Tech

Chromebook jako mobilna konsola do gier? Wszystko na to wskazuje!

Chromebooki, póki co, nie odnoszą sukcesu, na jaki liczyło Google. Według źródeł portalu Digitimes, Acer od momentu premiery do lipca sprzedał… pięć tysięcy netbooków z Chrome OS. Samsung, tu cytując Digitimes, „jeszcze mniej”. Google ma jednak nowy, jeszcze bardziej przewrotny pomysł.

Twórcy przeglądarki Chrome i systemu Chrome OS zapowiedzieli, że już na początku przyszłego roku uaktualnią swój produkt o… natywną obsługę gamepadów. Branża podniosła brwi ze zdumieniem, przekazała informacje swoim czytelnikom, komentując najczęściej tym, że może to pomóc w rozwoju darmowych, prostych gier na witrynach internetowych. Moim zdaniem Google planuje coś więcej. Po czym wnoszę? Wystarczy przyjrzeć się changelogom Chrome’a w kanale deweloperskim. Widać w nich, że Google pracuje nad dużo większym projektem.

Wprowadzenie obsługi gamepadów do Chrome’a nie powinno tak bardzo dziwić, bowiem nie jest to pomysł samego Google’a. Konsorcjum W3C wprowadziło to wręcz jako standard (na razie w formie „draft”), a twórcy silników renderujących Gecko (wykorzystywany w Firefoksie) i WebKit (opiera się na nim nie tylko Chrome, ale i Safari) zapowiedzieli, że wdrożą go do swoich produktów. Dla twórców gier to duże ułatwienie w tworzeniu interfejsu, ale wielkiej rewolucji, z punktu widzenia użytkownika końcowego, tu nie ma.

Chrome jednak będzie oferował nieco więcej niż konkurencja. Dodatkowym kawałkiem do tej układanki jest wprowadzenie obsługi WebRTC. Pod tą tajemniczą nazwą kryje się otwarty standard webowy, który umożliwia aplikacjom webowym (czytaj: grom) bezpośrednie połączenie z kamerą internetową i mikrofonem komputera. Oznacza to więc, że programiści tworzący gry dla Chrome’a będą mieli nie tylko ułatwienie, jakie daje Gamepad API, ale również otrzymują możliwość stworzenia w banalny sposób mechanizmów do gier multiplayer, w których komunikacja między graczami jest szalenie istotna.

Dorzućmy jeszcze do tej układanki wbudowaną w Chrome’a obsługę WebGL, czyli standard interfejsu grafiki 3D. Dzięki temu będziemy mogli pograć nie tylko w proste platformówki czy gry logiczne, ale całkiem nieźle wyglądające shootery, wyścigi i inne, poważniejsze gry. Web Storage w Chrome pozwala z kolei na przechowywanie danych gry w przeglądarce.

Ostatniego, najważniejszego elementu układanki nie wykrył chyba nikt. A to dlatego, że pojawił się on już w Chrome’ie dawno temu, w sierpniu bieżącego roku. Chodzi o mechanizm NaCl (Native Client). Dzięki niemu programiści będą mogli uruchamiać na Chrome aplikacje (gry) napisane w natywnym C i C++ w sandboksowym środowisku. Z początku NaCl obsługiwał wyłącznie grafikę w 2D, dźwięk stereo i dostęp do pamięci lokalnej. Google po cichu jednak wprowadza NaCl 3D, nie informując o tym nikogo, testując różne wersje tego mechanizmu w deweloperskich kompilacjach Chromium (pierwszy raz pojawił się on w kompilacji 98083). Sposób jego działania jest wciąż nieudokumentowany (a przynajmniej ja nie dokopałem się do informacji na ten temat), więc póki co możemy tylko spekulować, jak dużym ułatwieniem będzie on w pisaniu gier „z prawdziwego zdarzenia”.

Chrome i Chrome OS stają się wyraźnie i z premedytacją pełnoprawną platformą do gier. I to nie tylko gier tzw. „casualowych”, ale i całkiem poważnych produkcji. Nawet sklep z grami jest już gotowy (Chrome Web Store). Pytanie tylko, czy działanie Google’a ma sens. Mobilne platformy do gier są pożerane przez smartfony i tablety. Przekonało się o tym boleśnie Nintendo, którego najnowsza konsola 3DS jest sprzedażową porażką. Tyle, że Chromebooki pozwalają na dużo więcej, niż przenośna konsola. Bierzemy na wakacje leciutki, malutki komputerek, na którym możemy wygodnie i bezproblemowo zalogować się na swoją pocztę, zajrzeć na Facebooka, obejrzeć film na Vimeo a nawet popracować w Dokumentach Google czy Office 365. Jeżeli dojdą do tego gry, które, podobnie jak na konsolach i w przeciwieństwie do tradycyjnych laptopów, działają zawsze, bezproblemowo, bez konieczności martwienia się o łatki, sterowniki i tym podobne bzdury, to Chromebooki z niezbyt udanego eksperymentu mogą przemienić się w rynkowy hit. Jeżeli jeszcze nie wierzycie, to przypominam, że ponad 30 procent pozycji na App Store dla iPada to gry, a według badań AppShopper stanowią 29 procent wszystkich sprzedawanych tam produktów.

Pytanie tylko, czy Google o tym wie i widzi ten potencjał. Jeżeli nie, to niech ktoś da im linka do Spider’s Web…

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga.

 

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst