REKLAMA

Wrzucasz worek butelek i masz kaucje od razu. Ten kraj zrobił to lepiej

Polskie butelkomaty frustrują powolnym działaniem i błędami. Kraje nordyckie pokazują, że wrzucenie całego worka opakowań na raz drastycznie podnosi wygodę i zyski sklepów.

Wrzucasz worek butelek i masz kaucje od razu. Ten kraj zrobił to lepiej
REKLAMA

Stoisz przy automacie do butelek jak przy wyjątkowo powolnym bankomacie. Wkładasz pierwszą sztukę - maszyna mieli, myśli, warczy, w końcu łaskawie ją przyjmuje. Następuje chwila przerwy, bo sprzęt musi odetchnąć. Wkładasz drugą i znowu pauza, połączona z szumem, jakby urządzenie przeliczało bilans całej gospodarki odpadami. Już po kilku sztukach zaczynasz czuć się bardziej jak operator linii produkcyjnej niż klient robiący coś pożytecznego dla środowiska.

REKLAMA

Potem przychodzi ten klasyk: trzecia butelka odrzucona, czwarta wywołuje komunikat o nieobsługiwanym kodzie kreskowym. Przekręcasz, prostujesz, próbujesz jeszcze raz. Automat uparcie wypluwa ci śmieci. W pewnym momencie odpuszczasz, pakujesz część opakowań z powrotem do torby na później i wychodzisz z poczuciem, że recykling w praktyce to bardziej kara niż nagroda.

Nordycki sposób na całe worki śmieci

A tymczasem w Finlandii, Norwegii czy Danii zrobienie czegoś dobrego dla planety nie stanowi uciążliwego obowiązku, lecz codzienny nawyk, równie naturalny jak zrobienie zakupów. 

REKLAMA

W marketach stoją świetne maszyny - np. TOMRA R1. To duże, zamknięte szafy do recyklingu, w których zamiast żmudnego wkładania każdej sztuki z osobna, dosłownie wlewasz zawartość całego worka pustych butelek i puszek jednocześnie.

REKLAMA

Zasada działania pozostaje genialnie łatwa: otwierasz dużą klapę, wsypujesz zawartość, zamykasz, a automat sam zaczyna liczyć, skanować i sortować opakowania według rodzaju materiału oraz systemu kaucji. Jako konsument nie dotykasz już żadnej pojedynczej butelki, nie czekasz na przemielenie każdej sztuki z osobna. Po chwili podchodzisz do ekranu, odbierasz kupon z naliczoną kwotą i idziesz na zakupy. 

Taki model został zaprojektowany tak, by przyjąć ponad 100 opakowań w jednym cyklu. Przy takiej liczbie zwrot przebiega nawet pięciokrotnie szybciej niż w klasycznych urządzeniach, gdzie wsuwamy butelkę po butelce.

REKLAMA

REKLAMA

Automatyzacja radykalnie zmienia nawyki klientów

Ten rodzaj automatyzacji całkowicie zmienia sposób myślenia o zwrocie surowców. Wrzutowe maszyny okazały się magnesem na klientów. 

Niektóre markety raportowały wzrost liczby wizyt recyklingowych o około jedną trzecią i nawet o kilkadziesiąt procent więcej zebranych opakowań po instalacji sprzętu. Potwierdza to jasno, że wygoda przekłada się bezpośrednio na realne wyniki systemu kaucyjnego.

REKLAMA

W krajach z rozwiniętymi systemami kaucyjnymi, wydaje mi się że automaty tego typu stanowią już standard w większych supermarketach. Działają one z powodzeniem w Norwegii, Szwecji, Finlandii, Niemczech, Danii czy Holandii. W Niemczech i Danii mechanizmy kaucji pozwalają odzyskać ponad 90 procent nadających się do recyklingu butelek oraz puszek z rynku. 

Z perspektywy klienta to kolejny punkt na mapie sklepu. Tak jak wiesz, gdzie leży pieczywo, tak samo wiesz, gdzie stoi maszyna, do której przychodzisz z workiem po napojach.

Gdzie wygoda w Polsce?

Wyobraźmy sobie, że duże sieci handlowe w Polsce - Biedronka, Lidl, Auchan czy Kaufland - montują podobne wrzutowe automaty przy wejściu. Nie musiałbyś trzymać pustych butelek w garażu, pakować ich do auta i bawić się w misterne wpychanie po jednej sztuce, modląc się, żeby maszyna nie padła przy przedostatniej. Wystarczyłoby wsypać worek, wziąć kupon i z satysfakcją pójść w stronę półek z zakupami.

REKLAMA

Największą siłą tego rozwiązania pozostaje komfort. Zmiana zachowań zaczyna się wtedy, gdy ekologia staje się wygodna - gdy nie wymaga cierpliwości świętego, tylko zajmuje mniej czasu niż wizyta przy bankomacie. Technologia, która to umożliwia, istnieje i od lat działa bezbłędnie kilka tysięcy kilometrów na północ od nas. 

Skoro tamtejsze sklepy potrafią wznieść poziom zwrotów do ponad 90 procent, naprawdę nie ma powodu, byśmy w Polsce dalej udawali, że wprowadzenie takich ułatwień pozostaje niemożliwe. Chyba, że pieniądz stanie nam na drodze, plus miliun operatorów.

Oliwier Nytko
Redaktor
REKLAMA
REKLAMA