Patrolują sklepy i obrażają dziewczyny. Co za obrzydliwy trend
Noszą specjalne kamizelki i przemierzają galerie handlowe w poszukiwaniu dziewczyn, które ich zdaniem są nieodpowiednio ubrane. Przerażający i niepokojący trend w polskim internecie.

Członkowie szon patrolu – szon to skrót od obraźliwego wyrazu – ubrani w odblaskowe kamizelki, co automatycznie budzi skojarzenia z niedawnymi obrońcami granicy, próbują namierzyć młode dziewczyny, które ich zdaniem ubierają się niewłaściwie. Strażnicy moralności piętnują rówieśniczki wrzucając nagrania do sieci.
Dzieci krzywdzą inne dzieci publikując ich konta znalezione w social mediach opisując je w wulgarny sposób oraz głosując, które z nich jest gorszym "szoniskiem". Pojawiają się również analogiczne dla płci konta z "babiarzami lub cw*lami", na których krzywdzi się również chłopców – opisuje Kinga Szostko w serwisie Linkedin.
Konrad Ciesiołkiewicz na łamach Interii zauważa, że to "nic innego jak czysta przemoc rówieśnicza, psychiczna i seksualna". Można byłoby machnąć ręką, że to głupie żarty, jakich w młodym wieku popełnia się niestety wiele, na dodatek skala zjawiska nie jest (jeszcze?) aż tak duża, ale byłoby to zamykanie oczu na bardzo poważny problem. Ciesiołkiewicz przytacza wyniki badań nt. polskiej radykalizacji, których był współautorem. Są więcej niż niepokojące.
(…) jedna trzecia dorosłych Polek i Polaków z wyższym i średnim wykształceniem wyznaje przekonania autorytarne. Opierają się one głównie na następujących elementach: dehumanizowaniu, a więc przypisywaniu najgorszych cech osobom, z którymi się nie zgadzam i przyzwolenie na traktowanie ich gorzej niż "innych ludzi", odrzuceniu dialogu jako wartości i kluczowej społecznej kompetencji przy jednoczesnej odmowie prawa do głoszenia innym przekonań sprzecznych z moimi poglądami, oraz wyraźnej wierze w tak zwanych silnych przywódców.
Wielokrotnie na łamach Spider's Web pisał o tym Rafał Gdak. Współczesne media społecznościowe wręcz pragną podziału, kłótni, zaciskania pięści i tworzenia zwaśnionych stron: my kontra oni. Dotyka to coraz młodsze grupy, które mogą czuć się sfrustrowane, odrzucone i samotne, stając się łatwym celem do zradykalizowania.
Nie brakuje też tych chcących na zjawisku zarobić
Mowa tu nie tylko o samych platformach, które w żaden sposób nie reagują na filmiki. W sieci bez problemu znaleźć można oferty na odblaskowe kamizelki z napisami, reklamowane jako zabawny pomysł na prezent. Niewątpliwie dla niektórych to rzeczywiście żart, ale jego konsekwencje mogą być poważne.
To wielowymiarowy problem. Z jednej strony mamy kryzys męskości i epidemię samotności. Jak wyjaśniała w rozmowie z Krytyką Polityczną Patrycja Wieczorkiewicz, współautorka książki "Przegryw. Mężczyźni w pułapce gniewu i samotności", bardzo łatwo wpaść w sidła niebezpiecznych przekonań, że źródło wszelkich problemów tkwi w kobietach.
- Często po tym, jak w szkole podstawowej czy liceum doznali wielokrotnego lub bardzo bolesnego i niezaopiekowanego przez nikogo z zewnątrz odrzucenia. Niekoniecznie na tle romantycznym, ale też. Są na nie narażeni częściej niż dziewczyny, bo przyjęło się myśleć, że to chłopak powinien zrobić "ten pierwszy rok", zdobywać. Nie mają sieci wsparcia, dobrego kontaktu z rodzicami, zwłaszcza z ojcami, bliskich przyjaciół. Nawet jeśli mają jakichś kolegów, to – zgodnie z obowiązującą maczystowską kulturą – nie okazują przy nich słabości. W efekcie zostają ze swoimi problemami, trudnymi uczuciami czy niepowodzeniami sami. Wtedy z "pomocą" przychodzi incelosfera. Chłopaki czytają wpisy innych, w których odnajdują własne doświadczenia, a potem trafiają na paranaukowe czy pseudonaukowe wyjaśnienia swoich problemów – wyjaśniała Wieczorkiewicz.
Z drugiej strony widzimy, że nie ma żadnej kontroli nad tym, kto wrzuca filmy do sieci, jakie są to treści i w kogo uderzają. Niedawno Rafał Gdak zastanawiał się, czy nie jest nam potrzebna jakaś forma cenzury internetu. Nawet dorośli ludzie są bezbronni w starciu z dezinformacją i manipulacją. Jeszcze gorzej pod tym względem jest w przypadku młodych, tym bardziej że często możemy sobie nie zdawać sprawy, jak niebezpieczny jest ich cyfrowy świat.
Zakazać mediów społecznościowych młodym ludziom, traktując je jak alkohol i inne szkodliwe używki dostępne wyłącznie po ukończeniu 18 lat? Nie pozwalać na używanie telefonu w szkołach? Patrząc na nagrania szon patrolów trudno nie uznać, że to niezbędny krok, ale w tym przypadku problem wychodzi daleko poza internet. Niewątpliwie jednak media społecznościowe ułatwiają propagowanie takich treści, a sytuacja wymyka się spod jakiejkolwiek kontroli.