Gry  / Artykuł

Broken Sword 5 - niestety, magia wspaniałej przygodówki mocno wyblakła

Czekałem na tę grę jak pies na michę. Założyłem dla niej konto na Kickstarterze i wpłaciłem 15 dol., by współfinansować jej powstanie. Cieszyłem się jak dziecko, gdy dwa dni temu w mojej skrzynce e-mail znalazłem wiadomość z linkiem do pobrania „Broken Sword 5”. Byłem naprawdę podekscytowany, gdy po raz pierwszy ją odpalałem. Pograłem trochę i… ze smutkiem stwierdziłem, że to jednak nie to.

Seria „Broken Sword” należy do moich ulubionych gier w historii. W pierwsze dwie części zagrywałem się całymi dniami i nocami w zamierzchłych czasach (1996 i 1997), gdy nie było jeszcze u mnie w domu dostępu do internetu, a gry opierały się prawie wyłącznie na technice point & click. Intrygi, których nie powstydziłby się mistrz gatunku Dan Brown nawet dzisiaj, wspaniała sceneria najpierw rysowana jako komiks, a dopiero potem dygitalizowana, fantastyczna grywalność oparta na łamigłówkach logicznych - to wszystko sprawiało, że w Broken Sword zakochało się całe pokolenie graczy.

W tym i ja.

Trzecia część serii, wydana dużo później, bo w 2003 r., straciła niestety większość swojej magii, gdyż jej twórcy z Revolution Software postanowili ją przenieść do trójwymiaru. W rezultacie gra przestała się wyróżniać na tle setek innych trójwymiarowych produkcji. W połączeniu z archaiczną nawigacją (ciągle point & click), była wręcz karykaturą tego, za co fani kochali przygody głównych bohaterów: George'a Stobbarta oraz Nicole Collard.

Czwarta część Broken Sword wydana w 2006 r. nie naprawiła błędów i okazała się najmniej popularną z całej serii. W związku z tym deweloperzy z Revolution Software zdecydowali się zakończyć prace nad kolejnymi częściami do czasu aż… dwie pierwsze części wydane zostały ponownie w wersji na urządzenia mobilne (najpierw iOS, a następnie Android) i osiągnęły wielki sukces medialno-rynkowy.

Broken_Sword_5_- 1

Twórcy poszli więc za ciosem i ogłosili prace nad piątą częścią serii, która miała być hołdem właśnie dla dwóch pierwszych pozycji. Dość z trójwymiarem, koniec z projektami rysowanymi jedynie w komputerze. Nowa część miała nieść ducha lat 1996 - 1997, gdy gry najpierw się rysowało na planszach. Kickstarterowa otoczka miała zapewne jedynie wzniecić marketingowe pożądanie nowej części Broken Sword, bo nie wierzę, że brakujących 400 tys. dol. na dokończenie produkcji nie można było znaleźć własnym sumptem.

Fani byli wniebowzięci - nie dość, że mogli uczestniczyć w finansowaniu nowej gry w swojej ulubionej serii, to na dodatek zapowiadany powrót do korzeni miał przywrócić utracony blask magii serii Broken Sword. Z takim właśnie nastawieniem instalowałem Broken Sword 5: the Serpent’s Curse na swoim MacBooku (po raz pierwszy gra była wydana od razu w wersji na Maka, co tym bardziej mnie radowało).

Broken_Sword_5_- 2

Niestety spotkał mnie srogi zawód.

Nowa gra Broken Sword owszem kreską, kreacją i kolorami przypomina pierwsze wspaniałe gry serii z lat 90 ubiegłego wieku, ale magii tu już nie ma. Gra nie zaskakuje warstwą wizualną, rysunkami wspaniałego Paryża, gdzie jak zwykle akcja ma miejsce. W dobie niesamowitych obrazów w nowym Grand Theft Auto, pejzaże w Broken Sword wyglądają niestety infantylnie i tanio.

Ale to jeszcze mógłbym przeboleć - w końcu gra miała być hołdem dla wspaniałej historii serii Broken Sword. W dobie popularnego remasteringu starych tytułów, nowa gra wykonana w starej technologii wydaje się wręcz bardzo dobrym pomysłem, ale tu niestety dochodzą także kwestie fabuły. Piąta część Broken Sword wygląda jak dosłowna wariacja na temat dwóch pierwszych części. Można wręcz odnieść wrażenie, że to ta sama historia (choć nie ma tu „tradycyjnych” Templariuszy) z małymi wyjątkami. Co więcej, fabuła jest prowadzona w identyczny sposób, z użyciem takich samych tricków, tych samych rodzajów miejsc, co wcześniej. Nie ma tu wręcz niczego nowego.

Broken_Sword_5_- 3

Mam wrażenie, że twórcy podeszli do tej gry po łebkach, na szybko, po najmniejszej linii oporu z myślą: dajmy fanom to samo, skoro zapłacili za tamte gry, to zapłacą i za tę. Przykra to konstatacja. W rezultacie dostajemy grę, która jest identyczna jak dwie pierwsze z serii. W 2013 r. to po prostu nie przejdzie.

Gra jest też cholernie łatwa. Przeszedłem już 45% fabuły, a na niczym nie przystanąłem, by chwilę pomyśleć. Wszystko jest oczywiste, podane na tacy, kolejne ruchy są wręcz podpowiadane przez bohaterów, a zagadki logiczne tak proste, że spokojnie rozwiąże je uczeń szkoły podstawowej. A na dodatek gra oferuje podpowiedzi systemowe. Przy pierwszych dwóch grach z serii Broken Sword powstawały skomplikowane „walkthrough”, które dystrybuowało się po znajomych, którzy utknęli przy trudniejszych łamigłówkach. Tutaj taki „walkthrough” dostępny jest z poziomu menu…

Broken_Sword_5_- 4

Nie wiem, może lepszym miejscem do odbioru takich gier jest dziś środowisko mobilne. Za miesiąc nowy Broken Sword ma się pojawić na iPadzie. Może tam jego odbiór będzie lepszy. Point & click wydaje się być znacznie lepiej odbierany w interfejsach dotykowych. Myślę też, że animowana, komiksowa sceneria będzie tam lepiej pasować niż na komputerze PC.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst