Tech  / Felieton

Czyżby Google zaspał i wprowadził kompresję danych do Chrome, gdy ta nie jest już konieczna?

Po niemal roku od momentu wprowadzenia opcji kompresji danych w Chrome w wersji Beta dla Androida, Google ostatecznie zdecydowało się na implementację tej funkcji również w oficjalnym wydaniu swojej mobilnej przeglądarki, także dla iOS. Pytanie tylko, dlaczego pojawia się ona dopiero teraz i czy jest ona jeszcze potrzebna?

Kompresja danych przesyłanych przez mobilne przeglądarki nie jest niczym nowym. Od lat stosuje je chociażby Opera w swoich produktach, przez lata korzystały z niej przeglądarki BlackBerry, a lista twórców aplikacji, którzy z tego elementu czynili przez długi wyróżnik, jest naprawdę bardzo długa.

W tamtych czasach opcja zmniejszania ilości transferowanych danych, przekładających się bezpośrednio na możliwość przeglądnięcia większej ilości stron czy ich zawartości, była często bezcenna.

Pakiety danych były przeważnie niezbyt wielkie, kosztowne, a pojęcie „lejka” jeszcze przez długi czas nie miało pojawić się w słowniku operatorów. Kto tylko mógł, szukał przeglądarki właśnie z tą magiczną opcją, a deklarowane dziś przez Google „do 50% oszczędności” brzmiałoby wtedy jak zbawienie.

sony xperia e dual sim 2

Od tamtych czasów wiele się jednak zmieniło. Pakiety kosztują grosze w porównaniu do tamtych cen, prawie każdy ma „lejek”, a i ogólna ich dostępność i różnorodność jest czasem wręcz przytłaczająca. Mimo to Google zdecydowało się na taki ruch właśnie teraz – na początku 2014 roku. Po co, kiedy choć nadal jest to istotną funkcją, zdecydowanie nie jest już priorytetem?

Kwestię próby poprawy wizerunku Androida można właściwie pominąć. Raz przyklejoną łatkę systemu, który uwielbia ogromne ilości danych nie będzie łatwo zdjąć, nawet jeśli najnowsze posunięcie Google dobrze wpisuje się w ciąg akcji, mających na celu jak największe ograniczenie jego pazerności (jak chociażby domyślne wyłączenie automatycznej sytuacji w wielu przypadkach).

Tak, to wszystko powinno pojawić się w Androidzie, ale raczej w momencie, kiedy zyskiwał na popularności, ale nie w kilka długich lat po jego debiucie. Dodatkowo jeszcze podczas marcowej premiery wersji beta, po raz kolejny poddano w wątpliwość dobre intencje Google.

Do przeglądania w tym trybie wymagane jest bowiem skorzystanie ze specjalnego proxy, którego zastosowanie pozwala oczywiście na zbieranie informacji dotyczących tego gdzie i kiedy wchodzimy.

htc one max sw

Oczywiście dane te są zbierane w sposób „bezpieczny” i nienarażający użytkownika ani jego prywatności, ale jednak w dyskusji o bezpieczeństwie systemu byłby to kiepski argument „za”. Gdyby tego jeszcze było mało, automatycznie przy uruchomieniu kompresji włączany jest tryb Bezpiecznego Przeglądania, po raz kolejny w pewnym stopniu kolekcjonujący nasze dane, choć również w sposób, który nie powinien nas szczególnie niepokoić (ale jednak).

Odpowiedzi na pytanie dlaczego Google wykonał ten ruch tak późno mogą być dwie. Przy pierwszej z nich motywacje Google są identyczne, jak w przypadku chociażby ogłoszonej niedawno optymalizacji Androida w najnowszym wydaniu pod kątem najsłabszych urządzeń. Gdzie sprzedaje się takich smartfonów najwięcej? Oczywiście w krajach rozwijających się, w których – w przeciwieństwie do rynków dojrzałych – eksplozja popularności inteligentnych telefonów trwa i trwać będzie jeszcze przez jakiś czas. Tam jednak dostęp do danych pakietowych nie jest ani tak tani jak np. u nas i liczyć się może każdy megabajt. Nic dziwnego, że dwie najpopularniejsze mobilne przeglądarki walczące w tamtym regionie o palmę pierwszeństwa to właśnie dwie przeglądarki stawiające od długiego czasu na kompresję – Opera oraz UC Browser.

Prawdopodobnie jest to spory cios dla Google, na którego systemie nie korzysta się w takim przypadku z dostarczanej przez niego przeglądarki i to właśnie trzeba było w jakiś sposób przynajmniej próbować zmienić.

acerliquids1042

Drugą, tym razem pasującym raczej do rynków dojrzałych teorią jest próba poprawienia wrażeń wynikających z przeglądania sieci, poprzez ograniczenie negatywnego wpływu dwóch czynników – niewydolności sieci komórkowych i/lub nieproporcjonalnie do ich możliwości rosnącym rozmiarom stron internetowych. W obydwu przypadkach nie jest istotna sama ilość danych odliczonych od naszego rachunku (w końcu przeważnie niczym nam to nie grozi), ale prędkość, z jaką oczekiwana, wywołana przez nas zawartość pojawia się na ekranie telefonu. Pojedynek na prędkość przeglądarek, popularny jeszcze jakiś czas temu, dziś nie ma praktycznie sensu – każda w dobrych warunkach oferuje nam praktycznie to samo. Co innego, kiedy wyjedziemy np. poza miasto albo trafimy wprost przeciwnie – do centrum, gdzie sieci nie wytrzymują obciążenia.

Kto wie, może wszystko ma też związek właśnie z obciążeniem, jakie w sieciach generują dominujące na rynku (choć oczywiście nie zawsze w rankingach dostępu do sieci) urządzenia z Androidem?

Operatorzy coraz częściej ze swojej strony oferują kompresję i kto wie, czy taka nowość w systemie Google nie jest im na rękę.

huawei-ascend-mate (22)

Tak czy inaczej, dobrze że kompresja w końcu na dobre zawitała do oficjalnej przeglądarki Chrome, szkoda tylko, że dopiero teraz, kiedy dla większości z nas nie ma to już najmniejszego znaczenia. Dla Google natomiast może – wprost przeciwnie – mieć ogromne znaczenie.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst