Nauka  / Artykuł

"U mnie działa" jako dowód, że działa? Nie do końca...

Każda dyskusja na temat homeopatii ma ten moment, w którym pada argument anegdotyczny. Nie chodzi tutaj konkretnie o homeopatię: tą samą regułą kierują się dyskusje na temat zastosowania zdrowotnego czosnku, witaminy C, opasek magnetycznych czy kadzideł.

Zawsze jest to dowód anegdotyczny pozytywny (że coś zadziałało), bo negatywne dowody anegdotyczne („brałem i mi nie pomogło”) jakoś nie są takie sexy.

Schemat takiego dowodu zawsze jest podobny: długo chorowałem (lub chorowało dziecko), nic nie pomagało, lekarze nie umieją przecież leczyć, więc albo ich rady zignorowałem, albo w ogóle do lekarza nie poszedłem. W końcu, gdy znikąd nie było nadziei, spróbowałem homeopatii, ziół czy spania na kasztanach i pomogło jak ręką odjął. Jaki wniosek? Że to dowód, że działa!

Tylko że nie.

Co to znaczy w tym przypadku „działa”? Oznacza jedną z poniższych sytuacji:

  • poczułem się lepiej
  • przeszły mi objawy chorobowe

Wciąż nie mamy żadnego logicznego związku między tym „poczułem się lepiej” a prawdziwością stwierdzenia, że faktycznie coś zadziałało. Poprawa samopoczucia jest siłą rzeczy subiektywna (co nie znaczy, że urojona!), a choroba mogła ustąpić dzięki innemu czynnikowi. Relacje anegdotyczne to nie badania naukowe.

Tego typu argumenty przywołują osoby, które same doświadczyły działania. Kogoś bolały stawy, zaczął nosić magnetyczna bransoletkę i… stawy przestały boleć. Co się stało? Wypiszmy możliwe hipotezy wyjaśniające to zjawisko:

  • Magnetyczna opaska (w nieznany nauce sposób, bo ludzkie ciało nie jest ferromagnetykiem) zadziałała na stawy pacjenta w sposób pozytywny.

Lub jedna z poniższych hipotez:

  • Choroba miała podłoże psychosomatyczne i gdy pacjent poczuł się psychicznie lepiej, dolegliwości zniknęły
  • Choroba miała charakter sezonowy lub związany z warunkami pogodowymi i ustąpiła, gdy zmieniły się te warunki
  • Ból stawu był wynikiem urazu lub zapalenia, z którym po prostu z czasem organizm sobie poradził (tak, nasze organizmy potrafią same wracać do zdrowia!)

Wszystkie hipotezy oprócz pierwszej wydają nam się najbardziej prawdopodobne. Dlaczego więc tak często ulegamy złudzeniu, że coś, co wydarzyło się raz, będzie wydarzać się zawsze („zakładajcie bransoletki, a też wam pomogą”, „bierzcie tabletki z cukru, a też was wyleczą”)?

Po pierwsze ulegamy czemuś, co nazywa się „mitem użyteczności” (ang. pragmatic fallacy). Zaobserwowaliśmy pożądane działanie i kojarzymy je z naszym działaniem (np. jedzeniem witaminy C). Jednak pożądane działanie (poprawa samopoczucia) może być wynikiem wielu innych czynników, których pod uwagę nie wzięliśmy, bądź w ogóle o nich nie wiemy. Przypisujemy je więc naszemu działaniu.

Po drugie mylimy korelację ze związkiem przyczynowo skutkowym. To, że dwa zjawiska wystąpiły jedno po drugim, nie znaczy, że jedno zostało spowodowane drugim. Nie mając jednak wiedzy o całości sytuacji, nie możemy ocenić przyczyny. Jest to błąd logiczny znany już przez starożytnych: po łacinie nazwano go post hoc ergo propter hoc - czyli „po tym, a więc przez to”. Jest to tzw. myślenie magiczne - z tej właśnie przyczyny ludy prehistoryczne składały ofiary naturze, aby znowu przyszła wiosna.

I wiecie co? Zawsze przychodziła.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst