Oprogramowanie  / Felieton

To nie żal za Winampem, a wspomnienia pięknych czasów

127 interakcji
dołącz do dyskusji

Był towarzyszem na każdej imprezie, na której puszczano muzykę z komputera, w tym na mojej osiemnastce. Kiedyś instalowało się go z płyt dołączanych do magazynów komputerowych, potem powoli pobierało wolnymi łączami z internetu. On właśni towarzyszył i wspierał popularyzację formatu mp3, który odmienił krajobraz muzyki na stałe.

Chodzi oczywiście o Winampa - kultowy już, swojego czasu najpopularniejszy i będący synonimem player odtwarzacz muzyczny, który 20 grudnia 2013 roku, po ponad 15 latach istnienia, oficjalnie zakończy swój żywot. Smutno trochę, prawda?

Winamp nie miał windowsowego paska systemowego, był prosty, a jednocześnie potężny. Choć dziś patrzenie na domyślną wersję starych wydań trochę razi:)
Winamp nie miał windowsowego paska systemowego, był prosty, a jednocześnie potężny. Choć dziś patrzenie na domyślną wersję starych wydań trochę razi:)

Winamp wstrzelił się idealnie w moment, w którym mp3 nabierało znaczenia, dzięki Internetowi zaczynała rozkwitać wymiana plików, dyski twarde stawały się coraz większe, a komputery zaczynały gościć w praktycznie każdym domu. Winamp powstał w odpowiedzi na brak dobrego, prostego i dającego większe niż odtwarzanie możliwości playera plików mp3 - formatu, który zaczynał wbijać się do świadomości ludzi. Justin Frankel, twórca Winampa, mówił, że program stworzył tak, by dobrze mu się go używało.

Dwa lata po premierze Winampa używało już 15 milionów osób, a model shareware - czyli “zapłać, jeśli chcesz, a jeśli nie to i tak możesz używać pełnego programu” poskutkował tym, że zadowoleni użytkownicy wysyłali Nullsoftowi dziesięciodolarowe czeki zwykłą pocztą, które miesięcznie opiewały nawet na 100 tysięcy dolarów.

Potem Winampa - a właściwie czteroosobowy zespół Winampa Nullsoft - kupił AOL. AOL niedługo potem połączył się z Time Warner, był gigantem na rynku usług internetowych i Winamp z rozwijającym się nie tylko odtwarzaczem, ale funkcjami streamingu i radia. Dziś wspomina się, że gdyby nie kiepskie korporacyjne decyzje na temat zarządzania rozwojem Winampa, ten mógł stać się drugim iTunes’em czy przeobrazić się w Spotify. Ale to nie wyszło, mimo, że w pewnym momencie Winamp miał więcej użytkowników, niż sam AOL. Twórcy Winampa po walce z AOL w 2004 roku zaczęli odchodzić od projektu, a kolejne wersje playera wywoływały negatywne reakcje użytkowników - że teraz Winamp jest przesadzony, że stał się kombajnem, że bez sensu… Wydawało się, że Winamp umrze, tymczasem…

Podtrzymywany nieco od niechcenia produkt w 2007 roku miał 90 milionów użytkowników.

Winamp5

 

Potem kazało się, że rewolucja iTunes, która największe żniwa zebrała w Stanach Zjednoczonych czy w Wielkiej Brytanii, nijak miała się do innych krajów, które używały innych niż od Apple’a produktów. 90% użytkowników Winampa pochodziło spoza Stanów, więc w kolejnych wersjach dodano tłumaczenia - w tym na polski - i lokalizowano reklamy.

Niewielka część użytkowników kupowała kosztującą 20 dolarów wersję premium, a wespół z reklamami na winamp.com i toolbarem w przeglądarkach Winamp zarabiał, i to całkiem nieźle, jak na tworzony przez 5 osób produkt.

Dla bardziej potrzebujących Winamp stawał się kombajnem z możliwością zmiany wyglądu, a nawet dorzucaniem zewnętrznych wtyczek
Dla bardziej potrzebujących Winamp stawał się kombajnem z możliwością zmiany wyglądu, a nawet dorzucaniem zewnętrznych wtyczek

W 2012 roku Winamp miał 30 milionów użytkowników, ale liczby te wciąż spadały. Winamp musiał umrzeć, nie pomogło stworzenie wersji mobilnej na Androida, a zmieniające się przyzwyczajenia odnośnie do słuchania muzyki, pojawienie się serwisów streamingowych czy konkurencja zrobiły resztę.

Od wczorajszego ogłoszenia końca istnienia Winampa temat wraca i wraca. Ludzie wspominają program, wrzucają na Facebooka słowa żalu, ale tak naprawdę nie jest to żal za Winampem, bo wielu z nich pewnie od kilku lat nie miało z Winampem żadnej styczności.

To żal za starymi, dobrymi czasami. Dla wielu z nas to sentyment za pierwszym kontaktem z całym ogromnym światem muzyki dostępnej po kliknięciu, za wrażeniem obcowania z nowoczesnością (na dzisiejsze standardy bardzo nieestetyczną), za czasem spędzanym przy desktopie, na wyborze skórek tak, by program odpowiadał temu, jacy jesteśmy.

"Winamp, it really whips the llama's ass!". Swoją drogą też miewaliście bałagan na liście kawałków, pojedynczych, hitów oczywiście?
"Winamp, it really whips the llama's ass!". Swoją drogą też miewaliście bałagan na liście kawałków, pojedynczych, hitów oczywiście?

Muzyka budzi ogromne emocje, a chwile, w których często z Winampem zaczynaliśmy odkrywać świat mp3 i nieprzebranych zasobów muzyki, co nie równało się z niczym znanym wcześniej, to momenty, które wpisały się mocno w tył głowy.

Ilu z nas słuchało z Winampa muzyki ze znajomymi? Puszczało coś bardzo ważnego tej bardzo ważnej osobie? Gromadziło kolekcję muzyki i porządkowało ją w Winampie, często instalując jako pierwszy program na każdym nowym komputerze?

Te czasy odeszły, ale sentyment do młodzieńczych momentów poznawania świata internetu, zachwytu możliwościami, pozostał. I choć pewnie od dawna nie używamy Winampa, to kojarzy nam się z czymś słodkim.

P.S. TechCrunch pisze o doniesieniach, jakoby Microsoft chciał kupić Winampa i tworzonego przez Nullsoft Shoutcasta. Gwoli ścisłości wypada mi o tym poinformować.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst