Tech

Udział Linuksa rośnie? Tak, i oby trend się utrzymał

196 interakcji
dołącz do dyskusji

Od co najmniej kilku lat każdy kolejny rok ma być “rokiem Linuksa”. Żaden nie jest. I nic nie zapowiada, żeby w końcu te bardziej życzenia, niż obietnice, się ziściły. Według Net Applications od lipca do grudnia 2011 roku udział Linuksa w rynku systemów desktopowych stabilnie wzrósł od 0,97% do 1,41%. Ile badań, tyle danych, jednak te od Net Applications wydają się być wiarygodne. Udział Linuksa wciąż jest mały, jednak wzrost w ciągu pół roku robi wrażenie. Ale nie ukrywajmy – 2012 nie będzie rokiem Linuksa. Za to Linux może mieć całkiem sensowny rok zwłaszcza, jeśli utrzyma trend wzrostowy (ciężko w to jednak wierzyć).

Jeśli jednak tak by się stało, to do końca 2012 roku Linux miałby 3 procent udziału w rynku desktopów. Choć to mało realne, to kto wie? Skąd w ogóle wziął się taki wzrost? Z pewnością wpływ ma tu kilka czynników – najważniejszymi są ekspansja w biznesie, a z punktu widzenia rynku konsumenckiego… Ubuntu i jego mocna ekspansja, w dodatku w porozumieniu z Dellem, zwłaszcza w Chinach. Myślenie życzeniowe każe mieć nadzieję, że Linux będzie rósł, bo rynkowi potrzeba trzeciego sporego gracza na masowym rynku.

Bo faktem jest, że systemy nie tylko desktopowe dążą do coraz większego zamknięcia we własnych ekosystemach. Mamy w perspektywie Windows 8, który ma przynieść integrację z chmurą, Windows Phone’em, Xboksem i wszystkimi usługami Microsoftu. Mamy OS X, który największy sens ma w przypadku poruszania się w ekosystemie Apple. Oba te systemy będą dążyły do tego, żeby utrzymywać użytkownika u siebie i skłaniać do kupowania urządzeń w w ramach ekosystemu. Nawet Chrome OS, czyli na razie niszowy system chmurowy od Google, celuje w promocje usług Google’a.

Systemy próbują wyjść naprzeciw potrzeb użytkowników tych niewprawionych i niezorientowanych, dając im jak najprostsze narzędzia. Głosy bardziej zaawansowanych konsumentów wskazują jednak na to, że taki trend nie do końca może się podobać. Użytkownik staje się coraz bardziej przedmiotem, za którego się myśli.

Takie Ubuntu czy GNOME 3, chociaż też starają się wyjść naprzeciw oczekiwaniom przeciętnych ludzi, pozostawiając mimo wszystko możliwość wyboru. To idealistyczna strona Linuksów, która może być tak zwanym czarnym koniem i odpowiedzią na potrzeby mniejszej, choć bardziej wymagającej grupy odbiorców.

Tej grupy, która chciałaby bardziej elastycznego, choć prostego w obsłudze systemu dającego podstawowe możliwości wyboru. Konkurencja zawsze jest dobra, więc wszyscy powinniśmy trzymać kciuki, by Linux rósł, nawet jeśli nie w tempie podawanym przez Net Applications, to jednak rósł na rynku konsumenckim.

A rok Linuksa? Pewnie jeszcze poczekamy i nie wiadomo, czy w ogóle się doczekamy. Jednak stabilne 3-4% rynku, czyli tyle, ile jeszcze niedawno miał OS X, byłoby zdrowe dla nas wszystkich.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst