1. SPIDER'S WEB
  2. Gry
  3. Sprzęt
  4. Tech
  5. Technologie

Tanie, lekkie i podwójnie bezprzewodowe. Logitech G435 ma podbić ekonomiczną półkę dla graczy - recenzja

Recenzja Logitech G435 - kupiłbym dziecku, gdybym je miał

Po tym, jak Logitech zaoferował świetne zestawy bezprzewodowe ze średniej i wysokiej półki, producent chce powalczyć na najtrudniejszym odcinku frontu. Wchodzi z modelem Logitech G435 do kategorii słuchawek ekonomicznych. Headset zdecydowanie wyróżnia się na tle konkurencji, ale nie zawsze pozytywnie.

Logitech G435 diametralnie różni się od pozostałych zestawów słuchawkowych tego producenta. Headset jest wyraźnie mniejszy i lżejszy. Do tego tożsamość produktu jest budowana przy pomocy odważnych, jaskrawych połączeń kolorystycznych, wcześniej kojarzonych wyłącznie z serią G733. Do tego dochodzi kontrowersyjna decyzja o rezygnacji z podajnika mikrofonu, a także bardzo niska cena - najniższa w całym portfolio bezprzewodowych zestawów Logi skierowanych do graczy. Bardzo nieoczywista mieszanka składowych.

W tym działaniu jest metoda. Przy pomocy modelu G435 Logitech chce dotrzeć do zupełnie nowych grup odbiorców.

Ze względu na małe wymiary słuchawek, Logitech G435 może się podobać dzieciom i młodszym graczom, dla których headsety o klasycznych wymiarach bywają zbyt duże. To samo tyczy się grających kobiet. Z kolei decyzja o usunięciu podajnika mikrofonu ma być odpowiedzią na globalne trendy. Według Logitecha wielu streamerów nie lubi wystającego mikrofonu, zasłaniającego część twarzy. Stąd wbudowane rejestratory, dzięki którym powinno się lepiej wypadać przed kamerą. Boli mnie taka argumentacja, ale w dzisiejszych czasach trudno dziwić się rozumowaniu producenta słuchawek, chcącemu silnie stawiać na Twitcha.

W parze z młodzieżową funkcjonalnością G435 idzie odważna kolorystyka. Poza klasyczną czernią z domieszką cyberpunkowej żółci, Logitech serwuje ciekawą mieszankę niebieskiego oraz maliny, a także bieli i błękitu. Zdecydowałem się na ten ostatni wariant, szukając rozwiązania pasującego kolorystycznie do mojego PlayStation 5. Wyszło tak sobie, ale trudno odmówić słuchawkom oryginalnego wyglądu.

Logitech G435 to jedne z najlżejszych i najmniejszych słuchawek dla graczy, jakie miałem na głowie.

Z masą wynoszącą 165 g, G435 jest w zasadzie niewyczuwalny podczas noszenia. Słuchawki świetnie nadają się do długich maratonów z grami, co idzie w parze z wykorzystaniem sportowej siatki na nausznikach. Chociaż osobiście preferuję klasyczną skórę, siatka zapewnia lepszy przepływ powietrza, wolniej się nagrzewa i szybciej wytraca temperaturę. Dodając do tego małe rozmiary słuchawek i wsparcie dla modułu Bluetooth, G435 wyrasta na niczego sobie słuchawki terenowe. Sprzęt bez problemów działa w trybie bezprzewodowym z konsolą Nintendo Switch, bez żadnych dongli i adapterów.

Wyjmując G435 z pudełka bałem się wręcz, iż słuchawki będą na mnie zbyt małe. Mam sporą głowę, gęste włosy i zdecydowanie za dużo masy, dlatego od zawsze preferuję większe headsety. Jako migrenowiec, jestem szczególnie uczulony na przesadny docisk do skroni. Ku mojemu zaskoczeniu, najnowszy model Logitecha nie tylko radzi sobie z moim czerepem, ale jest również wygodny. To m.in. efekt plastikowych szyn regulujących, pozwalających zwiększyć rozstaw nauszników o kilka centymetrów. Jakimś cudem moje uszy mieszczą się w siatce nausznika. Niestety, optycznie wygląda to nieciekawie: elastyczny pałąk wydaje się rozciągnięty do granic możliwości, chociaż tak naprawdę nie czuć żadnego nacisku ani docisku. Patrzę w lustro i mam wrażenie, że założyłem zbyt małe słuchawki. Patrzę w ekran, gram i zapominam o ich istnieniu.

Z masą na poziomie 165 g, mamy do czynienia z konstrukcją o lekkich i potencjalnie mało wytrzymałych materiałach. Sportowej siatce towarzyszy plastikowa biel i materiałowe okrycie pałąka. Do tego dochodzą plastikowe przyciski sterujące, ogumione okablowanie i zaledwie jedna dioda sygnalizująca. Model G435 nie posiada żadnych pasów LED. Nawet logo nie jarzy się barwą. Osobiście uważam to za zaletę, z dwóch powodów: po pierwsze, nie jestem zwolennikiem jarmarcznego efekciarstwa w peryferiach. Po drugie, im więcej LED-ów, tym gorszy czas pracy bezprzewodowych słuchawek. W przypadku modelu G435 słuchawki działają średnio 19 godzin. To o godzinę dłużej od czasu deklarowanego przez producenta. Niczego sobie wynik, zwłaszcza w ekonomicznej kategorii cenowej.

Pod względem jakości dźwięku jest nieźle: tylko albo aż, w zależności jak na to spojrzymy.

Jestem wielkim fanem dźwiękowego profilu w headsetach Logitecha. Producent nigdy nie masakruje swoich słuchawek pożerającymi wszystko basami, co notorycznie zdarza się w przypadku produktów dla graczy. Zamiast tego G435 wyraźnie stawia na góry. Świsty, wystrzały, krzyki - to jest fundament u Logitecha, co podoba się przede wszystkim fanom gier FPS oraz gier akcji. Zestawy tego producenta dodają giwerom dodatkowego kopa. Człowiek naprawdę czuje moc dzierżonej spluwy.

W przypadku modelu Logitech G435 to faworyzowanie wysokich tonów zderza się z odczuwalnie gorszą jakością audio na wysokości. Producent nieco ukrywa ten efekt stosunkowo niską głośnością maksymalną, ale gdy zrozpaczony żołnierz krzyczy do słuchawki z Aliens: Fireteam Elite, to słychać, że mogłoby to brzmieć lepiej. Nieco lepsza mogłaby być również średnica. Średnie tony nie gubią się i znajdują dla siebie miejsce, co jest świetne w przypadku słuchawek z niskiej półki cenowej. Brakuje mi jednak dodatkowej szerokości sceny. Wszystkie kroki i dźwięki otoczenia dzieją się zaraz przy uchu. Nie mam też szans na korekcję ustawień producenta w EQ, ponieważ z jakiegoś powodu G435 nie jest kompatybilny z G Hubem.

Najbardziej rozczarował mnie jednak mikrofon. Dwa wbudowane w obudowę nauszników rejestratory bez skrupułów ściągają niepożądane dźwięki otoczenia. Zamykane drzwi do pomieszczenia. Stukanie na klawiaturze. Powiadomienie o wiadomości na smartfonie. Musimy liczyć się z tym, że nasi znajomi na czacie głosowym będą to wszystko słyszeć. Mikrofon nie zapewnia żadnej izolacji od otoczenia, oferując przy tym poprawny, nieco zbyt mechaniczny głos użytkownika. Jeszcze żadnemu producentowi słuchawek dla graczy nie udało się osadzić w obudowie świetnego zestawu mikrofonów i Logitech nie przełamuje tej złej passy.

Musicie jednak brać poprawkę na to, iż jestem zblazowanym testerem, który na co dzień korzysta ze znacznie droższych słuchawek. W swojej kategorii cenowej G435 gra zadowalająco. Przyzwyczaiłem się jednak, że Logitech zawsze wyprzedza ograniczenia charakterystyczne dla danego segmentu cenowego, oferując coś ekstra. Coś ponad. Coś wyróżniającego. Jednak w przypadku modelu G435 nie jest to niezrównane audio, lecz wszechstronność bezprzewodowego wykorzystania słuchawek.

Bezprzewodowe słuchawki WiFi + Bluetooth za 349 zł to niezły interes.

Dobra wiadomość: Logitech G435 wspiera dwa standardy łączności bezprzewodowej. Dzięki dołączonemu do zestawu adapterowi USB słuchawki możemy połączyć z konsolą PlayStation albo PC, wykorzystując szybką, stabilną i odporną na interferencje technologię Lightspeed Logitcha. Testując urządzenie razem z PlayStation 5, G435 bez problemu wspierało 3D Audio od Sony. Na słuchawkach możemy także włączyć Dolby Atmos. Nie oczekujcie jednak rewelacyjnych rezultatów. Ze względu na dosyć wąską scenę wirtualne pozycjonowanie zdecydowanie nie powala.

Ponadto Logitech G435 posiada wbudowany moduł Bluetooth, dzięki któremu słuchawki sparujemy z Nintendo Switchem, smartfonem czy iPadem. Co mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło, połączenie BT jest realizowana z naprawdę niskim opóźnieniem. Grać jak najbardziej się da, nie tylko w proste tytuły tworzone pod dotykowy ekran telefonu.

Zła wiadomość: obu standardów łączności bezprzewodowej nie użyjemy jednocześnie. Posiadacze G435 muszą wybrać: albo adapter WiFi, albo moduł Bluetooth. Jednoczesne korzystanie z dwóch źródeł dźwięku przestrzennego jest niemożliwe. Szkoda, bo to bardzo ważna funkcja dla graczy. Korzystam z niej nagminnie, polując na potwory ze znajomymi w Monster Hunter Rise, jednocześnie rozmawiając z nimi za pośrednictwem Discorda na smartfonie. Szkoda, że Logitech tego nie potrafi, chociaż oczekiwanie takiego standardu w słuchawkach za 349 zł jest tak naprawdę bujaniem w chmurach. Już Microsoft zaskoczył cały świat jednoczesnym wsparciem WiFi + BT w swoich słuchawkach, a kosztują przecież prawie 500 zł.

To nie są słuchawki, w których sam będę grał, ale zdecydowanie kupiłbym je swojemu dziecku.

Logitech G435 nie jest zestawem słuchawkowym, z którego będę korzystał podczas mojej wieczorowej rutyny przy Rainbow Six Siege i Call of Duty Warzone. Wąska scena i brak wsparcia dla wirtualnego dźwięku przestrzennego Dolby/DTS to nie są cechy, które zaprowadzą mnie na szczyt ligowej tabeli. Zbytnio przyzwyczaiłem się do słuchawek ze średniej i wysokiej półki, potężnie doładowujących moje szanse zwycięstwa na wirtualnym polu bitwy. Tego się już nie cofnie.

Największe zalety:

  • Bardzo znośna cena: 349 zł.
  • Wysoka wszechstronność: iPad, konsola, PC i smartfon na jednych słuchawkach, bezprzewodowo.
  • Wsparcie dwóch bezprzewodowych standardów (WiFi i BT).
  • Bardzo lekkie, dosyć wygodne.
  • W końcu oferta uznanego producenta dla dziewczyn, dzieci i młodszych graczy.

Największe wady:

  • Kiepski mikrofon.
  • Wąska scena dźwiękowa.
  • Brak wsparcia EQ i G Hub.
  • To nie są słuchawki dla wymagających graczy.

Z chęcią kupiłbym natomiast G435 mojemu dziecku. Dzięki niskiej masie i małym gabarytom słuchawki idealnie pasują do potrzeb i specyfiki młodszych graczy. Nie do przecenienia jest także ich wszechstronność. Najpierw poziom w Super Mario Odyssey, potem wideo na iPadzie, następnie Minecraft na PC, a na koniec niech będzie Tearaway na PlayStation 4. Wszystko to przy użyciu jednych słuchawek i żonglerce bezprzewodowymi przyciskami na obudowie. Do tego G435 posiada ogranicznik głośności, aktywowany połączonym wciśnięciem przycisków, dzięki czemu nie musimy się obawiać o zbyt głośny odsłuch naszej pociechy.