączony do każdej jednej konsoli Xbox One. Nie trzeba będzie go dokupować osobno! A teraz mamy gorsze wieści: nie możesz go odłączyć. Konsola, by móc z niej skorzystać, będzie wymagała podłączonego i skalibrowanego Kinecta. Po co? Dlaczego? Czemu Microsoft chce cały czas nas obserwować?

Wbrew pozorom, to nie są szalone pytania. Sam wymóg posiadania Kinecta jest łatwy do wyjaśnienia: chodzi o brak podziału między graczy posiadających ów kontroler, a tych, którzy zdecydowali się z niego zrezygnować. To ułatwi twórcom gier i aplikacji podejmowanie pewnych decyzji na temat interfejsu i systemu sterowania. Xbox One jednak - jak już wspomniałem wyżej - nie zezwoli na jego odłączenie.

A to już jest… dziwne.

Zanim przejdziemy dalej, ustalmy jedno. Jeżeli którykolwiek lub którakolwiek z was wierzy, że Microsoft chce nas obserwować, podglądać jak skaczemy przed Kinectem do gry sportowej, lub co gorsza, jak nie gramy, jedząc obiad na kanapie lub obściskując się na niej z partnerem lub partnerką, niech… przestanie. Firma ta nie ma żadnego interesu, żadnej motywacji, by to robić. A koszty takiej inwigilacji byłyby ogromne. Nie, Kinect to nie jest złowieszczy plan na zainstalowanie kamery przemysłowej w każdym domu. Nie dajmy się zwariować.

Są jednak inne potencjalne zagrożenia, choć nie tak dotkliwe. Dwa lata temu Microsoft opatentował technikę do obserwowania użytkownika podczas oglądania telewizji za pomocą sensora Kinect. Mechanizm analizowałby zachowania użytkownika i jego przyzwyczajenia i reakcje. Zarówno podczas oglądania właściwych treści, jak i… reklam. System mógłby nagradzać użytkownika Osiągnięciami (system nagród na Xbox Live, przypisywane do profilu użytkownika) za takie czynności, jak wysłuchanie bloku reklamowego do końca, obejrzenie całego sezonu danego serialu, uczestnictwo w społecznościowej zabawie polegającej na obstawianie wyników oglądanego aktualnie meczu w koszykówkę, i tak dalej. Nie jest powiedziane, że technika ta trafi do Xbox One, ale pasuje idealnie.

To już jest problem.

Ponownie, niekoniecznie ze względu na orwellowską wizję permanentnej inwigilacji, a z uwagi na to, że informacje te przekazujemy… za darmo. Wyręczamy Microsoft w zlecaniu kosztownych badań rynkowych, nie dostając nic w zamian. Na to nie powinniśmy się już godzić.

Sytuacja ma się nieco inaczej w momencie, w którym korzystamy z darmowych usług. Przykładowo prawie wszystkie usługi Google są „darmowe”. „Płacimy” za nie zgadzając się na przetwarzanie naszych danych. Z Xbox One jest inaczej. Co prawda nie znamy jeszcze cen konsoli i gier, ale z dużym prawdopodobieństwem możemy założyć, że konsola i treści na nią będą w podobnej cenie, co w przypadku Xboxa 360. Sam sprzęt jest sprzedawany „po kosztach”, a Microsoft zarabia na grach, i to całkiem sporo. Typowa cena gry na konsolę to około 200 złotych. Na to nie powinniśmy się już godzić.

Na szczęście nie będzie to problemem, zakładając, że uwierzymy na słowo zapewnieniom Microsoftu. Po pierwsze, gigant zdementował plotki, że konsoli nie można wyłączyć bez odłączenia jej od prądu. Można. Co prawda domyślnym stanem będzie stan uśpienia (dzięki czemu możemy powiedzieć „Xboksie, włącz się”, co Kinect zarejestruje i uruchomi konsolę), ale możemy całkowicie odciąć zasilanie z poziomu menu konsoli.

Po drugie, Microsoft zapewnił, że menu konfiguracyjne Kinecta będzie posiadać czytelne, jasne i „nieukryte” opcje kontroli prywatności. Nie zdradził nic więcej na ten temat, ale, jak się domyślam, będzie można zablokować wysyłanie i przetwarzanie informacji rejestrowanych przez Kinecta.

Zakładając, że nie będę miał z owego „śledzenia mnie” realnych, wymiernych korzyści, zachęcam do wyłączenia tych opcji. Z bardzo prostej  przyczyny: nie sprzedawajmy tanio naszej skóry. Jeżeli w zamian za to będziemy otrzymywać realne nagrody, to… czemu nie. Ale jeżeli w zamian będę mógł ubrać mój awatar w unikatowe ciuszki, to sorry, ale cenię się nieco wyżej.

Jedno jednak jest jasne: Kinect w Xbox One, w mojej ocenie, nie jest dla nas żadnym zagrożeniem. Niektóre teorie spiskowe są fajne, ale w tym przypadku, kochani, nie dajmy się zwariować…

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst