Mam uber problem z Uberem. Zamienił się w grę wideo
Jakbym chciał grać w grę, to odpaliłbym konsolę. Mikropłatności i battle passy to ostatnie, co chcę widzieć podczas zamawiania kursu w apce Uber. A to nie koniec.

Uber wjechał na Polski rynek z impetem i wywrócił go do góry nogami. Co prawda korporacja spotkała się z oporem ze strony środowisk taksówkarskich i z czasem musiała dopasowywać się do kolejnych nowych przepisów, ale działa i cieszy się dużą popularnością. Niestety z czasem jest coraz gorzej, a te oficjalne partnerstwa, które łączą się ze wzrostem cen, to tylko wierzchołek góry lodowej.
Z perspektywy użytkownika postępuje typowe gównowacenie usługi, gdyż Uber z czasem nie staje się wygodniejszy, tylko coraz bardziej irytujący. Od tygodni muszę zachowywać wzmożoną czujność podczas zamawiania kursu. Twórcy aplikacji najwyraźniej dwoją się i troją, byle tylko namówić nas do wydania większych pieniędzy na inne usługi niż ta podstawowa, która to zwykle nas interesuje.
Uber w 2026 roku wkurza mnie jak nie wiem co.
Drzewiej, jeśli potrzebowałem szybko zamówić kurs z punktu A do punktu B, otwierałem aplikację Uber, wpisywałem adres, potwierdzałem cenę i tyle. Dzisiaj muszę za każdym razem przyglądać się tego, co akurat wymyśliły sobie algorytmy. Uber oferuje różne usługi (w tym pieruńsko drogie). Obok tej najtańszej Uber X mamy również zaś Uber Comfort. I ten ostatnio często jest tym "rekomendowanym".
Może związane jest to z tym, iż Uber Comfort zapewnia w teorii szybszy czas przejazdu niż Uber X, no ale często te różnice są rzędu minuty lub dwóch, a cena w złotówkach za ten wyższy standard - już wyraźnie wyższa. Jeśli nie chcemy przepłacać za przejazd ładniejszym autem, to musimy ręcznie wybrać z listy usługę tańszą. No a nigdy nie wiadomo, która będzie akurat dziś rekomendowana.
Uber niczym gra wideo
Irytuje mnie to niemożebnie, gdyż z prostej i przyjaznej usługi zrobił się potworek, w którym czuję się jak w paskudnej grze mobilnej, która projektowana była tylko po to, by najpierw mnie wciągnąć, a potem wyciągnąć ze mnie jak najwięcej pieniędzy. Ja rozumiem, że każda firma chce zarabiać, no ale w obecnej wersji, gdy z niej korzystam, czuję się, jakby ktoś chciał robić mnie w balona.
Najbardziej rozbawiło mnie zaś to, iż po tym, jak parę razy zawiozłem kota do weterynarza, korzystając z usługi Uber Pets, aplikacja zaczęła sugerować ją jako domyślną. Łapię, że algorytmy mogły próbować dopasować się do mojego profilu, no ale gdyby nie to, iż teraz dokładnie sprawdzam, co apka wypluwa, kilka razy zamówiłbym niepotrzebnie droższy kurs z opcją wiezienia zwierzaka do knajpy…
Te całe mikropłatności w aplikacji Uber to raczysko
Konieczność sprawdzania za każdym razem, jakiego typu przejazd nam się wylosował jako rekomendowany, to nie jedyny problem, jaki mam z Uberem w 2026 r. Aplikacja często teraz mami nas konkretnym czasem oczekiwania na przejazd, a tym samym dojazdu wraz z niską ceną, ale już po zamówieniu czas oczekiwania się wydłuża, bo rzekomo w pobliżu jest niewielu kierowców chętnych podjąć kurs.
Co w tej sytuacji robi Uber? Zachęca użytkowników do tego, aby dopłacili dodatkowe pieniądze, strasząc tym samym, iż w przeciwnym razie nie pojadą. Dostajemy okienko trwające kilkadziesiąt sekund, podczas którego możemy zaakceptować wyższą cenę przejazdu, a jako klient czuję, iż jeśli się na to nie zgodzę, to apka zostawi mnie na lodzie (zimą to i czasem dosłownie).
Uber kontra klienci, 1:0
Czasem spieszę się rzecz jasna na tyle, że się na te dopłaty z niesmakiem godzę, ale i tak kilka razy, mimo akceptacji jeszcze wyższej ceny, kurs i tak nie był zestawiany - a to już jest naprawdę kiepska sytuacja. Uber, jakby chciał być fair, informowałby nas o tym, iż kursu nie zrealizuje, bo jest duży ruch i tyle, aby klient nie tracił czasu i od razu ruszył na autobus czy tam tramwaj.
Brak szacunku to zresztą najwyraźniej modus operandi. Uber nie ponosi przecież odpowiedzialności za to, że nie zrealizuje kursu w czasie, który obiecuje. Jeśli zaś jest wyższy ruch, to cenę podnosi na start, a czasem i tak bez naszej zgody ściąga dodatkową kasę z konta. W drugą stronę to nie działa: jeśli się spóźnimy, to za to płacimy, a jeśli ruch okazał się mniejszy - zwrotów nie ma.
Clankery z BOK-u to jeden z najgorszych wynalazków ludzkości.
W przypadku takich usług jak Uber, które kojarzą ze sobą dwa meatbagi, potrafią pojawić się problemy. Niestety kontakt z Biurem Obsługi Klienta to droga przez mękę, gdyż w apce wita nas clanker, który zbywa petentów na wszelkie możliwe sposoby. Wpisanie wiadomości w polu tekstowym to wyzwanie, bo najpierw wpadamy w pętle przekierowań w "rozmowie" z automatem.
Mam nadzieję, że w końcu nastąpi przesilenie i firmy, które zatrudniły to całe AI do kontaktu z klientem dostaną za to po tyłku. Boty w BOK-ach to jeden z najgorszych wynalazków w historii ludzkości, bo powstały nie po to, by nam pomagać, tylko po to, by nas zniechęcić do zawracania głowy firmie, która nasze pieniądze za niestarannie wykonaną usługę lub kiepski produkt zainkasowała.
Battle-pass nie czyni VIP-em
Wykupienie abonamentu Uber One, czyli takiego battle-passa dla Ubera, nic tu nie zmienia - mam go i problemy nadal są. Do tego siostrzana tej samej firmy o nazwie Uber Eats cierpi na podobne problemy. Apka do zamawiania jedzenia od jakiegoś czasu również proponuje dopłaty za "priorytetowe dostawy", a nawet jeśli się na nie zgodzimy, to często jedzenie i tak dojeżdża zimne.
Czytaj inne nasze teksty poświęcone aplikacjom typu Uber i Bolt:
Boty mają to rzecz w głębokim poważaniu i odmawiają zwrotu pieniędzy za dopłatę do "priorytetowej dostawy", nawet jeśli dostawca najwyraźniej grał w trasie do nas w Pokemon GO i za punkt honoru wziął sobie zaliczyć po drodze wszystkie Poke Stopy w mieście. Człowieka w BOK-u firmy Uber to zaś ze świecą szukać i trzeba naprawdę się postarać, by pieniądze odzyskać - a pewności, że się uda, nie ma.
No i oczywiście można "głosować portfelem" i z Ubera et consortes nie korzystać, no ale w przypadku konkurencyjnych usług często napotykamy na podobne, przykre niespodzianki - jak w przypadku Bolta, na którego też można czekać bez końca. No i tak się żyje w tej globalnej wiosce.



















