Tech  / Recenzja

Nie zgadzam się z tym, że Tell Me Why to odpowiedni następca Life is Strange - recenzja

Im więcej czasu mija od premiery pierwszego Life is Strange, tym bardziej doceniam tamtą narracyjną perełkę. W mediach możecie przeczytać, że Tell Me Why to godny następca wspomnianej gry przygodowej. Kompletnie się z tym nie zgadzam, z przynajmniej kilku powodów.

Na początku ustalmy pewien punkt odniesienia: Tell Me Why to gra jak najbardziej udana. Dobrze się przy niej bawiłem i nie żałuję ani minuty spędzonej w wirtualnej Alasce. Odkryłem rodzinną intrygę, rozwiązałem dramatyczny problem sprzed lat i sprawiłem, że sprawiedliwość zatriumfowała. Gdy jednak porównam najnowszy tytuł studia Dontnod do Life is Strange, widzę mniej ambitną wizję, sztywniejszy świat i nieco mniej ciekawą fabułę.

Przewodnimi motywami Tell Me Why jest trauma, pamięć i rodzina.

Rodzeństwo Tyler i Alyson widzą się pierwszy raz od 10 lat. Ich rozłąka została spowodowana dramatycznym wydarzeniem z przeszłości. Dekadę temu matka obu bohaterów chciała zabić jedno ze swoich dzieci. Przerażone dziecko to w akcie obrony zabiło matkę. Po tym wydarzeniu Alyson trafiła pod opiekę wuja, z kolei Tyler wylądował w specjalnym ośrodku. Teraz rodzeństwo jest ponownie razem - pierwszy raz od dekady - i wspólnie chce uporać się z przeszłością.

Owa przeszłość posiada zmaterializowaną formę, w postaci rodzinnego domu nad jeziorem. To malownicze miejsce, do którego gracz będzie wracał wielokrotnie, odkrywając kolejne strzępy rodzinnej historii. Główni bohaterowie chcą sprzedać nieruchomość, lecz ta - niczym żywy organizm - buntuje się i sprawia kolejne problemy. Jak gdyby dom wciąż miał jeszcze coś ważnego do opowiedzenia, albo jakąś informację do przekazania.

Tell Me Why to podróż w przeszłość. Przejażdżka po gałęziach drzewa rodzinnego, pozwalająca zobaczyć stare wydarzenia w nowym świetle. Podczas tego sentymentalnego wojażu gracz nie ma noża na gardle, nie musi ratować świata ani nie wybawia nikogo z opresji. Bohaterowie są w pełni bezpieczni, a ich zdrowiu nic nie zagraża. Przez to narracja w Tell Me Why jest bardziej ospała i powolna. Nie ma tego poczucia, że gdzieś w kącie czyha zagrożenie, jak miało to miejsce w Life is Strange.

Jak to jest z tą transpłciowością w Tell Me Why?

Twórcy chwalą się, że mają jednego z pierwszych transgenderowych głównych bohaterów w grach wideo. Tyler w przeszłości był dziewczynką. Podczas pobytu w ośrodku zmienił płeć i zaczął przyjmować hormony. W ten sposób powstał młody, przystojny mężczyzna, który powraca w rodzinne strony. Delos Crossing to miejsce odcięte od świata, konserwatywne i spokojne. Jak możecie się spodziewać, pojawienie się osoby transpłciowej powoduje wiele nieporozumień i konfliktów.

Jeśli w tym miejscu polska husaria wyklęta już robi się czerwona na twarzach, uspokajam. Tell Me Why nie jest żadnym manifestem osób transpłciowych. Postać Tylera została świetnie rozpisana (znacznie lepiej od swojej dosyć nudnej siostry) i jeszcze lepiej zagrana (cudowny głos). Ciekawie wpisuje się w krajobraz i bez wątpienia stanowi wartość dodaną do gry. To po prostu unikalny narracyjnie przypadek chłopca, który miał to nieszczęście wywołane błędem matki natury, że urodził się w ciele dziewczynki.

Gra w żaden sposób nie gloryfikuje osób transpłciowych. Pokazuje za to, jak trudno żyć w zgodzie z samym sobą, gdy matka natura wsadza cię w nieodpowiednie buty. Tell Me Why zaznajamia gracza z uciążliwymi realiami osób transgender, co by wspomnieć o przyjmowaniu hormonów czy operacjach. W ogólnym rozrachunku postać Tylera to zaleta przygodówki, różnicująca paletę bohaterów. Jako konserwatywny, heteroseksualny mężczyzna miałbym problem, aby doszukiwać się tutaj propagandy LGBT. Jeśli ktoś reaguje negatywnie na Tylera tylko dlatego, że ten jest osobą transgender, to ma problem z sobą, nie grą wideo.

Wielką bolączką Tell Me Why są wybory. Dokładniej ich pozorność i płytkość.

W Life is Strange podejmowaliśmy kilka naprawdę ważnych wyborów. Mogliśmy decydować o czyimś życiu lub śmierci. Mieliśmy gigantyczny wpływ na osoby dookoła i to, jak nas postrzegają. Bardzo brakowało mi tego w Tell Me Why. Nowa przygodówka wciąż daje nam do podjęcia szereg decyzji, ale te w żaden sposób nie są trudne. Nie ma tutaj odcieni szarości oraz dylematów moralnych. Wystarczy, że będziemy empatyczni i cierpliwi wobec rodzeństwa, a możemy liczyć na najlepsze zakończenie.

Wybory ograniczają się do rzeczy skrajnie kosmetycznych, jak to czy kogoś pocałujemy albo czy sprawimy komuś drobny prezent. Nie mamy jednak fundamentalnego wpływu na przygodę i narrację. Ekipa z Dontnod ma gotową historię do opowiedzenia i jasno sprecyzowane zwroty akcji. Twórcy nie pozwalają, aby gracz maczał palce w ich scenariuszu i wychodził poza sztywne ramy korytarzowej opowieści. Z tej perspektywy Tell Me Why to gigantyczny krok wstecz. Decyzje nie mają znaczenia, a ścieżka do sukcesu jest banalnie prosta do ustalenia.

Opowieść nie jest również tak emocjonująca jak powinna, a finał rozczarowuje.

Byłem w stanie odgadnąć, kim jest ważna fabularnie postać z przeszłości, już po pierwszym z trzech epizodów. Później jedynie utwierdzałem się w swoim przekonaniu. Tell Me Why pozostawia graczowi mnóstwo wskazówek. Sam finał jest z kolei średnio napompowanym balonem, z szybko uchodzącym powietrzem. Sceny, które powinny być narracyjno-emocjonalnym szczytem scenariusza, to nie żadne Mount Everest, a co najwyżej górka dla sanek zaraz za domem.

Niezwykły postęp graficzny, jaki dokonał się od czasu premiery pierwszego Life is Strange, nie jest w stanie wynagrodzić tych fabularnych niedoskonałości. Tell Me Why to niezwykle urokliwa gra, ze wspaniałymi widokami. Aż chce się odwiedzić Alaskę. Wolałbym jednak, aby producenci więcej czasu spędzili na budowaniu napięcia i ciekawym wątku głównym, niż na budowaniu lokacji, które będą widoczne wyłącznie przez kilka sekund, jako tło dla efektownego wizualnie ujęcia plenerowego.

Jednocześnie, pomimo całego mojego narzekania, Tell Me Why pozostaje ważnym tytułem na mapie współczesnych gier przygodowych oraz chodzonych dramatów. Wątpię, aby produkcja zyskała tylu fanów co Life is Strange, Wolf Among Us czy The Walking Dead, ale i tak warto poświęcić jej swój czas. Zwłaszcza, że zupełnie nową grę można przejść w ramach abonamentu Xbox Game Pass. Zarówno na konsoli Xbox One, jak również na komputerze osobistym.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst