Tech / Felieton

Zakazane Google Glass. Bo prywatność, bo bezpieczeństwo w samochodzie

Google ma niemały problem ze swoimi okularami. Projekt jest częściowo utrzymywany w tajemnicy co zaczyna budzić coraz więcej pytań i kontrowersji. Zanim doczekamy się premiery Google Glass, może się okazać, że będą one zakazane. Jednak czy słusznie?

Nowy ban samochodowy

Tym razem okulary Google znalazły się na celowników ustawodawców z Zachodniej Wirginii. Mają oni obawy odnośnie używania okularów Google Glass podczas prowadzenia pojazdów. Próba wprowadzenia jakichkolwiek prawnych ograniczeń na tym etapie rozwoju i ujawnienia pełnej funkcjonalności tego produktu jest wielce niejasna.

Zaledwie garstka osób poza pracownikami tworzącymi Google Glass miała okazję obcować z tym urządzeniem. Tymczasem zaczynają docierać do nas informacje o tym, gdzie już okularów nie założymy oraz gdzie z nimi nie wejdziemy.

Nie jestem sceptykiem i wierzę, że projekt Google Glass odniesie sukces. Początkowo cena będzie dla wielu klientów zaporowa, ale z czasem technologia ta powinna spowszednieć i na stałe zagościć na naszych oczach, czy też nosach.

googleglasses

Kto wie, ale możliwe, że okulary te będą pozwalały na wygodniejsze i mniej rozpraszające uwagę kierowcy odebranie połączenia czy też wyświetlenie wiadomości tekstowej, niż obecnie stosowane rozwiązania. Dzwoniący w kieszeni spodni kierowcy telefon komórkowy nie jest łatwy do odebrania. Jeszcze większe problemy stwarza odczytanie wiadomości SMS, e-mail lub powiadomień na komunikatorze.

Rozwiązania takie jak zestawy głośnomówiące również absorbują uwagę kierowcy. Do ich obsługi jest przeważnie wymagane oderwanie wzroku od tego co się dzieje na drodze.

Może się okazać, że Google Glass rozwiążą ten problem, gdy wyświetlany przez nie obraz będzie się nakładał na to co widzimy przed sobą. Takie odczytanie wiadomości, czy też sprawdzenie tego kto do nas dzwoni i podjęcie decyzji o odbiorze lub odrzuceniu połączenia wydaje mi się być bezpieczniejszym rozwiązaniem, niż obecne teraz na rynku rozwiązania.

Oczywiście Google Glass mogą być wykorzystywane przez kierowców do oglądania zdjęć, sprawdzania sieci społecznościowych czy oglądania śmiesznych z filmów z kotami. Jednak z Google Glass jest/będzie jak z nożem. Może on służyć do ukrojenia kromki chleba lub do zranienia innego człowieka. Pytanie czy prawo powinno ingerować w nasze życie tak daleko?

Równie dobrze można zakazać nawigacji GPS, które pozwalają przecież na oglądanie zdjęć lub filmów. Złe wykorzystanie nawigacji może stworzyć takie samo zagrożenie na drodze jak niewłaściwe użycie Google Glass. Dlatego mam mieszane odczucia.

Stary ban barowy

Ostatnio Ewa pisała o tym, że bar 5 Point w Seattle stał się pierwszym na świecie publicznym miejscem, do którego zakazano wstępu osobom z Google Glass. Ewa poparła tę decyzję, argumentując m.in., że bar, czy też restauracja jest miejscem gdzie ludzie przychodzą, żeby w spokoju zjeść posiłek lub spotkać się ze znajomymi i porozmawiać. Osoby biegające po lokalu i pozujące do zdjęć na tle wystroju knajpki lub wykonujące foto dokumentację wszystkich dań mogą być uciążliwymi towarzyszami romantycznej kolacji odbywającej się przy sąsiednim stoliku.

Ze względu na powyższe sytuacje jak i względy ochrony prywatności właściciel zabronił wstępu w Google Glass.

Teraz zastanawiam się czy słusznie. Przecież Google Glass to nie tylko narzędzie służące do filmowania otoczenia. Przez te sprytne okulary będziemy mogli wykonywać rozmowy lub zarządzać aplikacjami.  Całkowity zakaz z powodu jednej funkcji moim zdaniem jest niesłuszny.

Jesteś "monitoringowany"

W aspekcie Google Glass śmieszy mnie afera robiona wokół tematu bezpieczeństwa. Zarzuca się Google’owi, że tworzy narzędzie, które będzie pozwalało na wideoinwigilację innych osób. Śledzenie danego osobnika z założonymi na nosie okularami będzie nie tylko łatwe, ale również trudne do zauważenia. Google Glass nie rzucają się w oczy tak jak aparat, kamera czy smartfon przygotowany do wykonywania zdjęć lub filmowania.

Czy to jest jednak jakiś problem? Prawda jest taka, że obecnie na każdym kroku jesteśmy monitorowani. Na mieście filmują nas kamery, których właściciele nie są znani. Nie wierzycie? Posłuchajcie wypowiedzi ministra Wojciecha Wiewiórowskiego, który pełni funkcję Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych. W mini wywiadzie dla TVP Wiewiórowski opowiedział o pewnym śledztwie przeprowadzonym przez jedną z gazet. Postanowiono sprawdzić kamery obecne na rondzie Dmowskiego w Warszawie. Okazało się, że 75% obecnych tam kamer monitoringu nie należy do Centrum Bezpieczeństwa Miasta Stołecznego Warszawy. Aż osiem kamer nie zostało zidentyfikowanych, ich właściciele są nieznani.

Za tym “lewym” miejskim monitoringiem mogą stać zarówno osoby prywatne, firmy, koncerny czy nawet "terroryści". Nikt nie kontroluje tak ważnego aspektu, jakim jest bezpieczeństwo mieszkańców Warszawy.

Co więcej obecne prawo polskie nie zezwala miastu na dalsze przetwarzanie i przekazywanie pozyskanego z monitoringu obrazu np. policji. Innymi słowy, system, który kosztuje podatników prawie 14 milionów złotych rocznie działa nielegalnie i w dodatku stanowi tylko 25% wszystkich kamer obecnych w niektórych częściach miasta.

Nie tylko u nas są problemy z monitoringiem miejskim. Oglądałem swego czasu dokument o monitoringu w Londynie. Wielu Brytyjczyków skarżyło się, na to, że padli oni ofiarami kradzieży lub napadów w zasięgu obiektywów kamer miejskiego systemu bezpieczeństwa. Niestety materiał wideo nie zostawał przekazywany przez miasto do organów ścigania. W takim razie po co są te systemy? Bo jak widać, nie zawsze dla podnoszenia poziomu bezpieczeństwa na ulicach.

Podstawowe pytanie

Czy jeżeli w niektórych krajach - zakładam, że Polska nie jest tu wyjątkiem - prawo nie nadąża za zmianami i pozwala na filmowanie na ulicach kogo się chce, przez kogokolwiek z kamerą zamontowaną na słupie, to czy zakazywanie wejścia do baru, czy prowadzenia pojazdu, z ubranym na nos wielofunkcyjnym urządzeniem posiadającym opcję rejestracji obrazu jest w porządku?

Rozumiem, że mnie może filmować kto chce i kiedy chce. Ja jednak filmować nie mogę. Czekam na to, aż bary w których jest monitoring (kto wie, może w klubie 5 Point w Seattle też jest) będą mnie filmowały, ale jednocześnie zabraniały mi wchodzić w Google Glass pod pretekstem ochrony prywatności innych osób.

Czyżby duży znów mógł więcej? Nas monitoruje się często nielegalnymi sposobami, ale gdy Kowalski ubierze okulary to robi się z tego aferę.

PS. Google powinien zdradzić nieco więcej na temat funkcji okularów Google Glass. Bo jak tak dalej pójdzie to produkt zostanie zakazany w wielu miejscach zanim trafi jeszcze na sklepowe półki.

źródła: news.cnet.com, TVP

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst