Coś znów naruszyło naszą przestrzeń powietrzną. „To nie są żarty, dzwoń na 112”
Systemy radiolokacyjne wykryły balony lecące z Białorusi nad Polskę. Służby traktują takie incydenty bardzo poważnie.

W nocy z 31 stycznia na 1 lutego systemy obrony powietrznej zarejestrowały kolejne obiekty znad Białorusi, które naruszyły polską przestrzeń powietrzną. Tym razem nie były to ani samoloty, ani rakiety, lecz balony – prawdopodobnie przemytnicze. Wojsko uspokaja, że nie doszło do bezpośredniego zagrożenia dla ruchu lotniczego, ale służby nie mają wątpliwości: ktoś po drugiej stronie granicy z premedytacją sprawdza, jak szybko i jak stanowczo reaguje polski system obrony.
Kolejna nocny test polskiej obrony powietrznej
Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych poinformowało, że w nocy z 31 stycznia na 1 lutego strona białoruska ponownie próbowała rozpoznać i sprawdzić reakcję systemów obrony powietrznej RP. Zarejestrowano wlot kilku obiektów o charakterze balonów w polską przestrzeń powietrzną.
DORSZ podkreśla, że lot tych obiektów był na bieżąco śledzony przez systemy radiolokacyjne i z perspektywy bezpieczeństwa ruchu lotniczego nie stanowił bezpośredniego zagrożenia. Nie było konieczności zamykania przestrzeni powietrznej ani podejmowania gwałtownych działań wobec cywilnych samolotów.
To nie oznacza jednak, że incydent można zlekceważyć. Sam fakt wlotu obiektów z terytorium państwa sąsiedniego w polską przestrzeń powietrzną sprawia, że każda taka noc staje się sprawdzianem dla wojska, Straży Granicznej i całego zintegrowanego systemu ochrony granicy.
Straż Graniczna: to najpewniej balony przemytnicze, ale…
W pierwszych komunikatach Straż Graniczna wskazała, że z dużym prawdopodobieństwem chodzi o balony przemytnicze. Tego typu konstrukcje, wypełnione najczęściej lżejszym od powietrza gazem, służą do przerzucania nielegalnych towarów przez granicę – przede wszystkim papierosów, ale potencjalnie także innych ładunków.
Po białoruskiej stronie granicy balon zostaje wypuszczony z podwieszonym pakunkiem. Wiatr robi resztę – przenosi całość nad linią granicy, często na znaczne odległości, po czym konstrukcja opada po polskiej stronie, gdzie ładunek przejmują odbiorcy. To tani, cichy i bardzo kłopotliwy dla służb sposób obchodzenia tradycyjnych form ochrony granicy.
Ten incydent nie jest pierwszym tego typu. Już 17 stycznia nad Polskę wleciało z terytorium Białorusi kilkadziesiąt balonów. Tego samego dnia w centrum Białegostoku i pod Sokółką policja natrafiła na konstrukcje z tysiącami paczek nielegalnych papierosów. Jeden z balonów ugrzązł na drzewie tuż obok ośrodka telewizyjnego.
Wtedy Biuro Bezpieczeństwa Narodowego jasno zaznaczyło, że takie zdarzenia nie mogą być traktowane wyłącznie jako kreatywny przemyt. Pod pozorem przerzutu nielegalnego towaru może kryć się próba wywołania zamieszania, testowania procedur i budowania napięcia przy granicy. Obecny nocny incydent wpisuje się w ten sam wzorzec – nawet jeśli znów mowa tylko o balonach.
Hybrydowa szara strefa. Dlaczego stawka jest większa niż tylko wartość towaru w pakunku?
Z wojskowego punktu widzenia takie akcje można opisać jako element działań hybrydowych. Zagrożenie hybrydowe to sytuacja, w której państwo lub inny podmiot nie używa pełnoskalowych sił zbrojnych, lecz sięga po narzędzia z pogranicza szarej strefy: presję migracyjną, cyberataki, dezinformację czy właśnie prowokacyjne naruszanie granicy przez nieoznakowane obiekty.
Balony przemytnicze formalnie służą do przerzutu kontrabandy, ale tak naprawdę pozwalają drugiej stronie:
- sprawdzić, jak szybko polskie systemy radiolokacyjne wychwycą obiekty;
- ocenić, jakie procedury uruchamiają wojsko i służby;
- zasiać niepokój wśród mieszkańców regionu przygranicznego, gdy informacja o wlotach obiektów pojawi się w mediach.
Jednocześnie trudno oczekiwać, by każde takie naruszenie było traktowane jak pełnoskalowy incydent wojskowy. Przeciwnik zyskuje więc narzędzie do permanentnego podszczypywania i testowania odporności sąsiada, bez przekraczania czerwonych linii, które automatycznie uruchamiałyby poważniejsze reakcje sojusznicze.
Znalazłeś balon z ładunkiem? Nie ruszaj go, nie filmuj, tylko natychmiast dzwoń na 112
Balon, który spadł na pole, w las albo na skraj miejscowości, może wyglądać jak porzucona zabawka, ale jest nielegalnym ładunkiem, elementem przestępczego procederu i potencjalnym zagrożeniem.
Co zrobić, jak znajdziemy taki balon? Przede wszystkim nie podchodzimy i nie sprawdzamy zawartości. Bez względu na to, czy balon ma pod sobą siatkę, karton czy foliowy pakunek, należy zachować bezpieczny dystans i od razu zadzwonić pod numer alarmowy 112, przekazując miejsce zdarzenia i krótki opis tego, co widać.
Przeczytaj także:
Powodów jest kilka. Po pierwsze, taki ładunek jest nielegalny – ktoś po drugiej stronie granicy zainwestował w jego przerzut i liczy na konkretnych odbiorców po stronie polskiej. Z perspektywy prawa przypadkowe zabranie na pamiątkę takich paczek może zostać potraktowane jak przywłaszczenie cudzej rzeczy i udział w nielegalnym obrocie towarem.
Pamiętajmy także, że sam balon i jego wypełnienie mogą być dla nas po prostu niebezpieczne. Do unoszenia takich konstrukcji często używa się wodoru, czyli gazu wybuchowego w kontakcie z ogniem lub iskrą. Nieumiejętne przecięcie linek, próba przebicia czy podpalenia resztek może skończyć się gwałtownym zapłonem. Jeżeli dodać do tego nieznaną zawartość pakunku, otrzymujemy zestaw zagrożeń, których nie sposób ocenić na oko.
*Źródło grafiki wprowadzającej: Michał Robak, Pexels, AI, Canva Pro







































