RTV  / Recenzja

Kiedy wygląd telewizora jest jeszcze ważniejszy od jakości obrazu. Samsung The Serif – recenzja

Picture of the author

Długo nie wiedziałem, co właściwie mogę napisać o tym telewizorze. Jest zarazem przeciętny i absolutnie nieprzeciętny. Innowacyjny i nudny. To produkt dla kogoś, kto ma szczególne wymagania. The Serif stawia na coś nieco innego od większości pozostałych telewizorów Samsunga.

The Serif to telewizor wysoce nietypowy. Dlaczego? Odpowiedź na pewno już sami znacie, wystarczy spojrzeć na zdjęcia ozdabiające niniejszy tekst. Telewizory zazwyczaj są projektowane tak, by nie było ich widać. Im smuklejsza obudowa, im cieńsze ramki – tym lepiej. By nic nie odwracało naszej uwagi od obrazu. The Serif stawia to wszystko na głowie.

W przypadku tego telewizora to on sam jest głównym bohaterem. To właśnie on stanowi ozdobę naszego salonu czy innego pomieszczenia, w którym zechcemy zainstalować to cudo. Cała reszta – matryca, funkcje smart – są niemalże przy okazji. To produkt dla osób ceniących sobie nieszablonowe wystroje w domu bądź mieszkaniu. I choć to kwestia gustu, to odnoszę wrażenie, że spełnia swoją rolę stuprocentowo. Jest w mojej ocenie prześlicznym telewizorem. Ale czy jest przy okazji dobry?

Samsung The Serif na rok 2020 – wygląd przede wszystkim.

Obudowa Serifa została zaprojektowana przez ekspertów ze świata wzornictwa wnętrz – a więc przez znane studio projektowe Ronan & Erwan Bouroullec Design. Jego forma jest absolutnie niepowtarzalna. Serifa możemy zarówno ustawić na jego charakterystycznej obudowie, lub – co wydaje się dużo lepszym pomysłem – na dołączonych do zestawu czterech metalowych nogach. Dlaczego lepszym? Bo wówczas jeszcze bardziej wyróżnia się wyglądem, a bez wątpienia w tym modelu o to chodzi.

Jego niesymetryczna plastikowa obudowa nie tylko cieszy oko (jeżeli pasuje do naszego gustu), ale też zapewnia ciekawe doświadczenie podczas samego oglądania treści. Trudno mi to wyjaśnić racjonalnie, ale przez to, że wyświetlacz jest jakby zatopiony w okalającej go ramie, z jakiegoś względu przyciąga mój wzrok. Nie mogę jednak obiecać, że ktoś z was odniesie podobne wrażenie. To dziwne złudzenie, którego nie umiem racjonalnie wyjaśnić. Ale spodobało mi się.

Z profilu telewizor wygląda równie ciekawie. Zresztą od kształtu profilu wziął swoją nazwę – wygląda bowiem jak litera I w czcionce szeryfowej. Wspominałem wcześniej, że obudowa jest plastikowa, jednak z jakiegoś względu nie wpływa to na odbiór klasy tego telewizora. The Serif wygląda jak produkt premium. Jest przy tym w tym absolutnie niepowtarzalny. No cudny jest, nie mogę się na niego napatrzeć. Dlatego też sesję zdjęciową wykonałem mu w eleganckim showroomie, zamiast w moim skromnym, niezbyt designerskim mieszkaniu.

A więc The Serif 2020 to produkt premium. Tyle że nie tak do końca.

The Serif to tak na serio telewizor QLED, tyle że opakowany w wymyślną ramę. To oznacza, że jego oprogramowanie jest niezwykle wygodne. Wykorzystywany przez Samsunga system operacyjny Tizen uważam za – obok LG webOS – za najwygodniejszy i najlepiej przemyślany system smart TV na rynku. Działa błyskawicznie, jest prosty i intuicyjny. Na dodatek Tizen jest niezwykle popularny, więc aplikacji VOD wysokiej jakości na niego nie brakuje.

Na dodatek Tizen współpracuje z platformą SmartThings. Jeżeli nasze urządzenia smart home są z nią zgodne, The Serif może nam służyć jako wyjątkowo ozdobne centrum dowodzenia naszego domu. Możemy z poziomu pilota kontrolować wszystko, z czym SmartThings jest zgodne. Od oświetlenia Philips Hue przez wideodomofony aż po setki różnorakich sprzętów AGD.

QLED to również marka premium w świecie zwykłych telewizorów. Samsung jest jednym z wiodących producentów na rynku, a QLED ma bardzo niewiele powodów do wstydu. Topowe modele z tej linii jeśli nawet nie są najlepszymi telewizorami na rynku – konkurencja też ma mocną ofertę – to zdecydowanie są jednymi z najlepszych. Tyle że QLED QLED-owi nierówny.

W The Serif kryje się jeden z tańszych QLED-ów. Na oko, to model QLED Q60T.

To w żadnym razie nie jest jeszcze krytyką. QLED Q60T to bardzo przyzwoity telewizor. Brakuje mu sporo do topowych modeli, jednak w kwestii odwzorowania kolorów i oferowanego kontrastu jest przyzwoicie. Mogłoby być jednak lepiej – inaczej Samsung nie oferowałby droższych i lepszych QLED-ów.

Telewizor jest podświetlany krawędziowo, co znacząco limituje jego możliwości w kwestii obrazu. Można zapomnieć o wysokiej jasności i związanym z nią cudownym efektem HDR, tożsamym z droższymi QLED-ami. Wierność odwzorowania kolorów również na tym cierpi, jednak najgorzej jest z kontrastem. Jest nieźle, ale w porównaniu do QLED-ów z wyższej półki obraz pozostawia dużo do życzenia.

W tym momencie powinienem napisać, że bardzo przepłacamy za The Serif. I zjechać go w efekcie z góry na dół. Ale tego nie zrobię.

Głupia sprawa. Testując The Serif miałem w głowie całe akapity niechęci. Że jak to forma zwycięża nad technologią. Że płacimy za fikuśną obudowę i przepłacamy za styl. Wniosek jednak miał być taki, że The Serif jest jedyny w swoim rodzaju. I że jak ktoś chce płacić więcej pieniędzy za nietypowy styl, to jego sprawa. I że nigdzie indziej nie znajdzie równie fajnego pod tym względem produktu. Tyle że żyłem w mylnym przekonaniu, że The Serif jest drogi.

Tymczasem ceny 43-, 49- i 55-calowej wersji wynoszą, odpowiednio, 3,2 tys. zł, 3,6 tys. zł i 4 tys. zł. Tego się nie spodziewałem. To wręcz tanio jak na produkt tej klasy. Muszę zatem zmienić swój wniosek. Pod względem technicznym, to przyzwoity telewizor. Taka wyższa średnia półka lub niska wysoka – coś pomiędzy. Pod względem wyglądu jest absolutnie niepowtarzalny. A pod względem ceny zdumiewająco atrakcyjny. Jestem bardzo zaskoczony – na szczęście pozytywnie.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst