Gry  / Felieton

PC Master Race kupuje konsolę. Xbox One, PS4 i Nintendo Switch okiem wieloletniego pececiarza

261 interakcji
dołącz do dyskusji

Xbox One X, PlayStation 4 Pro, a może… Nintendo Switch? Po latach pecetowego grania przechodzę na stronę konsol i za nic nie mogę się zdecydować.

Odkąd pamiętam, moją jedyną platformą do grania był pecet. Raz stacjonarny, raz przenośny, ale zawsze komputer z Windowsem. Z konsol korzystałem, oczywiście, ale doraźnie. Kilka partyjek na PS2 u kolegi, chwila relaksu z Xboxem 360 u szwagra, wypożyczone na potrzeby realizacji materiałów Xbox One X i PlayStation 4 Pro, kilka rundek w Mario Kart na Nintendo Switch.

Prywatnie nigdy stacjonarnej konsoli nie posiadałem, z bardzo prostego powodu – w czasach studenckich często zmieniałem lokum i ze względów czysto ekonomicznych nie posiadałem telewizora. Gdy zaś kupiłem własne mieszkanie uznałem, że telewizora nie potrzebuję (i tak jest do dziś), zwłaszcza że dysponuję potężnym pecetem do grania.

Mogę więc powiedzieć, że mój dotychczasowy kontakt z konsolami miał charakter mocno „doraźny”, nie licząc posiadanego lata temu Nintendo DS i Gameboya Advanced (a także przelotnego romansu z oryginalnym PSP).

Teraz jednak zamieniłem peceta na Maca, jeśli chodzi o narzędzie pracy. W efekcie warta kilka tys. zł. skrzynka od ponad miesiąca głównie zbiera kurz, bo uruchamiam ją tylko kilka razy w tygodniu na godzinkę lub dwie. A że pecety okrutnie tracą na wartości, stanąłem przed prostym wyborem – albo sprzedaję komputer teraz, gdy jeszcze mogę cokolwiek za niego dostać, albo trzymam go tak długo, aż się rozpadnie.

Wariant nr 2 brzmiał kusząco (zwłaszcza że mam na PC pokaźną bibliotekę gier), ale nie miał żadnego sensu ekonomicznego i logistycznego. Pecet zajmuje mnóstwo miejsca i po prostu nie mieści mi się na jednym biurku z MacBookiem Pro. Inna sprawa, że trzymanie bardzo mocnego komputera tylko po to, by używać go przez kilka godzin w tygodniu, jest nieco wbrew zdrowemu rozsądkowi.

Postanowiłem się więc peceta pozbyć, ale nie zamierzałem rezygnować z grania. Co oznacza jedno – czas wybrać konsolę.

Na wstępie dodam tylko, że ten tekst nie jest uniwersalnym poradnikiem pt. „jak wybrać konsolę?”. Dla większości graczy wybór pewnie jest bardzo prosty:

– jeśli grasz rzadko i nie brakuje ci pieniędzy: kup PS4, bo ma lepszy gry na wyłączność
– jeśli grasz często i nie zależy ci na grach na wyłączność, a do tego chcesz oszczędzić na grach: kup Xboxa i abonament GamePass

Sam mam jednak nieco większy problem z wyborem. Tak naprawdę to najlepiej zrobiłbym kupując je wszystkie, jak wielu moich redakcyjnych kolegów (komplet konsol i tak kosztuje mniej niż przeciętnej jakości pecet do gier).

Z czasem pewnie to zrobię. Póki co jednak chcę wybrać jeden system, który – przynajmniej do pewnego stopnia – zastąpi mi komputer do gier.

Pececiarz wybiera konsolę – co pierwsze zwraca uwagę?

Powielę tu krzywdzący stereotyp, ale rzeczywiście, pierwszym kryterium wyboru była dla mnie… grafika.

Przywykłem do pięknych wizualiów w grach i rozgrywki co najmniej w rozdzielczości 1440p. I nie zamierzam z tego rezygnować, chyba że dla Nintendo Switcha (o czym za chwilę).

W myśl tego kryterium skreśliłem od razu z listy zakupowej bazowe warianty popularnych konsol: Xboxa One S i PlayStation 4 Slim. Interesują mnie tylko ich mocniejsze warianty, zdolne renderować grafikę wyższej jakości i/albo w wyższej rozdzielczości.

Rzecz jest dla mnie o tyle istotna, iż nadal nie zamierzam kupować telewizora, bo nie mam na niego miejsca w mieszkaniu. Konsolę będę podłączał do monitora 4K, więc siłą rzeczy będę dość blisko wyświetlanego obrazu. Jakość grafiki w podstawowych wariantach konsol, widziana z takiej odległości, zwyczajnie mnie nie satysfakcjonuje i sądzę, że to samo powiedziałby każdy pececiarz, przyzwyczajony co najmniej do grania w Full HD na najwyższych ustawieniach wyświetlania.

Zostawmy też kwestię grania na padzie kontra granie na klawiaturze i myszce. Osobiście uważam, że myszka+klawiatura są nieporównywalnie wygodniejsze od pada, ale zdaję sobie sprawę, że chyba każdy konsolowiec powie mi, że jest na odwrót. Do tego można się po prostu przyzwyczaić.

A skoro tak, to którą konsolę wybrać?

Xbox One X okiem pececiarza – plusy i minusy

Dla PC Master Race Xbox One X wydaje się być pierwszym, naturalnym wyborem. Wszak to „najpotężniejsza konsola na świecie”, renderująca grafikę w jeszcze wyższej jakości niż konkurencyjna konsola Sony. Do tego jeśli ktoś grywa na pececie z wykorzystaniem pada (jak niżej podpisany), jest już przyzwyczajony do układu przycisków xboksowego kontrolera.

Xbox One X jest też zaskakująco tani. W polskich sklepach kosztuje 1700–2000 zł, ale np. na Amazon.de można go bez problemu kupić za 300 euro w zestawie z nowymi Gwiezdnymi wojnami.

Xbox jest też tańszą i bardziej uniwersalną platformą gier od konkurencji. Wszystko za sprawą abonamentu GamePass.

Xbox GamePass kosztuje obecnie 40 zł miesięcznie. W zamian dostajemy dostęp do setek gier, zarówno zupełnie nowych, jak i odświeżonych klasyków z pierwszego Xboxa oraz Xboxa 360. Biblioteka nieustannie się powiększa, można przebierać w grach, zarówno typu AAA, jak i produkcjach niezależnych. Każdy znajdzie coś dla siebie i sam również widzę tam mnóstwo gier, w które chciałbym zagrać, i w które grywałem już dzięki abonamentowi Xbox GamePass na PC.

Xbox One X recenzja

Minusy? No właśnie – wiele z tych gier już znam, albo mogę poznać na PC. Xbox nie ma wiele do zaoferowania w kwestii tytułów na wyłączność.

Jest Forza, są Gearsy, jest Halo – to fakt. Ale na pececie te gry też istnieją. Podobnie jak znakomita większość gier z GamePassa. Przesiadając się z peceta na Xboxa nie będę mógł odkryć gier, do których wcześniej nie miałem dostępu, bo w znakomitej większości ów dostęp miałem.

Dodam też, że o ile GamePass jest oczywistą zaletą konsoli, tak dla wielu graczy może być minusem lub zbędnym dodatkiem. Nie każdy chce płacić miesięczny abonament, zwłaszcza jeśli dostępne w nim gry go nie interesują. A wtedy, gdy znika GamePass, Xbox staje się konsolą niemal pozbawioną tytułów na wyłączność. Choć nie można przemilczeć faktu, że tytuły multiplatformowe mimo wszystko będą lepiej wyglądać na Xboksie One X.

Póki co Xbox One X pozostaje moim osobistym faworytem. GamePass bez trudu zaspokoi moje gamingowe potrzeby na najbliższe miesiące, najlepsza grafika spośród dostępnych konsol jest kusząca, a cena całego systemu więcej niż racjonalna.

PlayStation 4 Pro okiem pececiarza – plusy i minusy

Nie, to nie jest PlayStation 5. To fanowska wersja PlayStation 4 Pro.

Najpopularniejsza konsola na świecie w wersji „pro” ma jeden ogromny plus, którego nie ma konkurent od Microsoftu: pokaźne zaplecze tytułów na wyłączność.

Nie da się ukryć, że „ekskluziwy” to potężny argument za wyborem konsoli Sony. God of War, Spiderman, Bloodborne, Uncharted… pewnie, chciałbym zagrać w te wszystkie produkcje i mogę to zrobić wyłącznie wtedy, gdy kupię PlayStation 4.

Na PlayStation 4 Pro dostępne są też (w znakomitej większości) gry, które znajdziemy na konkurencyjnej platformie Microsoftu. Niewiele więc tracimy w kwestii dostępu do gier, ale za to zyskujemy dostęp do co najmniej kilkunastu fantastycznych produkcji, których nie znajdziemy nigdzie indziej.

Ogromnym plusem, który trzeba obiektywnie przyznać, jest tu kwestia multiplayera. Mnie może ten argument nie dotyczyć, ale większość graczy lubuje się w grach wieloosobowych. A z racji tego, że PS4 jest popularniejszą platformą od Xboxa, jest o wiele większa szansa, że zagramy w ulubione tytuły ze znajomymi, którzy również mają PS4.

No i nie zapominajmy o VR – jeśli kogoś interesuje rozgrywka w wirtualnej rzeczywistości na konsoli, PS4 jest jedyną opcją.

Minus tego rozwiązania? Przede wszystkim cena. Nie samej konsoli, a gier.

Owszem, wiele gier na PS4 możemy dostać w naprawdę okazyjnych cenach. Owszem, można kupować gry używane, jeśli ktoś ma na to czas. Jednak na tle Xboxa i jego GamePassa przebitka w cenie nadal jest ogromna.

Policzmy to na przykładzie: roczny koszt abonamentu Xbox GamePass to 480 zł. Nieco mniej, jeśli kupujemy go pierwszy raz i załapiemy się na promocję, lub przynajmniej darmowy pierwszy miesiąc.

W zamian dostajemy dostęp do setek gier, starych i nowych, w tym tytułów takiego kalibru jak GTA V, Forza czy Wiedźmin 3. Cały czas jest w co grać. Jeśli jakaś gra się nam nie podoba – żaden problem, gramy w inną.

Tymczasem na PS4 relatywnie nowe gry kosztują ok. 200 zł. Starsze produkcje średnio 80–100 zł (mówię o kupnie gier nowych, nie używanych).

W cenie abonamentu na Xboxa mogę więc w ciągu roku zagrać na PlayStation 4 w 2 nowe gry, 4–6 starszych gier, lub kombinację powyższych. Jeśli jakaś gra mi się nie spodoba, to zostaje mi odsprzedać komuś wersję pudełkową albo zagryźć zęby podczas płaczu w przypadku wersji cyfrowej. Naturalnie można tę kwestię obejść, kupując gry używane. Kupujemy grę, przechodzimy, sprzedajemy niewiele taniej i tym sposobem oszczędzamy pieniądze.

Mnie jednak nie interesuje ta opcja, bo bardziej niż pieniądze cenię sobie czas wolny, a tego trzeba sporo poświęcić na zabawę w odsprzedaż gier. Zdecydowanie wolę kupować gry cyfrowe, nawet jeśli zapłacę za nie więcej i nie będę mógł ich odsprzedać, ale w zamian nie będę musiał marnować czasu przy procesie ich odsprzedaży (a pudełka nie będą zagracać mi mieszkania).

Wszystko tu oczywiście zależy od tego, w co chcemy grać. Wielu ludzi będzie wolało 2 ekskluzywne tytuły na PS4 zamiast setek gier w abonamencie, które w ogóle ich nie interesują.

Dla mnie swobodny dostęp do setek gier, w tym klasyków, jest o wiele ważniejszy niż dostęp do garstki gier na wyłączność, z których większość kompletnie mnie nie interesuje.

I właśnie dlatego PlayStation 4 Pro raczej nie będzie moją pierwszą konsolą.

Nintendo Switch okiem pececiarza – plusy i minusy

A może by tak Nintendo? Zanim pognacie do sekcji komentarzy pisząc mi, że Switch nie jest alternatywą dla Xboxa One czy PlayStation 4 – spokojnie, wiem o tym.

Jeśli postawiłbym na Nintendo, to tylko tymczasowo, by po kilku miesiącach dokupić inną konsolę (np. Xboxa nowej generacji).

A dlaczego w ogóle pececiarz mógłby chcieć przesiąść się na Nintendo Switcha? Przede wszystkim dla „oczyszczenia kubków smakowych”.

Mówię to z pewnym bólem, ale granie nie sprawia mi dziś takiej przyjemności jak kiedyś. Głównie dlatego, że mam na tę przyjemność mało czasu, więc każda chwila spędzona na graniu zdaje się być wyrwana z kontekstu. Wiele nowych gier kompletnie mnie nie pociąga, głównie dlatego, że większość z nich kładzie silny nacisk na multiplayer, który w ogóle mnie nie interesuje.

Kupując czy to Xboxa, czy to PlayStation, de facto wchodzę w świat mniej więcej tych samych gier, które są dostępne na PC.

Tymczasem Nintendo oferuje świat gier, z którymi nigdy nie miałem styczności. Kultowe marki, z którymi ostatnio miałem do czynienia lata temu na przenośnym Nintendo DS. Co ważniejsze – przenośny format sprawia, że nie muszę siedzieć w jednym miejscu i grać. Mogę leżeć na kanapie, pojechać do rodziny, wyjechać służbowo i dalej mieć swój gaming przy sobie.

Na Switcha jest też dostępnych wiele świetnych remasterów „dużych” gier znanych z pecetów i innych konsol, w które chętnie bym zagrał. Weźmy takiego Switchera czy remaster Skyrima – to miniaturowe dzieła sztuki, do których chętnie bym wrócił na urządzeniu przenośnym.

Z kim bym nie rozmawiał, każdy mówi, że Nintendo Switch to czysta, nieskrępowana rozrywka. Że konsola Nintendo to świetne lekarstwo na znudzenie grami oraz brak czasu na granie. I ja chciałbym tego lekarstwa spróbować.

wiedźmin 3 switcher nintendo switch port opinia dla kogo czy warto

Minus tego rozwiązania niestety jest taki, że ekonomicznie nie ma to dla mnie najmniejszego sensu.

Sama konsola kosztuje tyle samo, co jej większe odpowiedniki od Sony i Microsoftu. Alternatywą jest oczywiście Switch Lite, który kosztuje raptem 900 zł, ale niższa cena okupiona jest brakiem uniwersalności.

Koszmarnie drogie są za to gry. Na próbę dodałem sobie do koszyka 3–4 gry, w które chciałbym zagrać na początek i przeżegnałem się prawą stopą. Nawet PlayStation 4 Pro jest w tym porównaniu bardziej opłacalne.

Nie mogę też przemilczeć kwestii grafiki, tak ważnej dla byłego pececiarza. W tej materii gorszego wyboru niż Nintendo Switch po prostu nie ma.

O ile gry tworzone z myślą o Switchu są z reguły bardzo ładne, mają bajkową estetykę i tak dalej, tak remastery z innych platform wyglądają… ekhm, źle. Momentami tragicznie wręcz źle. Ich działanie również czasem pozostawia wiele do życzenia, jak choćby wspomniany wcześniej port Wiedźmina 3, który nie dość, że jest brzydki, to jeszcze ledwo mieści się w definicji słowa „grywalny”.

Nie ma więc co się oszukiwać; pod względem oprawy Switch wypada bezwzględnie najgorzej. Pod względem kosztu zabawy – tak samo.

A jednak ta konsola nadal ma w sobie coś, co sprawia, że bardzo chciałbym pobyć z nią dłużej i poznać te wszystkie unikatowe produkcje, których nie znajdziemy ani na PlayStation, ani na Xboksie, ani na PC.

PlayStation 4 Pro czy Xbox One X? A może Nintendo Switch? Którą konsolę wybrać?

Z punktu widzenia pececiarza najlepszym wyborem pozostaje Xbox One X. Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że to wybór bardziej podyktowany rozumem niż sercem. To prosta kalkulacja opłacalności – Xbox One X daje najwięcej gier, najlepszą grafikę i największą uniwersalność za najmniejszą ilość gotówki. Dla Polaka–biedaka–cebulaka rozwiązanie idealne.

PlayStation 4 Pro nie ustępuje znacząco Xboksowi pod względem jakości oprawy. Przebija go również pod względem dostępnych gier, oferując kapitalne tytuły na wyłączność.

Trudno jednak – kierując się rozumem – uzasadnić taki zakup, podczas gdy Xbox oferuje o tyle więcej.

Jeszcze trudniej rozsądnie podejść do kwestii zakupu Nintendo Switcha. Tę konsolę kupuje się tylko sercem, albo tylko wtedy, gdy mamy już w domu Xboksa One lub PS4. Ja nie mam, tym bardziej zakup Switcha byłby decyzją kompletnie irracjonalną… ale jakże przy tym kuszącą. Nie powiem, po latach z grami AAA, piękną grafiką i wymuskanym gameplayem spędzenie chwili z „grami dla dzieci” na Nintendo może być odświeżające.

Mam jeszcze kilka dni na podjęcie ostatecznej decyzji, ale póki co skłaniam się najbardziej ku Xboksowi One X. Kombinacja mocy obliczeniowej i bezproblemowego dostępu do setek świetnych gier za niewielką miesięczną opłatą przekonuje mnie na tak wielu płaszczyznach, że trudno mi uzasadnić zakup jakiejkolwiek innej konsoli.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst