Foto  / Artykuł

Wysokie ceny i cichy zgon małych matryc dla profesjonalistów - wybraliśmy fotograficzne rozczarowania roku

Szybujące ceny, zgon małych matryc w profesjonalnym sprzęcie z jednej strony i brak alternatywy dla pełnej klatki z drugiej - wybraliśmy tegoroczne porażki na rynku fotograficznym.

Marcin Połowianiuk: najważniejszy negatywny trend 2018 roku to ceny.

Rynek fotograficzny mocno się skurczył, a tańsze aparaty, które kiedyś stanowiły trzon sprzedaży, dziś sprzedają się bardzo źle, lub wcale. Przeciętnego konsumenta znacznie mocniej rozpala nowy smartfon z trzema obiektywami, niż podstawowa lustrzanka czy bezlusterkowiec.

To odbija się na dwóch płaszczyznach. Po pierwsze, w 2018 r. brakowało ciekawych premier tanich aparatów. Bazowe linie są odświeżane co rok lub dwa, ale kolejne generacje nie wnoszą praktycznie niczego nowego. Widać ogromną stagnację i brak pomysłu na konkurowanie ze smartfonami.

Drugim problemem są rosnące ceny zaawansowanego sprzętu. 2018 r. obfitował w świetne konstrukcje, zarówno jeśli chodzi o korpusy, jak i obiektywy. Niestety stają się one coraz mniej przystępne cenowo. Każda kolejna generacja sprzętu jest zauważalnie lepsza, ale też droższa od poprzedniej. Nic dziwnego, że rosnącą popularnością cieszą się wszelkie wyprzedaże i cashbacki, w których można kupić taniej sprzęt sprzed kilku lat.

Łukasz Kotkowski: cichy zgon małych matryc w segmencie profesjonalnym

Nie licząc Fuji X-T3, w tym roku nie ukazał się ani jeden sprzęt z małą matrycą, oferujący profesjonalne możliwości. A właśnie takich aparatów szukają mniej zamożni entuzjaści czy zawodowi fotografowie z mniejszym budżetem. Jeśli ktoś liczył na to, że w tym roku wymieni leciwego Nikona D7200 na coś innego niż rozczarowujący Nikon D7500 z 2017 r., albo Canona 7d mk II na coś nieco świeższego, to niestety, nie ma szczęścia.

Potężnie rozczarowani muszą czuć się także miłośnicy systemu micro 4/3. Po zeszłorocznej premierze Lumiksa G9 nastała cisza – w tym roku nie ukazał się ani jeden istotny w segmencie aparat, a jakby tego było mało, wszystko wskazuje na to, że micro 4/3 po prostu odchodzi w niepamięć, o czym świadczy choćby to, że Panasonic zapowiedział wejście w pełną klatkę, a Olympus milczy odnośnie potencjalnego następcy OM-D EM-1 mk II.

Skoro o micro 4/3 mowa, to dodałbym do listy KIT roku moją osobistą porażkę: zainwestowanie w aparat z małą matrycą. Biorąc pod uwagę powyższe, była to bardzo zła decyzja.

Krzysztof Basel: brak alternatywy dla drogich aparatów z pełną klatką

Największym rozczarowaniem 2018 roku był brak nowych, ciekawych aparatów dla początkujących, które nie zrujnują portfela. Wszystkie tegoroczne poważne nowości to aparaty o wysokich cenach, będące w dużej mierze poza zasięgiem przeciętnego pasjonata fotografii w Polsce. Zdecydowanie brakuje świeżego powiewu w grupie aparatów do 2000, 3000 zł. Kto wie, może po prostu ten segment już niebawem zupełnie przestanie istnieć, a firmy skupią się na rozwoju bardziej profesjonalnych konstrukcji z większymi matrycami?

Wchodząc głębiej w temat, jestem też nieco zaniepokojony i chyba trochę zaskoczony brakiem aktywności firmy Olympus. Poza odświeżeniem lifestylowego E-PL9 nie zaprezentowano żadnego nowego aparatu, a sztandarowy model E-M1 Mark II ma ponad 2 lata. Olympus jest jedyną liczącą się marką z branży fotograficznej, która nie ma w ofercie aparatu pełnoklatkowego czy średnioformatowego. Jaka będzie jej przyszłość? Wprawdzie mamy zobaczyć nowy topowy model, ale będzie to nadal korpus M 4/3 i raczej dla niszowej, profesjonalnej grupy fotografów.

Dla mnie osobiście największym KITem 2018 roku jest rezygnacja VSCO z rozwoju ich świetnych presetów w wersji na komputery. Jako ich wierny klient od wielu lat czuję mocno rozczarowany. Fotografia mobilna coraz bardziej zjada branżę foto, co jest widocznie także w tym wypadku.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst