Tech

Twitter idzie w ślady Google'a - będzie informował które tweety usunął i dlaczego

Amerykańskie prawo dotyczące usuwania treści z Internetu naruszające czyjąś własność intelektualną to względnie dobry kompromis. Różne firmy jednak w różny sposób je interpretują. Twitter postanowił być jak Google: zamiast usuwać bez śladu, będzie zostawiał odpowiednie wyjaśnienia.

DMCA (Digital Millenium Copyright Act)  to ustawa obowiązująca od 1998 w USA zabraniająca tworzenia i rozpowszechniania technologii, przy użyciu których mogą być naruszone cyfrowe mechanizmy ograniczeń kopiowania. Tyle za definicją Wikipedii. Jej działanie w praktyce jest dość proste, pozwalające zachować zdrowy rozsądek w walce z piractwem. Ustawa, w dużym uproszczeniu i w kontekście sprawy, którą będziemy omawiać, , zakłada, że witryna przechowująca treści tworzone przez użytkowników, nie odpowiada za nie. Jednak w momencie, w którym poszkodowana osoba zgłosi do administracji przypadek naruszenia prawa, witryna ta jest zobowiązana do bezzwłocznego ich usunięcia.

Różne portale podporządkowują się wobec niej w różny sposób. Najbardziej otwarty w tej kwestii jest Google. Przestrzega prawa, ale dokładnie informuje co usunął, dlaczego i na czyje żądanie. Inne portale nie są tak sumienne. Najprościej jest usunąć daną treść, zachowując ewentualnie kopię zapasową, i o sprawie zapomnieć. Tak postępował Twitter.

Tyle że ów portal słynie z wolności wypowiedzi. Rzecz jasna, nie można go porównywać do, na przykład, 4chana, ale ogólnie jest on ceniony przez przeróżne grupy etniczne, religijne, odgrywał nieraz niemałą rolę w organizowaniu przeróżnych manifestacji społecznych a nawet politycznych. Usuwanie wpisów bez śladu jakoś tak po prostu nie pasuje.

Dlatego też, od teraz, tweety przestaną znikać. Ich treść będzie jednak usuwana i zastępowana wpisem, wyjaśniającym dlaczego nie jest ona już dostępna. Ma to pozwolić autorowi wypowiedzi na reakcję. Twitter, po zastąpieniu treści wpisu notką o usunięciu z powodu żądania w myśl DMCA, wysyła powiadomienie do autora. Ten może złożyć reklamację i uzasadnić, czemu ów wpis nie powinien zostać usunięty.

Chęci widzę tu dobre, ale nie jestem pewien, czy dobre chęci wiążą się z dobrym efektem. Jak dotąd również istniała możliwość reklamacji. Jeżeli była ona rozpatrzona pozytywnie, tweet wracał na portal. Mniej „transparentne”, ale paradoksalnie też mniej inwazyjne.

Tego typu wpisy mogą być kłopotliwe dla osób publicznych. Nie wszystkie żądania o usuniecie w myśl DMCA są zasadne. Istnieje więc możliwość pomyłki. Wcześniej, tweet znikał, i tylko uważni obserwatorzy to zauważali. Co więcej, nie znali przyczyny usunięcia wpisu. Równie dobrze, sam autor mógł to zrobić. Teraz pojawia się odpowiednia informacja.

Mi to rybka. Nie tylko dlatego, że nie publikuję informacji mających jakikolwiek związek z tematem, a przede wszystkim dlatego, że promuję się wyłącznie za pomocą swoich tekstów. Są jednak dużo „bardziej publiczne” osoby. Na przykład politycy. Potencjalny wyborca wchodzi na profil danego polityka, widzi w jego strumieniu wpisów informację o usunięciu „pirackiego” wpisu, myśli „złodziej!!!” po czym zmienia decyzję o swoim poparciu. Przykładów tego typu można wymyślać na pęczki.

Twitter postąpił słusznie, z logicznego punktu widzenia. Problem w tym, że wszyscy internauci znają się na amerykańskim prawie. I mogą te działania zrozumieć opacznie. Jestem ciekaw pierwszych reakcji.

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst