Gry  / Felieton

Electronic Arts twierdzi, że się mylimy i że nowe konsole są świetne

Mam pewien problem z obiema konsolami nowej generacji. Ciężko nie odnieść wrażenia, że zamiast zapewniać nam zapas mocy na najbliższe lata, ledwo co doganiają aktualnie dostępną technologię. EA twierdzi, że się nie znam i nie mam pojęcia o czym mówię.

Na nowe konsole do gier czekałem z zapartym tchem już od wielu, wielu miesięcy. Gry wideo to jedna z wielu, ale za to bardzo ważnych dla mnie form spędzania wolnego czasu. Od małego uwielbiam tę formę zabawy i jakoś nigdy z niej nie wyrosłem. Nowe konsole to przecież nowe możliwości, nowe gry i fenomenalna oprawa audiowizualna. Jednak po prezentacji Xboxa One i PlayStation 4 mój entuzjazm nieco… opadł.

Za każdym razem, jak pojawiały się nowe konsole (a moja pamięć sięga czasów pierwszego PlayStation i Nintendo 64, pamiętam też wcześniejsze konsole, ale już byłem zbyt młody, by trzeźwo na to patrzeć), gracze pecetowi patrzyli na nie z lekką zazdrością. Jasne, wyśmiewali je, że to zabaweczki, na które nie ma „poważnych gier”, ale konsole zawsze nieco wyprzedały to, co oferowały pod kątem technicznym komputery PC. Gry na nich olśniewały swoją oprawą audiowizualną, a z czasem stawały się jeszcze piękniejsze. Rzecz jasna, komputery PC doganiały konsole i z czasem je przeganiały. Widać to nawet w obecnej generacji: Xbox 360 i PlayStation 3 oferowały przepiękne gry, a dziś produkcje na nich wyglądają tak, jak odpowiedniki na PC ustawione na poziom szczegółowości „medium”.

Tymczasem Xbox One i PlayStation 4 nie wywołują takiego „efektu wow”.

Gry wyglądają na nich równie dobrze, co na… średnio-drogich komputerach PC. Rzecz jasna, będą wyglądać jeszcze lepiej, jak deweloperzy nauczą się wykorzystywać potencjał obu platform, coś tu jednak jest bardzo nie tak.

xbox one 2

Dyrektor finansowy Electronic Arts, Blake Jorgensen, uważa jednak, że moje obawy są niesłuszne. Co więcej, twierdzi, że „nie doceniam mocy, jaką zapewniają PlayStation 4 i Xbox One”. Biorąc pod uwagę, że są to słowa osoby pracującej w firmie, która wręcz kocha wyciskać ostatnie złotówki z kieszeni graczy, podszedłem do tej wypowiedzi z dużym dystansem. Postanowiłem jednak wczytać się w argumenty.

Jorgensenn twierdzi, że jak zawsze, musi upłynąć trochę czasu, zanim deweloperzy nauczą się wykorzystywać „dziesięciokrotnie wydajniejsze od poprzedniczek” konsole. Na dodatek obie konsole pojawiły się na rynku w tym samym czasie i wykorzystują bardzo podobny chipset, który w dużym stopniu przypomina to, co znajdziemy w komputerach PC, co, zdaniem Jorgensenna, tym bardziej ułatwi pisanie pięknych gier na obie konsole.

Nie, nie i jeszcze raz nie. Owszem, nowe konsole są znacznie wydajniejsze od poprzedniczek. Owszem, łatwiej na nie pisać gry (szczególnie w przypadku PlayStation 4). Co tym bardziej obnaża słabość tych konsol. PlayStation 3 z beznadziejnym środowiskiem deweloperskim i procesorem Cell oraz Xbox 360 z procesorem PowerPC były tym bardziej, idąc logiką Jorgensenna, trudne do tworzenia gier, a jakoś nie było takiego rozczarowania, gdy prezentowano pierwsze gry na te urządzenia.

playstation 4 konsola sony

Wygląda więc na to, że Electronic Arts po prostu chce uspokoić graczy, by ci chętnie kupowali konsole i jeszcze chętniej gry od Electronic Arts na te urządzenia.

Jorgensenn, co wydaje się naturalne, po prostu chce nas nakręcić na wydawanie jeszcze większej ilości kasy. Szkoda tylko, że dalej mam, i nie tylko ja, bardzo mieszane uczucia. Zarówno wobec Xboksa, jak i PlayStation. Dalej będę „konsolowcem”. Ale coś czuję, że bardzo szybko zacznę zazdrościć kolegom i koleżankom wydajnych komputerów do gier…

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst