REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. Technologie
  3. Sprzęt

Testowany na najstraszniejszych dziurach. Jak sprawdza się wideorejestrator Mio MiVue M700 na rowerze?

Wideorejestrator w samochodzie to już raczej norma. W rowerze czy na hulajnodze - niekoniecznie. Szczęśliwie sytuacja powoli ulega zmianie, a ja miałem okazję sprawdzić, jak spisuje się jeden z właśnie takich sprzętów, czyli Mio MiVue M700.

Mio MiVue M700 test
REKLAMA

Tak dla formalności - nie jest to wyłącznie wideorejestrator na rower. Można go też stosować na wspomnianych już hulajnogach, motocyklach i innych środkach transportu, gdzie nie ma jak zamocować klasycznego urządzenia tego typu. Jako że jednak głównie jeżdżę rowerem - sprawdziłem go właśnie na takim jednośladzie.

REKLAMA

Mio MiVue M700 - co trzeba wiedzieć na początku?

W sumie to same dobre rzeczy. Po pierwsze - nie jest to szaleńczo kosztowne urządzenie, bo kosztuje 699 zł. Po drugie - można połączyć M700 z kamerą wsteczną M40 (cały zestaw - ok. 1300 zł) i tym samym uzyskać pełen obraz tego, co dzieje się zarówno przed, jak i za pojazdem. Przy czym - biorąc pod uwagę formę montażu i łączenia kamer - jest to raczej rozwiązanie dla motocykli. Gdybym sam miał budować zestaw "przód i tył" dla roweru, raczej postawiłbym po prostu na dwa egzemplarze M700.

Po czwarte - Mio MiVue M700 nie jest ani zbyt duże, ani zbyt ciężkie (ok. 90 g). Rozmiarowo jest gdzieś w okolicach niezbyt wielkiej lampki/latarki rowerowej - od takiej Varii UT800 jest z kolei mniejsza.

Jeśli chodzi natomiast o parametry techniczne, to kąt widzenia wynosi 140 stopni, przesłona to F 2.0, a rozdzielczość wideo startuje od 720p (60 kl./s), a kończy się na 1440p (30 kl./s). GPS niestety brak.

Tyle teorii, można przejść do praktyki.

Mio MiVue M700 - jak to zamontować?

W zestawie znajdziemy odpowiedni uchwyt na rzep razem z solidną taśmą klejącą, ale przyznaję się - nie znalazłem dla niego zastosowania. Znalazłem natomiast jak najbardziej zastosowanie dla tego, że uchwyt na M700 korzysta ze standardowego mocowania GoPro. Wybór pasujących mocowań - na kierownicę, mostek, sztycę podsiodłową czy samo siodełko jest taki duży, że każdy na pewno znajdzie coś dla siebie.

U mnie kamera trafiła pod kierownicę:

Początkowo miałem pewne obawy, czy taka forma zabezpieczenia kamery (wkładamy ją w obejmę, obejmę przyczepiamy do mocowania GoPro) wystarczy - miałem już kilka podobnie mocowanych sprzętów, które potrafiły się wysunąć z uchwytu. Szczęśliwie obawy były kompletnie bezpodstawne - nawet najstraszniejsze podwrocławskie dziury nie sprawiły, że kamera opuściła swoje miejsce. Nie zmieniła też - przynajmniej w widoczny sposób - ustawionego kąta nachylenia.

Minusy? Jeśli już to taki, że jeśli chcemy wyjąć kamerę, żeby np. wygodnie ją naładować, to trzeba ją wyjąć razem z obejmą. To cena za to, że ta trzyma kamerę tak dobrze - jakikolwiek ścisk, nawet bez dokręcania śruby, i rejestratora już nie wyjmiemy.

Ale lepsze to niż zbieranie roztrzaskanej kamerki z asfaltu.

Ach - kamera spełnia też normę IP67 i nie powinien zaszkodzić jej deszcz.

Mio MiVue M700 - złącza, przyciski i takie tam.

Przycisk jest właściwie tylko jeden. Pojedyncze, dłuższe wciśnięcie, potwierdzone jedną z potężniejszych wibracji, jakie w życiu czułem, uruchamia kamerę i jednocześnie nagrywanie. Pojedyncze krótkie kliknięcie przerywa nagrywanie i pozwala np. na dostęp do karty pamięci przez aplikację i WiFi. Długie przytrzymanie wyłacza urządzenie.

To w sumie tyle - jest jeszcze kombinacja kliknięć do formatowania karty (nie wiem po co). Nie znalazłem natomiast kombinacji do blokowania aktualnego nagrania, a żadne próby potrząsania rowerem w nawet najbardziej brutalny ze sposobów nie spowodowały, że materiał został zablokowany. Zalecam więc odpowiednio pojemną kartę - u mnie wskoczyło 256 GB i działało bez problemów. Filmy można dzielić na 3- lub 5-minutowe segmenty, 3 minuty 1440p z dźwiękiem zajmują ok. 450 MB. Oczywiście stare nagrania automatycznie nadpisują się nowymi, kiedy skończy się miejsce (nagrywanie w pętli można też wyłączyć).

Jeśli chodzi o ładowanie, to realizowane jest z wykorzystaniem microUSB - złącze znajduje się pod zakrętką z tyłu kamery.

Tak to wygląda bez zakrętki:

I teraz uwaga - w zestawie znajdują się dwie zakrętki. Pierwsza jest nieciekawa, bo to po prostu zakrętka. Druga jest ciekawsza, bo wbudowaną w nią przewód microUSB, który pozwala nam ładować kamerę w trakcie jazdy (i w trakcie nagrywania), bez rezygnacji z wodoodporności rejestratora.

Oczywiście już sam np. powerbank należy odpowiednio zabezpieczyć, ale to zawsze jeden punkt do troski mniej.

A powerbank może się przydać, bo czas pracy Mio MiVue M700 na jednym ładowaniu nie powala.

Wynosi bowiem teoretycznie równe dwie godziny, przy czym mam wrażenie, że da się nawet uzyskać minimalnie więcej, ale lepiej pogodzić się z 2 godzinami. Na tym tle 4 czy 6 godzin pracy kamery od Garmina wypada dużo, dużo lepiej. Aczkolwiek Mio też ma swoje atuty.

Jeśli więc mamy do pracy pół godziny jazdy - i to licząc postoje na światłach, bo kamera nagrywa bez przerwy - to drugiego dnia jazdy wrócimy do domu z całkowicie rozładowaną kamerą. Albo więc będziemy ją ładować dla spokoju codziennie, albo właśnie pomyślimy, jak połączyć ją z powerbankiem.

Akumulator M700 ma przy tym 1140 mAh, więc niekoniecznie potrzebujemy od razu gigantycznej stacji zasilania, żeby przetrwać chociaż kilka dni bez odwiedzania gniazdka.

Jeśli chodzi o uwagi dotyczące ładowania - mam dwie, ale drobne. Po pierwsze - nie ma tu szybkiego ładowania, co akurat nie zaskakuje. Po drugie - jeśli wepniemy kabel USB do gniazda kamery, to tracimy, w sposób fizyczny, dostęp do karty pamięci.

To w sumie tyle - poza tym do fizycznej części M700 nie mam żadnych zastrzeżeń. Jest solidnie, mocowanie pod GoPro trzyma kamerę we właściwy sposób, jest odporność na wodę, jest przewód do zasilania z zachowaniem tej odporności, jest wygodna obsługa jednym przyciskiem.

Mio MiVue M700 - jakość wideo

Zacznijmy może od prostych rzeczy - nie, to nie jest alternatywa dla GoPro. Nie ma tutaj odpowiedniej stabilizacji, nie ma obrazka atrakcyjnego z estetycznego punktu widzenia. Nie i już - to nie jest kamera do nagrywania wakacyjnych wypadów, to wideorejestrator z ewentualnym materiałem dowodowym.

A skoro to już mamy za sobą, to jakość materiałów dostarczanych przez M700 jest wystarczająca, jeśli będziemy potrzebowali zapisu niebezpiecznego albo wręcz wypadkowego fragmentu naszego przejazdu. Z ustaleniem marki, modelu, koloru czy numerów rejestracyjnych też nie powinno być problemów.

Zacznijmy od... kąta widzenia. Ten (140 stopni) jest jak najbardziej w porządku i pozwala uchwycić całą drogę, a w wielu przypadkach też to, co dzieje się poza nią:

Na nagraniu jest data i godzina - nie ma lokalizacji, bo nie ma GPS.

Tutaj ujęcie z bardziej miejskiego odcinka:

Jest jezdnia, pasy ruchu, chodniki po obu stronach, łapią się nawet parkingi poza drogą. Jedyne, czego może brakować, to minimalnie szerszego kąta widzenia, żeby było - w przypadku rowerów szosowych - widać klamkomanetki, bo wtedy zawsze mamy dodatkowy argument z potwierdzeniem podjęcia próby hamowania. W przypadku GoPro taki kąt widzenia jest możliwy - tutaj natomiast nie.

Odczytywanie numerów rejestracyjnych mijających nas samochodów? Bez większych problemów, choć sporo zależy od odległości i nawierzchni. Tutaj zdjęcie ze zdecydowanie nielegalnie bliskiego wyprzedzania, więc tablice są idealnie czytelne:

Kawałek dalej też jest w porządku:

A tutaj ostatnia klatka, na której zachowana zostaje czytelność:

Dalej nie odważyłbym się na stwierdzenie, że da się odczytać numery rejestracyjne.

Podobnie jest zresztą przy pojazdach jadących z przeciwnej strony. Widać:

Nie widać:

Tutaj wideo z omawianymi zrzutami:

A jak jest przy wybojach? Właściwie... podobnie - przeważnie bez najmniejszego problemu można odczytać numery rejestracyjne, chociaż czasem trzeba trochę przeszukać film w poszukiwaniu odpowiedniej klatki.

Tutaj wideo z samochodami jadącymi z dwóch stron:

To jeszcze czas na nocne wideo. I tutaj jest... różnie. Kamera próbuje bowiem rozjaśnić całą scenę, generują zauważalnie dużo szumu, który nie pomaga jednak w przypadku kiepsko oświetlonych miejsc. I tak na przykład tablice aut, które stoją przy jezdni, są w większości bardzo kiepsko czytelne - trzeba mocno poprzerzucać klatki, żeby trafić na taką, z której da się coś odczytać.

Kiedy natomiast pojawia się jakiekolwiek źródło światła - czy to latarnia, czy nasza lampka, czy oświetlenie tablicy samochodu - jest już nieźle. Jadąc więc za takim autem albo mijając się z przeciwnej strony - powinniśmy wyłuskać numery rejestracyjne z niewielkim wysiłkiem.

Jako filmik poglądowy piękne kombo kierowcy, który nie przepuszcza pieszego na przejściu, pieszego rozmawiającego radośnie przez telefon, aut blokujących połowę ulicy, samochodu zaparkowanego na przejściu i generalnie witamy w Polsce:

Czyli w skrócie: GoPro, pod względem estetycznym, to nie jest. Ale swoją robotę w większości przypadków zrobi jak trzeba.

Trochę pracy wymaga natomiast aplikacja.

Do obsługi M700 wykorzystujemy aplikację MiVue Pro, która łączy się z kamerą przez WiFi i... nie jest to wybitnie dobra aplikacja. Przykładowo opcja Podgląd na żywo, która ma pomóc ustawić kamerę pod odpowiednim kątem po montażu... nigdy u mnie (iPhone 12) zadziałała. Czarny ekran i do widzenia. Tak samo nie działał podgląd filmów na żywo - trzeba je było pobierać do pamięci telefonu, co przy takim rozmiarze materiałów trwało straszliwie długo.

Przeważnie więc tak czy inaczej po powrocie do domu wyjmowałem kartę, wkładałem do adaptera, w adapterze wkładałem do komputera i po chwili miałem błyskawiczny dostęp do wszystkich potrzebnych mi materiałów.

Tyle dobrze, że zmiana ustawień działała bez większych problemów, więc jeśli chcemy np. zmniejszyć jakość nagrywanych filmów, wyłączyć mikrofon albo zmienić czas trwania pojedynczego nagrania (3 lub 5 minut) można to zrobić błyskawicznie. Z poziomu aplikacji możemy też włączyć i wyłączyć datownik, nagrywanie dźwięku, zmienić ekspozycję czy formatować kartę pamięci.

Mio MiVue M700 - warto czy nie?

Jeśli nie oczekujemy kinowych wrażeń z odtwarzanych materiałów - tak, bo M700 robi to, co obiecuje, czyli generuje materiał, który pomoże nam udowodnić nasz brak winy albo czyjąś winę w krytycznej sytuacji. Przy minimalnej dozie szczęście światła komplet informacji będziemy mieć nie tylko w dzień, ale i w nocy. Do tego nie kosztuje aż tak wiele, żeby zemdleć z wrażenia, a zgodność z mocowaniem GoPro daje nam gigantyczne pole manewru, jeśli chodzi o miejsce montażu.

Wady? Przede wszystkim czas pracy na jednym ładowaniu - jeśli nie chcemy się bawić w prowadzenie przewodu (duży plus za ten wodoodporny z zestawu!), to mamy do swojej dyspozycji dwie godziny nagrywania, więc na dobrą sprawę pewnie będziemy chcieli ładować kamerę codziennie. No i oczywiście trzeba pamiętać o tym, żeby ręcznie uruchomić nagrywanie - samo niestety nic się nie zacznie.

Na plus:

  • solidna jakość wykonania, norma IP67 (można latać w deszczu)
  • zgodność z mocowaniem GoPro
  • niesamowicie stabilne i solidne mocowanie, raczej kamery nie zgubimy
  • satysfakcjonująca jakość nagrań, jeśli chodzi o materiał dowodowy
  • masa rozdzielczości i jakości do wyboru
  • obsługa kart pamięci do 256 GB
  • prosta obsługa za pomocą jednego przycisku
  • "wodoodporny" przewód do ładowania w trakcie nagrywania
  • nawet niezłe nagrania w nocy, o ile pojawi się trochę światła (może być sztuczne).
REKLAMA

Na minus:

  • brak (albo nie udało mi się znaleźć) opcji ręcznego czy automatycznego blokowania nagrania;
  • tylko 2 godziny nagrywania na jednym ładowaniu;
  • kamera wsteczna raczej w wersji motocyklowej;
  • brak automatycznego startu;
  • brak GPS, a więc pozycji i prędkości (ale to by pewnie całkiem zabiło akumulator);
  • aplikacja na iOS działa nieźle, tylko... nie wszystko działa.
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA