Nasz system antydronowy dostaje kopa. SAN ma chronić wschodnią granicę
Program SAN dostał koreańskie podwozia KLTV. Dzięki temu polski system antydronowy ma szybciej wejść do służby i zyskać wysoką mobilność.

Rosomak zrobił ruch, który na pierwszy rzut oka wygląda jak zwykły zakup podwozi. To jednak coś znacznie ważniejszego i grubszego. Spółka podpisała właśnie umowę z południowokoreańską KIA Corporation na dostawę 375 pojazdów KLTV Cab Chassis Truck 4P, które mają stać się nośnikami wybranych elementów systemu przeciwdronowego SAN dla Wojska Polskiego. To oznacza, że program, o którym od miesięcy mówi się jako o jednej z najważniejszych odpowiedzi na rewolucję dronową na współczesnym polu walki, właśnie dostał bardzo konkretny zastrzyk mobilności.
To nie jest zakup ciężarówek. To jest zakup czasu
Wojna w Ukrainie brutalnie pokazała nam, że obrona przed dronami po prostu nie może opierać się wyłącznie na kilku drogich zestawach rakietowych rozstawionych wokół najważniejszych baz. Potrzebna jest warstwa najniższa, gęsta, mobilna i relatywnie tania w użyciu, zdolna do walki z małymi bezzałogowcami, amunicją krążącą i rojami celów. Właśnie w tę niszę celuje SAN.
30 stycznia 2026 r. podpisano umowę na 18 modułów bateryjnych tego systemu, a każdy z nich ma składać się z 3 plutonów ogniowych i plutonu wsparcia. Zestawy mają w pierwszej kolejności zabezpieczać wschodnią granicę Polski i uzupełniać wielowarstwową obronę przeciwlotniczą oraz przeciwrakietową.
W takim systemie samo działo albo sama wyrzutnia nie wystarczą. Jeśli sensor, efektor i stanowisko dowodzenia nie mogą szybko zmienić pozycji, cały układ traci część przewagi. Umowa Rosomaka z KIA jest ważna nie dlatego, że ktoś kupił kolejną partię wojskowych wozów, ale dlatego, że zapewniono platformę, na której można postawić radary, wyrzutnie i środki walki radioelektronicznej bez budowania wszystkiego od zera.
W programach zbrojeniowych właśnie takie decyzje bardzo często rozstrzygają, czy system rzeczywiście trafi do wojska na czas, czy ugrzęźnie w integracyjnych korkach.
Dlaczego akurat KIA i KLTV?
Wybrany pojazd nie jest w Polsce niczym egzotycznym. KLTV to lekki taktyczny wóz rodziny Kia Light Tactical Vehicle, już znany w Wojsku Polskim pod nazwą Legwan. Polska wcześniej zamówiła niespełna 400 takich pojazdów w wersjach rozpoznawczych, a we wrześniu 2025 r. podpisała umowę ramową na kolejne 1266 egzemplarzy różnych odmian. Wybór koreańskiego podwozia wpisuje się w szerszy proces budowania wspólnej bazy logistycznej i eksploatacyjnej wokół jednej rodziny lekkich pojazdów wojskowych.
Sama wersja Cab Chassis Truck 4P została zaprojektowana właśnie jako nośnik specjalistycznych zabudów. Producent opisuje ją jako bazę do montażu wyposażenia misyjnego. Wóz ma napęd na 4 koła, niezależne zawieszenie, 225-konny silnik Diesla, 8-biegową automatyczną skrzynię i parametry terenowe typowe dla lekkiej platformy wojskowej: prześwit 405 mm, prędkość do 130 km/h i zasięg około 520 km.
Nie jest to więc platforma do wożenia piechoty w pierwszej linii, ale bardzo sensowny nośnik dla radarów, anten, wyrzutni i modułów zakłócających, które muszą być lekkie, szybkie i zdolne do działania blisko wojsk lądowych.
Co właściwie pojedzie na tych podwoziach?
W założeniach SAN będzie wielosensorowym i wieloefektorowym systemem. Na koreańskich platformach mają znaleźć się przede wszystkim te elementy, które odpowiadają za wykrywanie i bezpośrednie zwalczanie małych celów powietrznych na poziomie plutonu ogniowego. W grze są polskie radary APS FIELDctrl Ultra i FIELDctrl Follow, wyrzutnie kierowanych rakiet APKWS II, wyrzutnie systemu MEROPS do zwalczania dronów oraz pojazdy walki radioelektronicznej.
Na części wozów znajdą się wielolufowe karabiny maszynowe WLKM kal. 12,7 mm. Cięższe elementy systemu, takie jak armaty SA-35 czy część rozwiązań na kontenerach, mają z kolei trafić na podwozia Jelcza.
Trzeba przyznać, że jest to bardzo nowoczesna logika budowy obrony przed dronami. Zamiast stawiać wszystko na jeden typ uzbrojenia, SAN łączy różne metody walki. Radar ma wykryć i śledzić cel, system dowodzenia go sklasyfikować, a operator dobrać najtańszy lub najskuteczniejszy efektor.
Czasem będzie to zakłócanie łączności, czasem przechwytujący dron MEROPS, czasem kierowana rakieta APKWS II, a czasem klasyczna armata lub ciężki karabin. Taki układ lepiej odpowiada realiom współczesnego pola walki, gdzie obok siebie mogą nadlatywać tani quadrokopter, amunicja krążąca i szybszy bezzałogowiec rozpoznawczy.
Dlaczego ta umowa jest ważniejsza, niż wygląda na pierwszy rzut oka?
W programach obronnych łatwo zachwycić się samą rakietą, armatą albo radarem. Tymczasem równie istotna jest mobilność i zdolność do szybkiego rozmieszczenia. Drony nie czekają grzecznie, aż zestaw obrony rozwinie się na utwardzonym placu. Nowoczesny system przeciwdronowy musi umieć działać przy wojskach, zmieniać pozycję, rozpraszać się, pracować w marszu i po krótkim postoju. Jeśli KLTV rzeczywiście wejdą do SAN na dużą skalę, wojsko dostanie narzędzie bardziej elastyczne niż ciężkie, sztywne rozwiązania obrony stacjonarnej.
Przeczytaj także:
Ruch Rosomaka jest więc jedną z tych decyzji, które mogą przesądzić o tempie wdrożenia całego systemu. SAN ma być odpowiedzią na bardzo konkretny problem: zalew tanich i trudnych do zwalczania bezzałogowców. A skoro dronowa rewolucja nie zwalnia, to równie ważne jak co strzela staje się dziś pytanie na czym to pojedzie i jak szybko będzie gotowe. Polska właśnie udzieliła na nie odpowiedzi, która brzmi: na koreańskim podwoziu, ale w służbie bardzo polskiego systemu.



















