Kosmos  /  News

Helikopter Ingenuity zaczął swój szósty lot, po czym zaczął się bujać. Niewiele brakowało do katastrofy

Picture of the author
180 interakcji
dołącz do dyskusji

To miał być normalny lot helikoptera, lot podobny do wszystkich… pięciu w dziejach lotnictwa na Marsie. Historia chciała jednak inaczej.

Plan lotu zakładał osiągnięcie wysokości 10 metrów, przemieszczenie o 150 metrów w kierunku południowo-zachodnim, następnie zmianę kierunku na zachodni przez 15 metrów, po czym lot 50 metrów w kierunku północno-wschodnim. Podczas lotu Ingenuity miał wykonywać zdjęcia stereo swojego otoczenia.

Dane telemetryczne przesłane na Ziemię już po zakończeniu lotu wskazują jednak, że podczas lotu helikopter zaczął szwankować. Po pokonaniu pierwszego odcinka, kiedy Ingenuity miał zacząć przemieszczać się w kierunku zachodnim, komputer pokładowy zaczął dopasowywać prędkość helikoptera, a sam aparat zaczął oscylować, nachylając się to w jedną to w drugą stronę. Ostatecznie Ingenuity wylądował bezpiecznie, ale jego wirniki podczas lotu nachylały się nawet o 20 stopni.

Niestety nie będziemy mieli okazji zobaczyć, jak ten lot wyglądał oczami łazika Perseverance, bowiem był to pierwszy lot, którego łazik już nie śledził zajęty swoimi sprawami. Jak pech to pech.

Ingenuity: co poszło nie tak?

Podczas lotu Ingenuity polega na instrumentach mierzących przyspieszenie oraz tempo rotacji aparatu, oraz na zdjęciach powierzchni znajdującej się bezpośrednio pod helikopterem wykonywanych z częstotliwością 30 klatek na sekundę, bezpośrednio wprowadzanych do systemu nawigacji. System nawigacji analizuje moment zarejestrowania zdjęcia i porównuje z tym co powinien zobaczyć w tym dokładnie momencie, opierając się przy tym na zdjęciach wcześniejszych. Na podstawie różnic między kolejnymi zdjęciami system nawigacji ocenia położenie i prędkość helikoptera.

Podczas szóstego lotu silnikowego na Marsie, jedno z takich zdjęć nie dotarło do systemu nawigacji. W efekcie wszystkie kolejne zdjęcia miały nieprawidłową datę wykonania, przez co algorytmy nawigacji zaczęły wykonywać działania korekcyjne do każdego kolejnego zdjęcia. Było gorąco (o ile na Marsie może być gorąco), ale ostatecznie mimo problemów Ingenuity zdołał wylądować w odległości zaledwie 5 metrów od pierwotnie planowanego miejsca lądowania.

Paradoksalnie problemy podczas tego lotu dostarczyły inżynierom ogromu informacji o słabych punktach oprogramowania. Fakt, że helikopter wylądował w całości sprawia, że teraz inżynierowie mają okazję przeanalizować dokładnie cały lot, wprowadzić niezbędne poprawki i sprawdzić ich działanie. Może się zatem okazać, że problemy pozwolą udoskonalić system autonomicznego latania tym i przyszłymi helikopterami na Marsie.

Najważniejsze jednak, że szósty lot helikoptera nie okazał się ostatnim. Jest jeszcze na co czekać.

Podobał się tekst? Polub go albo udostępnij go teraz na Facebooku.