Aparat Galaxy S26 Ultra kontra iPhone 17 Pro. Nie tego się spodziewałem
Porównując zdjęcia ze smartfonów Galaxy S26 Ultra oraz iPhone 17 Pro, wielokrotnie mocno się dziwiłem. Jaśniejszy obiektyw Samsunga nie jest żadną rewolucją, a na obu smartfonach wszystko zależy od widzi-mi-się algorytmów.

Nowy Galaxy S26 Ultra otrzymał ten sam główny obiektyw 200 Mpx co rok temu, ale z przesłoną f/1.4 (wcześniej f/1.7). W teorii pozwala to wpuszczać ponad 40 proc. więcej światła, co powinno mieć pozytywne przełożenie na jakość zdjęcia. Jaśniejszy jest także teleobiektyw 50 Mpx, również o około 40 proc. Z kolei więcej światła oznacza:
- lepszą fotografię nocną,
- mniej szumów,
- lepsze rozmycie tła,
- większą klarowność.
Do tego natywna aplikacja Aparat NARESZCIE umożliwia wybór zdjęć 24 Mpx jako standard z głównej belki, o ile wcześniej odblokujemy taką opcję w aplikacji Camera Assistant od Samsunga. Do tego imponującym osiągnięciem jest wirtualna maskownica 3D, pozwalająca w czasie rzeczywistym zmieniać kierunek wirtualnego światła padającego na twarz w trybie portretowym.
Teoretycznie mamy potężne ulepszenia. W praktyce Galaxy S26 Ultra cyka niemal te same fotki, co model sprzed roku.
Czyli fotki bardzo dobre, ale nie wybitne. Już na wstępie mogę z dużą pewnością napisać, że nie jest to najlepszy smartfon fotograficzny na rynku. Nie jest nawet w TOP3. Pod tym względem modele z Androidem takich marek jak Vivo, Xiaomi oraz Oppo pozostają niedoścignione. To wręcz niesamowite, jak na przestrzeni dwóch ostatnich lat chińscy producenci wypracowali przewagę w obszarze fotografii.
Nie znaczy to, że Samsung Galaxy S26 Ultra robi brzydkie albo kiepskie zdjęcia. To sztandarowy smartfon z potężnymi algorytmami, skrojonymi typowo pod media społecznościowe. Czyli agresywną obróbką nadającą kadrowi ostrości oraz nasycenia. Jednocześnie Samsung oddaje w ręce użytkowników wiele dodatkowych narzędzi (Camera Assistant, Expert RAW), dzięki którym doświadczeni fotografowie mają wielką przestrzeń do popisu.
Najciekawiej robi się, gdy S26 Ultra zestawię z największym rynkowym rywalem Samsunga – iPhone’em. Wybrałem się na spacer z nowym Ultrasem oraz iPhone’em 17 Pro w kieszeniach, łapiąc te same kadry, w tych samych trybach, w zbliżonej rozdzielczości. Efekty są zaskakujące. Okazuje się bowiem, że mimo większej liczby megapikseli oraz szerszej przesłony u Samsunga, oba modele robią niemal identyczne zdjęcia.
Samsung Galaxy S26 Ultra vs iPhone 17 Pro - główna różnica polega na koreańskim ostrzeniu.














Porównując zdjęcia w domyślnym trybie, w rozdzielczości 12/24 Mpx, Samsung odróżnia się od Apple znacznie bardziej drapieżnym ostrzeniem. Algorytm klarowności odważnie sobie poczyna, przez co Galaxy S26 Ultra skuteczniej wyciąga takie detale jak tekstura i powierzchnia. Materiały, chropowatości, pryszcze, nierówności – na S26 Ultra wszystko to jest wyraźnie widoczne.
W bezpośrednim porównaniu zdjęcia iPhone’a 17 Pro wydają się miększe i obłe. Bezpieczniejsze oraz bardziej przewidywalne. Z mniejszym punktem skupienia, ale większą spójnością między planami. Słowem – Apple cyka fotki nudniejsze, lecz naturalniejsze. Zawsze wiadomo, czego się spodziewać, a Samsung może zaskoczyć. Czasem pozytywnie (natura), a czasem mniej (pryszcz).
Ostrzenie Galaxy S26 Ultra widać zwłaszcza na takich obiektach jak fale, krzewy cz kamienie. Świetnym przykładem są też korony drzew. Na Samsungu chudsze, z większymi prześwitami, mniej puszyste i lepiej odcinające się od otoczenia. W dużej mierze to kwestia gustu, ale dla mnie silniejsze ostrzenie w S26 Ultra to przewaga, dopóki…
…dopóki nie przeanalizujemy fotografii łapanych z przybliżeniem. Zobaczycie wtedy, że Samsung odpina wrotki.
Galaxy S26 Ultra łapie zdjęcia z maksymalnym cyfrowym zoomem x100, co jest dosyć imponujące. Oczywiście takie przybliżenie to nic innego jak wykadrowany kawałek większego zdjęcia, wycięty i posmarowany post-processingiem. Nie nadaje się jakościowo jako fotografia sama w sobie, za to pełni praktyczną funkcję – na zoomie x100 możemy łapać zdjęcia wypadków z daleka, tablice rejestracyjne i tak dalej.















Dla porównania, maksymalny cyfrowy zoom iPhone’a 17 Pro to x40. Właśnie dlatego wszystkie zdjęcia porównawcze łapałem z czterdziestokrotnym przybliżeniem, dając obu modelom równe szanse.
Na porównawczych grafikach widzicie, jak agresywne są algorytmy Samsunga. Wręcz zbyt brutalne. Zamiast upiększać rzeczywistość, one ją NADPISUJĄ. Dobrze widać to na przykładzie zewnętrznej ściany budynku. Na iPhone 17 Pro ściana szumi. Na Galaxy szumów nie ma, ale za to ściana została wyprana z detali. Mamy płaską teksturę, jak oddalony obiekt 3D w grze wideo, obleczony niską rozdzielczością w celu optymalizacji pamięci.
Te płaskie, sztucznie wyostrzone i wygładzone powierzchnie na przybliżeniach Samsunga momentami ocierają się o absurd. Doskonale widać to na powyższym fragmencie zdjęcia x40 ze statkiem. Spójrzcie na te boczne, dolne białe drzwi. Na zdjęciu Ultrasa są aż nienaturalnie klarowne, ostre i czytelne, silnie kontrastując z całą resztą wycinku kadru.
W moim odczuciu powiększenia x40 wypadają lepiej na iPhonie, co stanowi pewien paradoks, biorąc pod uwagę główny obiektyw 200 Mpx oraz teleobiektyw 50 Mpx u Samsunga. Mamy też kolejne potwierdzenie, że we współczesnym świecie to oprogramowanie, nie hardware, decyduje o finalnej jakości fotografii mobilnej.
Przewagą Samsunga jest natomiast główny obiektyw 200 Mpx, pięknie wyciągający detale z szerokiej sceny.














Spójrzcie na płaskorzeźby w przybliżeniu. Sposób, w jaki oddaje je fotografia Samsunga, jest milszy dla oka oraz ciekawszy. Widać więcej detali, łapiemy więcej cienia, mamy więcej obszarów kontrastu. Co istotne, po aktywacji trybu 24 Mpx (bazowo u Samsunga jest 12 Mpx), liczba detali reprodukowanych przez S26 Ultra jeszcze się powiększa, w porównaniu do bazowych 24 Mpx na iPhonie 17 Pro.
Więcej detali u Samsunga oznacza także nieco szerszą paletę kolorystyczną. Galaxy S26 Ultra wychwytuje takie drobne elementy jak światło odbijające się od kory drzewa głęboko w koronie, między liśćmi, gdy na iPhonie tego typu drobnostka po prostu się traci. Trzeba jednak zaznaczyć, że to drobiny widoczne na dużym przybliżeniu. Z poziomu Instagrama czy nawet cyfrowego albumu w zasadzie niedostrzegalne. Trzeba łapać za lupę.
W przypadku portretów Samsung jest wierniejszy prawdzie. Co jest dobre, o ile jesteśmy piękni i młodzi.
W domyślnych trybach portretowych role się odwracają. To Samsung zachowuje więcej naturalności, z kolei Apple wyciąga z rękawa agresywne algorytmy upiększające. Czyli zupełnie inaczej niż w przypadku zdjęć plenerowych. iPhone 17 Pro wygładza pryszcze, prasuje grudki oraz rozciera zmarszczki, podczas gdy Galaxy S26 Ultra nie boi się pokazać ludzkiej natury z całą jej uroczą niedoskonałością.
Oczywiście wystarczy jeden ruch suwakiem w aplikacji Samsunga, aby włączyć agresywne wygładzanie. Jednak porównując to, co oba smartfony wypluwają w trybach domyślnych, S26 Ultra oddaje stan bliższy prawdzie. Co powinno być dobre, ale wiemy jak to jest w dzisiejszym świecie mediów społecznościowych. Dla wielu lepszy aparat to ten, w którym jest się szczuplejszym i młodszym.














Dla mnie Samsung pozostaje królem portretów, tutaj nic się nie zmienia. Oba telefony są na tym polu wyśmienite, lecz Galaxy bryluje. Zwłaszcza, że ładniej odcina bohatera od otoczenia, lepiej wybiera punkty focusu, a efekt bokeh jest nieco naturalniejszy.
Samsung Galaxy S26 Ultra kontra iPhone 17 Pro. Werdykt: oba telefony są siebie warte.
Oba smartfony oferuję zdjęcia o zbliżonej jakości. Fotografie są zaskakująco podobne, spodziewałem się więcej klarownych różnic. W moim subiektywnym odczuciu iPhone 17 Pro jest bardziej przewidywalny, naturalny oraz spójny. Apple paradoksalnie generuje lepsze efekty na cyfrowym przybliżeniu (do x40), a także mniej halucynuje. W domyślnym trybie zwykłe ujęcia plenerowe wypadają tak samo, albo minimalnie lepiej na korzyść Apple.
Samsung wygrywa natomiast w portretach, a także w zdjęciach wysokiej rozdzielczości, łapanych na przykład w celu jakościowego wydruku. Fotografie z S26 Ultra są ostrzejsze i bardziej klarowne, za to im większe powiększenie, tym mniej naturalny efekt.
Warto jednak wiedzieć, że żaden z tych smartfonów - a mówimy o rynkowych liderach - nie znajduje się na fotograficznym podium. To zostało w całości zdominowane przez Chińczyków. Co nie jest niczym złym, w siedzibach Apple oraz Samsunga przyda się nieco presji motywującej do zakasania rękawów.
Więcej o Galaxy S26 Ultra:



















