Media  /  Recenzja

Koronawirus nie zdołał jej zabić. „Czarna Wdowa” to pierwszy film Marvela od dwóch lat - recenzja

czarna-wdowa-film-recenzja-black-widow-marvel-mcu

„Czarna Wdowa” po ponad roku obsuwy trafia w końcu na ekrany. Czy warto było aż tyle czekać na film o pierwszej superbohaterce Marvel Cinematic Universe? I tak, i nie.

W pierwotnym składzie formacji Avengers w filmach należących do cyklu MCU znalazło się sześć osób. Większość z nich dostała solowe filmy jeszcze przed pierwszym spotkaniem na ekranie, a byli to Iron Man, Hulk, Kapitan Ameryka oraz Thor. Pozostała dwójka, czyli Clint Barton A.K.A. Hawkeye oraz Natasha Romanoff A.K.A. Black Widow, to de facto Agenci T.A.R.C.Z.Y., którzy dostali awans.

czarna-wdowa-film-recenzja-black-widow-marvel-mcu-11-1024x427
Główna bohaterka filmu „Black Widow” miała na koncie już 8 występów w MCU

Jakby tego było mało, to dopiero teraz, czyli po dekadzie, lepiej poznamy ich historie, a na pierwszy ogień poszła Romanoff. Jej fani mogą być przy tym ciut rozczarowani, że to nie ona, tylko Ms. Marvel dostała jako pierwsza kobieta swój własny film w ramach Marvel Cinematic Universe, ale nic na to już nie poradzimy. Możemy się jedynie cieszyć, że obraz o Natashy wreszcie powstał.

Jak wypadła Scarlett Johansson jako Czarna Wdowa w wydaniu solo?

Aktorka wcielała się Nataszę Romanoff wcześniej w łącznie ośmiu filmach, gdzie dostawała nawet czasami role pierwszoplanowe, ale i tak zawsze pozostawała nieco w cieniu innych bohaterów (głównie takich, którzy „nie muszą brać Ibupromu” po walce). Teraz jednak po raz pierwszy cała uwaga skupia się tylko na niej, a po seansie mogę z ulgą rzec, iż Scarlett Johansson sobie z tym zadaniem poradziła.

czarna-wdowa-film-recenzja-black-widow-marvel-mcu-5-1024x683
Natasha musi uciekać i to nie tylko przed T.A.R.C.Z.Ą. i sekretarzem Rossem

„Czarna Wdowa” to przy tym takie sztampowe kino akcji, które w zasadzie mogłoby nie mieć żadnego związku z Marvel Cinematic Universe i wcale by na tym zbytnio nie ucierpiało. Mimo to przyjemnie się oglądało, jak tytułowa bohaterka wraca do korzeni, by raz na zawsze rozprawić się z demonami przeszłości w postaci bezwzględnego Drejkowa i tajemniczej Czerwonej Komnaty…

„Czarna Wdowa” to prequel, ale nie taki, jak mogłoby się wydawać

Ze względu na to, że w filmie „Avengers: Koniec gry” bohaterka w celu zdobycia Kamienia Duszy oddała swoje życie, twórcy cyklu MCU robiąc o niej film, musieli uciec w przeszłość. Ten prequel nie jest jednak opowieścią o młodości Nataszy albo o słynnej misji w Budapeszcie, podczas której kobieta zaprzyjaźniła się z Clintem Bartonem – no, a przynajmniej nie opowiada o nich bezpośrednio.

czarna-wdowa-film-recenzja-black-widow-marvel-mcu-4-1024x683
Już na samym wstępie Natasha ucieka do Norwegii, a potem akcja filmu rzuca nas po całym świecie

Zamiast robić kolejne origin story, w którym by pokazano, w jakich okolicznościach Romanoff dołączyła do T.A.R.C.Z.Y., reżyserka Cate Shortland postanowiła pokazać nam, jak wyglądało życie Romanoff zaraz po rozbiciu formacji Avengers w „Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów”. Kobieta po raz kolejny została w życiu sama, ale ani myślała oddać się w ręce władz.

Natasha nie zamierza odpowiadać karnie za to, że złamała „Porozumienie Sokowii” i uciekła, ale dogoniła ją przeszłość w postaci siostry, Jeleny.

Zanim do tego jednak doszło, widzowie mogli obejrzeć retrospekcję, która pokazała młodość dwóch dziewczynek. Siostry pewnego dnia pod osłoną nocy musiały uciekać ze swojego domu w Ohio razem z rodzicami, by trafić wreszcie do radzieckiej Czerwonej Komnaty, w której szkolono zabójczynie. Po niezwykle klimatycznej czołówce następuje przeskok w czasie o dwie dekady do przodu.

czarna-wdowa-film-recenzja-black-widow-marvel-mcu-10-1024x427
Siostry chcą razem walczyć z Red Roomem

Natasha i Jelena spotykają się ponownie i… wcale nie są przez cały film swoimi śmiertelnymi wrogami. Kobiety są zmuszone do współpracy i wyruszają z misją odnalezienia po latach swojego ojca, który przetrzymywany jest w rosyjskim więzieniu o zaostrzonym rygorze. To z jego pomocą mają nadzieję raz na zawsze pozbawić Drejkowa władzy nad kobietami takimi jak one.

Relacja sióstr jest jednym z najjaśniejszych punktów filmu „Black Widow” obok Red Guardiana.

Dialogi pomiędzy Nataszą i Jeleną są napisane świetnie — łączą patos z humorem w należytych proporcjach, a chociaż prowadzone są głównie w języku angielskim, to doprawiono je wschodnim akcentem. Ich treść rzuca przy tym sporo światła na to, co siedzi w głowie Nataszy, a w dodatku na wizerunku bohaterki pojawiają się całkiem spore rysy, gdy dowiadujemy się, co dokładnie ma na sumieniu.

czarna-wdowa-film-recenzja-black-widow-marvel-mcu-9-1024x427
Red Guardian w kreacji Davida Harboura kradnie niemal każdą scenę w „Czarnej Wdowie” niczym brzuchaty Thor w „Avengers: Endgame”

Cieszy, że odpoczęliśmy od ratowania (wszech)świata i magiczno-naukowego mumbo jumbo. Zamiast tego mamy osobistą historię (aczkolwiek scenarzysta i tak niepotrzebnie podbił stawki!). Natasha Romanoff jest w końcu szpiegiem, a „Czarna Wdowa” kinem szpiegowskim, ze wszystkimi jego zaletami (pościgi! strzelaniny! zwroty akcji!) i wadami. Ach, te strzelby Czechowa…

Marvel ma cały czas ogromny problem z wykreowaniem złoczyńców, a Drejkow jest tego kolejnym dowodem.

Loki zmienił się w antybohatera, a prawdziwy Thanos był tylko jeden – ta jego druga wersja, która dotarła z przeszłości do przyszłości, to zaledwie popłuczyny po Szalonym Tytanie z „Avengers: Endgame” z 2019 r. Drejkow z kolei przypomina jednowymiarowego zbira wyciągniętego wprost ze starych filmów o Jamesie Bondzie, które Romanoff jak się z poświęconego jej filmu dowiadujemy, lubi oglądać…

czarna-wdowa-film-recenzja-black-widow-marvel-mcu-2-1024x682
Dysfunkcyjna rodzinka w (niemal) komplecie

Niestety patrząc na tego zwyrodnialca z dzisiejszej perspektywy, można tylko przewracać oczami. Jako postać nie ma żadnej głębi, a film nieco ratuje jedynie fakt, że Natasha też to widzi i wypomina oprawcy to, że tak naprawdę jest jedynie kliszą. Co ciekawe, podobnie samej Czarnej Wdowie, aczkolwiek raczej z uśmiechem, a nie ze złością, wypomina pewne rzeczy jej siostra Jelena.

Jeszcze gorzej wypadł Taskmaster, czyli łotr imitujący styl walki każdego spotkanego przeciwnika i już teraz czuję wściekłość jego fanów.

Na szczęście mimo braku wyrazistego antagonisty, to trwające aż 133 minuty widowisko i tak ani trochę się nie dłuży. Kilka scen mogło zostać nakręconych lepiej, to pewne, a momentami miałem wrażenie, że twórcy chcieli pokazać jeszcze więcej scen, tylko zabrakło im czasu. Z ogromną chęcią obejrzałbym wersję reżyserską — może nawet taką podzieloną na… odcinki. Taskmaster jest jednych z dwóch głównych przeciwników w filmie „Czarna Wdowa”

A skąd ten pomysł? Przyznam, że w ostatnim roku seriale Marvela pokroju „Lokiego”, „Falcona i Zimowego Żołnierza” oraz „WandaVision”, które dają bohaterom znacznie więcej oddechu, mnie nieco rozpieściły. Dochodzę też powoli do wniosku, że to właśnie na produkcje kręcone z myślą o Disney+ czekam teraz nawet bardziej niż na kinowe filmy i „Czarna Wdowa” tego nie zmieniła — to tylko i aż kolejna opowieść o świecie, który już znamy.

Paradoksalnie jednak fakt, że nie wszystko w „Black Widow” zagrało, nie oznacza, że oceniam nowy film Marvela negatywnie — nie potrzeba wcale ogromnych pokładów zawieszenia niewiary, żeby się, tak po prostu, dobrze bawić! Pod sam koniec zrozumiałem też, że zwlekanie z premierą wcale nie było takim złym pomysłem – no ale o tej scenie po napisach to sobie porozmawiamy już po premierze w ramach cyklu #Nerdcorner!