System kaucyjny ma jedną zaletę. Nadrobiłem podcasty
Jestem mimowolnym uczestnikiem systemu kaucyjnego i czuję się jak posiadacz elektrycznego samochodu. Na szczęście mamy podcasty.

System kaucyjny budzi emocje, często sprzeczne i to w tych samych ludziach. Wiem to po sobie. Tak jak co do zasady popieram inicjatywy, których celem jest ograniczenie negatywnego wpływu działalności człowieka na środowisko naturalne, tak implementacja tego pomysłu mogłaby być lepsza. Dziś przypomina mi groźby wobec piratów, którymi raczeni byli właściciele legalnych DVD.
Zazdrościłem systemu kaucyjnego zachodnim sąsiadom, a teraz wkurzam się, że muszę w domu składować powietrze, bo butelek po mineralnej ani puszek nie można teraz zgniatać (podczas gdy do zgniatania ich byłem kondycjonowany przez ostatnie trzy dekady). Do tego kaucjomaty powinny być stawiane nie tylko w sklepach, ale również, a może przede wszystkim, przy altankach śmietnikowych.
No i maszynom nie można ufać.
Ja wiem, że system kaucyjny dopiero co się pojawił, ale zwracanie opakowań po napojach to jak upierdliwa gra w ruletkę, a jego twórcy dostrzegają nie te problemy, które powinni. Często spotykam się z sytuacją, iż butelkomaty i puszkomaty, tak po prostu, nie działają. Problem z ich awaryjnością musi być przy tym powszechny - niektóre punkty usługowe czekają na przyjazd serwisantów tygodniami…
Do tego sprzedawcy w sklepach, gdzie maszyn nie ma, często odmawiają przyjęcia puszek i butelek, mimo że nalepka na drzwiach informuje o tym, że dana placówka takowe przyjmować powinna. Do tego czasem jesteśmy świadkami tego, że system kaucyjny naprawdę działa, gdy osoba w kolejce przed nami przyniosła ze sobą akurat tego dnia o tej porze kilka dużych czarnych worków pełnych opakowań.
Osobnym problemem jest to, iż pod kaucjomatami bywa… brudno. Z przewracających się puszek wyciekają resztki coli, soków i piwa, tworząc breję akurat w miejscu, w którym trzeba stanąć, aby zwrócić swoje opakowania. Nie w każdym sklepie pracownicy mają czas, by na bieżąco sprzątać - ale ich nie winię, bo i tak muszą teraz poświęcać czas na latanie z workami na zaplecze, gdy maszyna się zapełni.
A co mają wspólnego system kaucyjny i samochody elektryczne?
Przede wszystkim to, że w imię ekologii zmuszeni jesteśmy rozwiązywać problemy, których wcześniej nie mieliśmy. W przypadku aut elektrycznych, które ładują się znacznie dłużej, niż trwa zatankowanie baku, ich zwolennicy szafują argumentem, iż „w czasie ładowania mogą zjeść obiad, pooglądać seriale lub posłuchać podcastu”. Idąc oddać puszki i butelki, muszę wychodzić z tego samego założenia.
Wczoraj, z zegarkiem w ręku, czekałem bite 20 minut, aż osoba przede mną skończy wrzucać przyniesione opakowania - chyba biła rekord. Z jednej strony cieszy, że fura śmieci nie trafiła do lasu, ale proces wydłużał fakt, iż część z opakowań nie miała kodów, inne były nieco zgniecione i trzeba było je do maszyny wkładać kilkukrotnie, a w przypadku butelek trzeba było je najpierw… nadmuchać.
Czytaj inne nasze teksty poświęcone systemowi kaucyjnemu:
Na szczęście nauczyłem się już, że jak teraz idę do sklepu na zakupy, a przy okazji odnoszę do niego śmieci, to muszę rezerwować sobie po prostu znacznie więcej czasu, niż do tej pory. Do tego czekanie, aż współobywatele zwrócą swoje puszki i butelki to dobry moment na to, by stanąć z boku i albo oddać się zadumie, albo puścić sobie jakiś zaległy podcast.
Tylko z tymi obiadami gorzej, bo jak pójdę coś zjeść, to miejsce w kolejce mi ucieknie.



















