Gry  / Recenzja

EA Sports UFC 2 miało być lepsze od poprzedniczki, ale nie sądziłem, że aż tak! – recenzja Spider’s Web

Krew trysnęła w powietrzu. Przeciwnik poczuł metalowy smak w ustach, kiedy mój awatar zaprezentował mu prawego sierpowego. Skóra i mięśnie na głowie oponenta przepięknie zafalowały, zdradzając drobiazgowe podejście do fizyki. Widownia zaczęła ryczeć, z kolei na mojej twarzy pojawił się zwierzęcy uśmiech od ucha do ucha. Oj, już dawno nie czułem tak dzikiej satysfakcji podczas wirtualnej walki w klatce, jak grając w UFC 2.

Pierwsze UFC od EA było gigantycznym rozczarowaniem. Elektronicy nie wykorzystali zakupionej licencji, dając nam mały koszmarek. Zarówno w stójce, jak i w parterze. Uniwersalny klawisz gardy na górne i dolne partie ciała sprawdzał się w Fight Nightcie, ale tutaj wprowadzał więcej zamieszania niż pożytku. Najgorsze było jednak szarpanie się na parkiecie. Och mój Boże, tamto potworne wykręcanie półkul analogiem do teraz śni mi się po nocach! To był prawdziwy koszmar na jawie.

EA Sports UFC 2 (101)

Szczerze mówiąc, nie sądziłem, że w EA tak szybko wyciągną wnioski z fatalnych rozwiązań.

Oglądając pierwsze materiały reklamowe EA Sports UFC 2 miało się wrażenie, że największą nowością będzie wprowadzenie żeńskich wojowniczek. W praktyce to kapitalny dodatek, który naprawdę cieszy, ale jeszcze lepsze jest zupełnie nowe podejście do mechaniki walki, będącej sercem, duszą i płucami każdej bijatyki.

W EA Canada odrobili lekcję. Pierwsze UFC posłało ich na deski, z których producenci wstają silniejsi i bardziej zdeterminowani. Wiedzą, gdzie popełnili błędy, gdzie zostawili luki, gdzie nie trzymali gardy i dlaczego dostali po gębie. Dobrze jednak się stało, bo dzięki temu EA Sports UFC 2 jest dobrą bijatyką. Cholernie dobrą bijatyką.

EA Sports UFC 2 (65)

Twórcom udało się osiągnąć prawdziwe mistrzostwo, jeżeli chodzi o walkę w stójce.

Na tym polu EA Sports UFC 2 to klasa sama w sobie. Producenci znaleźli ciekawy balans między zręcznościową bijatyką, a czymś na kształt symulacji. W grze pojawiają się paski życia i podległe im paski kondycji. Z drugiej strony, każdy fragment ciała zawodnika został wyposażony we własną strefę wytrzymałości. Poza ogólnymi „punktami życiami” mamy zatem dodatkową wrażliwość każdej kończyny, torsu i głowy.

Dzięki temu nie trzeba pozbawiać naszego przeciwnika wszystkich punktów życia, aby wygrać poprzez KO. Wystarczy cały czas celować w głowę, skutecznie osłabiając tym oponenta. Rozcięty łuk brwiowy, złamany nos, krew zalewająca oczy i ograniczająca widoczność – to wszystko konsekwencje świadomego punktowania, nie paska życia znanego z Mortal Kombat czy Street Fightera.

EA Sports UFC 2 (27)

Świetne jest to, że osoba chroniąca swój pasek życia, blokując rękoma wszystkie ciosy, również nie jest niepokonana. Lewa i prawa ręka mają swoją własną wytrzymałość. Kończyny mogą przyjąć określoną porcję wpier***u, po czym zaczynają szwankować. Unoszenie gardy staje się wtedy wolniejsze, z kolei coraz więcej ciosów zaczyna przenikać przez obolałe ręce.

Aby skutecznie osłabiać wytrzymałość poszczególnych partii ciała, producenci zrezygnowali z unikalnego bloku. Od teraz R1 chroni głowę, z kolei R2 odpowiada za niższe obszary. Dzięki temu można wyprowadzać mylące przeciwników kombinacje, na przykład tors, tors, głowa, głowa. Z drugiej strony, będący w defensywnie zawodnicy potrafią zbijać ataki skierowane i wykonywać potężne kontry. Te, wzorem Fight Nighta, zawsze są nie tylko bardzo silne, ale również bardzo upokarzające.

EA Sports UFC 2 stało się niezwykle czytelne (i nierealistyczne) podczas zmagań w parterze

Koszmarne półkola wykręcane analogiem odeszły w zapomnienie. Twórcy zdecydowali się na maksymalne uproszczenie klinczu i parteru, opierając system na czterech podstawowych kierunkach – lewo, prawo, góra, dół. Podczas zwarcia graczom wyświetla się specjalne menu kołowe, z wyraźnie podpisanymi możliwościami. Od teraz doskonale wiesz, w którym kierunku musisz pchnąć i przytrzymać drążek, aby znaleźć się na przeciwniku, przewrócić się na plecy czy założyć dźwignię.

EA Sports UFC 2 (77)

Czytelny i prosty w obsłudze HUD, nagle pojawiający się na ekranie, nie ma wiele wspólnego z wymagającą symulacją. Jest to jednak jedne z najlepszych rozwiązań, jakie pojawiły się w grach tego typu. O ile weterani mogą kręcić nosami, tak jestem przekonany, że większość graczy będzie zachwycona. To chyba pierwszy raz, kiedy uczestnicy wirtualnych walk w klatkach będą dokładnie wiedzieli, co chcą zrobić w parterze. Koniec z przypadkowością i szalonym wykręcaniem analogów!

O ile czytelny, zrozumiały klincz i parter nie każdemu może się spodobać, tak już system odpowiedzialny za poddanie/submission to absolutne mistrzostwo. Podczas duszenia/łamania oponenta pojawiają się cztery strefy (góra, dół, lewo, prawo), w której ten może „uciec” swoimi analogami. Zadaniem duszącego jest podążać za kursorem uciekającego w tym kierunku, w którym ten aktualnie się wykręca. Trochę taka zabawa w ganianego.

Jeżeli osoba zmuszająca do poddania nie dogoni uciekającego rywala, ten wydostaje się z pułapki (ale wciąż pozostaje w parterze). Jeśli jednak dotrzyma mu kroku, na ekranie kierunkowym pojawi się możliwość skorzystania z drugiego analoga. Używając go w odpowiednim czasie i odpowiednim kierunku, dochodzi do automatycznego poddania. Może to brzmieć skomplikowanie, ale jest zupełnie odwrotnie. System submission jest nie tylko czytelny i zrozumiały, ale również grywalny.

EA Sports UFC 2 (82)

Jasne, analogowe podchody w zwarciu nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością. Zamiast zestawienia siły przeciwko sile, sprytowi przeciwko sprytowi i wytrzymałość przeciwko wytrzymałości, dostajemy coś na kształt ganianego połączonego z partią szachów. Niemal gra w grze. Niestety, branża nie zna póki co lepszego i bardziej klarownego rozwiązania. To zaproponowane w EA Sports UFC 2 jest nie tylko akceptowalne, ale daje również sporo frajdy.

Na osobne peany zasługuje również grafika, fizyka i modele zniszczeń

W UFC 2 zastosowano zupełnie nowy model fizyczny. Czuć to od samego początku. Każdy zadany cios na swoją wagę. Szybki prosty, skracający łokieć, potężny sierpowy, podstępny hak – wzorem Fight Nighta, dzierżyciel kontrolera czuje siłę stojącą za każdym uderzeniem. To samo tyczy się pracy nóg. Ciosy w łydki, ciosy w tors, ciosy w głowę, kopniaki w tors, odstraszające uderzenia dystansowe – EA Canada kapitalnie się spisała, jeżeli chodzi o wagę każdego wyprowadzonego ruchu.

EA Sports UFC 2 (16)

Widok ciosów spadających na przeciwnika to sama radość dla oczu. Ślina i krew tryskająca w powietrzu, skóra falująca pod wpływem uderzenia, puchnące w oczach policzki, krwawiący nos i ściekająca z łuku brwiowego krew w czasie rzeczywistym modyfikuje wygląd bohaterów, złożonych z gigantycznej liczby wielokątów. Powtórki efektownych ciosów to małe dzieła sztuki, podczas których jak na dłoni widać stopień drobiazgowości.

Będziecie pod wielkim wrażeniem modeli postaci. Twórcy z EA osiągnęli świetny efekt dzięki klasycznej sztuczce z widownią. Dalsze plany UFC 2 spowija ciemność, dzięki czemu producenci mogli skoncentrować moce przerobowe konsol na bohaterów znajdujących się na oktagonie. Efekt może zachwycać. W grze widać, jak zawodnikom drgają mięśnie, jak wpływa na nich fizyka, jak grawitacja „dociska” ich do ziemi. Bajka.

Jak mechanika w EA Sports UFC 2 sprawdza się zdaniem profesjonalisty, który na co dzień zajmuje się relacjonowaniem walk w klatkach?

O krótki komentarz na temat gry poprosiłem Konrada Adamczewskiego, dziennikarza sportowego Super Expressu:

UFC 2 to nadal bardziej sportowa bijatyka niż symulacja walk MMA. Bo za symulację trudno uznać grę, w której można przez pięć minut niskimi kopnięciami obijać jedną nogę rywala, a on po tych pięciu minutach, mimo iż na "radarze" zawodnika tę część ciała ma zaznaczoną na czerwono, będzie nadal normalnie chodził i robił uniki.

Niemniej ciosy w nowej grze EA "ważą" odpowiednio dużo i potrafią z miejsca powalić na ziemię, z czym w przypadku niektórych uderzeń był problem w poprzednie edycji. Krokiem w stronę realizmu są też dwa rodzaje bloku - chroniący głowę oraz tułów i nogi. Uproszczeń nadal jest sporo. Choćby fakt, że dobijania rywala na ziemi nie przerywa rzucający się między zawodników arbiter. Choć na takie cuda może przyjdzie nam poczekać do czasu aż gra dostanie zupełnie nowy silnik?

Co najważniejsze, EA Sports UFC 2 to przede wszystkim niezwykle grywalny twór, nie tylko dla fanów MMA.

Przestałem śledzić MMA w czasach świetności ukochanego przeze mnie Mirko Cro Copa. Od długich lat nie jestem na bieżąco z UFC. Mimo tego, za sprawą gry Elektroników w odstawkę poszedł Mortal Kombat XL, ze wszystkimi ciekawymi, wprowadzonymi przez DLC postaciami. EA Sports UFC 2 to idealna bijatyka podczas spotkań ze znajomymi. Stójka jest na tyle efektowna i miodna, że nie da się od niej odezwać. Parter na tyle czytelny, że nawet niedzielni gracze będą w stanie wydostać się spod leżących na nich oponentów.

EA Sports UFC 2 (51)

Widok własnego awatara, z naszą twarzą zeskanowaną za pomocą technologii GameFace, który okłada kolegę ze szkolnej ławki, zdecydowanie jest wart każdej ceny. A przecież UFC 2 to również masa dodatkowych trybów, w tym wprowadzony po raz pierwszy do serii Ultimate Team. Moim zdaniem mocno przeciętny, przynajmniej w porównaniu do UT w grach FIFA. Mimo tego, menu UFC 2 ugina się od możliwości i naprawdę ciężko się tutaj nudzić.

Zalety

  • Niezwykła grywalność, nawet dla osób nieinteresujących się MMA
  • Bardzo dobra warstwa wideo
  • Fizyka, dzięki której każdy cios i każde ciało jest inne
  • Miodna rozgrywka w stójce
  • Bardzo czytelny klincz i parter
  • Kreator postaci + GameFace
  • Bogactwo trybów
  • Integracja z prawdziwymi wydarzeniami z UFC

Wady

  • Klincz i parter mają niewiele wspólnego z symulacją
  • Ultimate Team nie cieszy tak, jak w FIFIE
  • Posiadacze PC znowu poszkodowani
  • Okazyjne trudności z połączeniem się z serwerami
  • Tryb kampanii "tylko" przeciętny

Grywalność, grywalność i jeszcze raz grywalność! EA Sports UFC 2 to nie tylko zadośćuczynienie za rozczarowującą pierwszą odsłonę serii, ale po prostu piekielnie grywalna bijatyka. Co bardzo ważne, ta jest przyjazna graczom, którzy nie zjedli zębów na poprzednich grach traktujących o walkach w klatce. Tym razem Elektronikom naprawdę się udało.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst