Wars tłumaczy się z kasy z kaucji. "Wasze pieniądze wspierają system"
Woda czy napój kupiony w pociągu jest objęty kaucją, ale zwrotu nie otrzymamy w wagonie restauracyjnym. Trzeba szukać butelkomatu już po dotarciu albo pożegnać się z 50 gr.

Na ten problem z punktu widzenia pasażera zwracał niedawno Oliwier:
Po wypiciu napoju pozostają dwie możliwości: wyrzucić butelkę do kosza w pociągu lub na stacji docelowej albo zabrać ją ze sobą i oddać później w sklepie objętym systemem kaucyjnym. Paradoks jest tym większy, że jeszcze chwilę wcześniej ta sama butelka była bez problemu przechowywana w wagonie jako towar. Dopiero gdy staje się pustym opakowaniem, pojawia się argument o braku miejsca lub możliwości przyjęcia zwrotu
Podobnie jest na lotniskach. Sklep pobiera kaucję, ale opakowania podróżny zwrócić nie może, bo punkt jest za mały, aby być miejscem zbiórki. Taki obowiązek nakładany jest na wszystkie sklepy powyżej 200 m2, które oferują napoje w opakowaniach objętych systemem kaucyjnym. Chętni mogą dołączyć - i na taki krok zdecydowała się m.in. Żabka – ale nie muszą.
Jeżeli zaś chodzi o restauracje czy kawiarnie, to sprawa wygląda następująco. Resort klimatu i środowiska wyjaśniał:
W przypadku sprzedaży na miejscu (np. napoju spożywanego w lokalu czy przelanego do szklanki) nie będzie wymagane pobieranie kaucji, ponieważ opakowanie nie opuszcza lokalu. Wtedy punkt gastronomiczny będzie mógł samodzielnie zwrócić dane opakowanie do punktu zbiórki. Jeśli klient postanowi zabrać opakowanie z napojem ze sobą, to wtedy lokal gastronomiczny, czyli sprzedający, powinien pobrać od niego kaucję.
Przy czym restauracja zwrotu kaucji nie wyda, bo nie jest punktem zbiórki.
Wars wręcza butelkę podróżnym, więc później to oni muszą martwić się, co dalej
Jeżeli wracacie do domu, nie jest to może aż tak wielki problem. W końcu wystarczy schować opakowanie do torby czy plecaka i wyrzucić go później do automatu w sklepie podczas codziennych zakupów.
Nieco inaczej jest w przypadku turystów. W końcu ciesząc się wolnym czasem raczej nie chcemy przeznaczać go na spacery po sklepach. Gdyby automaty kaucyjne były na każdym kroku, byłoby nam nieco łatwiej, ale póki co jest jak jest.
Broniąc systemu kaucyjnego uznaję, że 50 gr w przypadku wody kupowanej w wagonie restauracyjnym czy szczególnie na lotnisku to akurat najmniej boląca dopłata. Zwykle tego typu napoje są dużo droższe niż w tradycyjnych sklepach, więc automatycznie obrywamy po kieszeni. Najlepszym rozwiązaniem jest zabieranie w trasę butelki wielorazowej i korzystanie np. z poidełek, które znajdziemy na lotniskach czy coraz częściej na dworcach i innych miejscach publicznych. Kaucja jest dodatkowym pretekstem do zmiany nawyków.
Wars tłumaczy się z butelek w pociągach
W komunikacie opublikowanym w mediach społecznościowych Wars podziękował za zakupy i przypomniał, że butelkę można zwracać w punktach zbiórki. Zapewniono przy okazji, że kaucja nie jest dochodem. Wars przekazuje ją do operatora systemu kaucyjnego.
Wars nie zatrzymuje zużytych butelek – są dalej przetwarzane przez recykling. Czyli wasze 50 groszy wspiera recykling i ochronę środowiska. My w tym pomagamy, ale nie zarabiamy - podkreślono.
W praktyce nieodebrana kaucja faktycznie wspiera system kaucyjny
W rozmowie z Portalem Spożywczym Andrzej Gantner, dyrektor i wiceprezes Polskiej Federacji Producentów Żywności, wyjaśniał, że zgodnie z ustawą "środki z nieodebranej kaucji, które pozostają w dyspozycji operatora systemu kaucyjnego, w całości muszą zostać przeznaczone na rozwój tego systemu".
- Oznacza to, że sto procent tych pieniędzy pozostaje w systemie kaucyjnym. Rozwój obejmuje między innymi rozbudowę infrastruktury logistycznej opartej zarówno na automatach jak i zbiórce manualnej, infrastruktury transportowej i centrów rozliczeniowych. Za inwestycję w rozwój systemu należy również uznać kampanie edukacyjne skierowane do konsumentów – dodał.
Gdyby Wars w teorii dobrowolnie zechciał przystąpić do systemu kaucyjnego, jak uczyniła to np. Żabka, istniałoby ryzyko, że nagle wagon restauracyjny zostałby zasypany zwracanymi opakowaniami. I to nie tymi od klientów, ale od wszystkich. Wprawdzie trudno wyobrazić sobie scenariusz, że ktoś idzie z workiem butelek i puszek na dworzec, czeka na pociąg, wskakuje do wagonu i oddaje swoje opakowania, ale… w teorii mogłoby się tak zdarzyć. Zresztą wystarczyłoby, aby każdy podróżny zwrócił butelkę wniesioną na pokład, a mały wagon gastronomiczny wypełniłby się plastikiem.
W idealnym świecie rozwiązaniem byłyby butelkomaty stojące na dworcach
I być może takich się doczekamy. Wystarczy maszyna, która jak w Ikei nie drukuje kuponu, a oddaje pieniądze bezpośrednio na konto. Póki co trzeba szukać na miejscu punktu zbiórki – a dyskonty czy Żabki wkraczają na dworce, więc to jest jakaś pociecha – albo uznać, że dokłada się 50 gr do wsparcia systemu kaucyjnego.
Najlepiej zaś po prostu brać własne picie w opakowaniach wielorazowych.
Zdjęcie główne: Hale Wistantama / Shutterstock



















