1. SPIDER'S WEB
  2. Gry
  3. Tech

Zbudowałem schron pod nosem reżimu. Polski Mr. Prepper to więcej niż klon Fallout Shelter

Zbudowałem schron w Mr. Prepper. Polska gra wciąga

Mr. Prepper to najnowszy hit sprzedażowy polskiego wydawcy PlayWay, któremu udało się podbić zakładkę nowości na platformie Steam. Postanowiłem sprawdzić, czy tytuł faktycznie wart jest czasu i pieniędzy graczy.

Mr. Prepper wygląda na pierwszy rzut oka jak kopia Beholdera lub mobilnego Fallout Shelter. Gracz tworzy swój własny schron, zaopatruje go w energię, rozpoczyna uprawę warzyw i rozbudowuje go o kolejne funkcjonalne pomieszczenia. To jednak nie koniec. Producenci z Rejected Games wdrażają do gry dwie dodatkowe mechaniki, dzięki którym tytuł zyskuje własną tożsamość, a od czasu do czasu pozytywnie zaskakuje.

Zbuduj sobie schron i warsztat pod nosem totalitarnego reżimu.

Wbrew pozorom, sednem gry Mr. Prepper wcale nie jest budowa schronu atomowego pozwalającego przetrwać zbliżającą się wojnę czy śmiercionośną pandemię. Akcja polskiej produkcji rozgrywa się w fikcyjnym świecie odbudowanym po wielkiej zarazie. Dawne Stany Zjednoczone przekształciły się w totalitarny reżim rodem z Orwella. Jego obywatele są kontrolowani przez jedyną słuszną władzę, której wysłannicy mogą wejść do twojego domu o każdej porze dnia i nocy.

Główny bohater gry - złota rączka o wywrotowym nastawieniu - chce uciec reżimowi. Jego pojazd został jednak skonfiskowany, z kolei wolność ograniczona. Z regularnymi wizytami kontrolera we własnym domu, graczowi nie pozostaje nic innego, jak rozpoczęcie budowy podziemnego warsztatu, w którym kiedyś w przyszłości skonstruujemy unikalny pojazd. Tylko w ten sposób możemy uciec reżimowi, który kontroluje z jakich korzystasz rozrywek, jakie meble posiadasz, a nawet co trzymasz w lodówce.

Rozbudowa schronu w konspiracji przed reżimowymi kontrolerami to najlepszy aspekt Mr. Preppera.

Raz na kilka dni do drzwi puka inspektor władz państwowych. Wizyta przypomina kontrolę Gestapo. Szczupły, wysuszony mężczyzna w ciemnym płaszczu spaceruje od pokoju do pokoju, starając się przewiercić wzrokiem wszystkie elementy stanowiące wykroczenie wobec ideologii reżimu. Co nie jest trudne, ponieważ w totalitarnym systemie nawet lista mebli i akcesoriów kuchennych musi się zgadzać.

Posiadasz trzy wiadra zamiast jednego? Podejrzane. Masz kij do baseballa, chociaż sport został zakazany? Dziwne. Z twojej szafki zniknęło radio, chociaż zeszłego tygodnia wciąż tam stało? Niepokojące. Inspektor odnajduje najdrobniejsze detale, podczas gdy postać gracza wyłącznie stoi obok, czekając na werdykt. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, otrzymamy dokument potwierdzający przeprowadzenie kontroli. Jeśli nie… cóż, nikt nie wie, co dzieje się potem z takimi ludźmi.

Najlepsze, najbardziej emocjonujące są sekundy przed wizytą inspektora. Gdy ten wali w domowe drzwi, mamy kilka chwil na uporządkowanie gospodarstwa. Przykrywamy wtedy klapę schronu dywanem. Odwracamy tablicę korkową z projektami na drugą stronę. Wyłączamy pracujące pod ziemią generatory, aby ich warkot nie wzbudził uwagi kontrolera. Im bardziej rozbudowany schron, tym więcej elementów do ukrycia i wyłączenia. Te kilka chwil przed wejściem mężczyzny w czarnym płaszczu może decydować o naszym być albo nie być.

Drugi pozytywny element Mr. Preppera to wątek fabularny wysyłający gracza poza dom.

Do rozgrywki zostały wplątane banalne elementy przygody. Pomagamy zielarce w lesie, naprawiamy windę w kopalni czy eksplorujemy bazę pełną cennych składników. Każdy taki obszar to miejsce pełne surowców niezbędnych do wytwarzania kolejnych przedmiotów. Dzięki zleceniom poza domem gracz ma jasno wyznaczony cel i nie musi opierać się wyłącznie na rozbudowie podziemnego schronu. Do tego nagrody za zadania są bardzo opłacalne, wielokrotnie prowadząc do technologicznych przełomów.

Z drugiej strony misje poza domem są dowodem na to, jak prosta i grubo ciosana bywa rozgrywka. W Mr. Prepperze pojawiają się takie sekwencje jak walka z wilkami czy nietoperzami. Są jednak tak fatalnie wykonane, iż lepiej, gdyby nie było ich wcale. Toporna eksploracja idzie w parze z banalnymi projektami lokacji i animacjami godnymi przeglądarkowej gry flash. Piszę to bez żadnej złośliwości, wyłącznie stwierdzając fakt.

Wypuszczenie gracza poza dom to świetny pomysł urozmaicający tytuł od Rejected Games. Producenci wprowadzili jednak do gry tak trudne w realizacji elementy - jak np. walka - że ostateczny efekt bywa komiczny. Kolejne fale szczurów nacierające na gracza w opuszczonej kopalni zmuszają do refleksji, czy aby nie byłoby lepiej, gdyby środek ciężkości wypadów poza reżimowe osiedle jeszcze silniej przesunąć w kierunku eksploracji i pozyskiwania surowców.

Mr. Prepper skrywa zaskakująco rozbudowany system budowy schronu, który zapewnia dziesiątki godzin zabawy.

W miarę rozbudowy podziemnej sieci pomieszczeń, Mr. Prepper otwiera przed graczem coraz więcej możliwości. Rośnie także poziom trudności, a gra już od samego początku nie należy do łatwych. Poza kontrolerami inspektorów, musimy bowiem uważać na wskaźniki wyspania oraz najedzenia. Wystarczy kilka wirtualnych dni, aby zrozumieć, jak wymagający jest ten ostatni aspekt. Gdy kończą się niezwykle cenne konserwy, z kolei podziemny ogródek wciąż nie jest gotowy, czuć grozę walki z reżimem na pusty żołądek.

Liczba parametrów, jakie gracz musi brać pod uwagę, może początkowo przytłaczać. Weźmy taką wodę, niezbędną do podlewania podziemnej uprawy roślin. Jeśli zużyjemy więcej wody z kranu niż zwykle, wzbudzi to podejrzenia kontrolera. Inspektor będzie wietrzył podstęp również wtedy, gdy ustawimy za domem kilka(naście) wiader na deszczówkę. Bez wody nie będziemy mieli jednak warzyw, a to właśnie one stanowią fundament wymiany handlowej, dzięki której zyskujemy środki na inne surowce.

W praktyce z każdą kolejną wizytą inspektora wybiegałem do ogrodu, pospiesznie chowając wiadra do podręcznego ekwipunku (ograniczonego wagowo). Wystarczyło jednak, że raz tego nie zrobiłem, raz zapomniałem o tym obowiązku, a poziom nieufności inspektora został potężnie przekroczony. Musiałem zaczynać dzień od nowa. Znacznie później dorobiłem się podziemnego źródła pozyskiwania wody. Taki system pożera jednak prąd w oczach. Z kolei większe zużycie energii - tak samo jak wody - wzbudza podejrzenia reżimu. Znowu klops.

Deweloperzy podeszli bardzo rozsądnie do skalowalności możliwości i wymagań. Moja pierwsza podziemna szklarnia niezwykle cieszyła, ale została okupiona koniecznością budowy wielu archaicznych agregatorów. Niemal każde ulepszenie wiąże się z kolejnymi wyzwaniami. Wszystko musi się odpowiednio bilansować, aby osoby ze świata na górze nawet przez moment nie pomyślały, iż pod powierzchnią dzieje się coś nietypowego. Wewnętrzna ekonomia ma ręce i nogi, a to chyba najważniejsze w grze tego typu.

Mr. Prepper na szczęście nie jest łatwym skokiem na kasę.

Część gier finansowanych przez PlayWay to wątpliwej jakości niskobudżetowe potworki budowane wokół kontrowersyjnej tematyki. Jednak w przypadku Preppera studio oddaje w ręce graczy tytuł niemal od A do Z, z dobrze wyważonymi systemami budowy, zarządzania i gospodarki surowcowej. Co prawda mechanizmy takie jak walka odrzucają od ekranu, ale stanowią zdecydowaną mniejszość całościowego doświadczenia. Tytuł spodobał się wielu komputerowym graczom i zupełnie mnie to nie dziwi. Potrafi wciągnąć mimo wielu niedoskonałości.

W przypadku gry Mr. Prepper stosunek ceny do czasu przed ekranem wypada korzystnie. Polska produkcja częściej zachęca do podjęcia wyzwania niż wykorzystania kombinacji Alt+F4. Na pewno nie mówimy o produkcji tak dobrej jak Beholder, ale jak na pierwszą grę w portfolio, produkt Rejected Games mógł wypaść znacznie, znacznie gorzej. Czekam na wersję mobilną.