REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. Technologie

Zegarek pełen zaskoczeń. Huawei Watch GT Runner - recenzja

Kiedy odbierałem testowy egzemplarz Huawei Watch GT Runner, spodziewałem się, że będzie to po prostu kolejny smart zegarek z dodanymi kilkoma funkcjami sportowymi i sportową nazwą. Rzeczywistość okazała się jednak - na szczęście - zupełnie inna.

Zegarek pełen zaskoczeń. Huawei Watch GT Runner - recenzja
REKLAMA

Huawei Watch GT Runner - co trzeba o nim wiedzieć na start?

REKLAMA

Że kosztuje 1299 zł (i teraz przy zakupie dostaniemy jeszcze w promocji głośnik) - to tak na sam start startów.

Poza tym Huawei Watch GT Runner ma kopertę o wymiarach 46,4 x 46,4 x 11 mm, masę (bez paska) 38,5 g, wyświetlacz AMOLED 1,43" o rozdzielczości 466x466 pikseli, NFC, Bluetooth, 4 GB wbudowanej pamięci, żyroskop, akcelerometr, kompas, pulsometr, barometr, wielozakresowy system lokalizacji, głośnik i mikrofon, a do tego jest odporny na zalanie i można w nim pływać (klasa szczelności 5 ATM).

Zegarek współpracuje przy tym z telefonami z Androidem, Harmony OS i iOS (w takiej parze był testowany), przy czym sam pracuje pod kontrolą Harmony OS.

I teraz można przejść do zaskoczeń, niezaskoczeń i mniejszych czy większych rozczarowań.

Zaskoczenie numer 1: Huawei Watch GT Runner jest fenomenalnie lekki

Jak na zegarek z ekranem o przekątnej 1,43", te 38,5 g jest naprawdę dobrym wynikiem. Bez problemu można go nosić na ręce zarówno podczas treningu, jak i przez cały dzień - włącznie ze snem - nie obawiając się o zmęczenie nadgarstka. Nawet dość specyficzna i rozbudowana konstrukcja, do której montowane są paski, nie wpływa na to doświadczenie negatywnie.

Z drugiej strony nie każdemu musi odpowiadać fakt, że całość wykonana jest z tworzywa sztucznego, nawet jeśli jest to "wytrzymałe włókno polimetrowe" wykorzystane w celu poprawienia jakości lokalizacji. Coś za coś - na szczęście zegarek wykonano tak, że o taniości w dotyku raczej nie ma mowy.

Zaskoczenie numer 2: da się tym sterować bez dotykania ekranu.

Tylko w pewnym zakresie, ale szczęśliwie jest to zakres wystarczający w momentach, kiedy taka przyciskowa obsługa jest najbardziej potrzebna. Może teraz gdy robi się ciepło, tego nie docenimy, ale zimą, kiedy raczej biega się w rękawiczkach - już tak.

Huawei Watch GT Runner wyposażono w dwa przyciski - oba umieszczone po prawej stronie - z czego jeden, górny, pełni także rolę obrotowej koronki, umożliwiającej nawigację po menu. Jego wciśnięcie powoduje albo otwarcie menu aplikacji (jeśli jesteśmy na ekranie głównym), powrót do ekranu głównego (jeśli jesteśmy innym miejscu), albo zapauzowanie aktywności (jeśli włączona jest rejestracja).

Dolny przycisk jest natomiast skrótem do aplikacji treningowych i rejestracji aktywności, jednocześnie - w menu aplikacji sportowych - potwierdzający wybór. Przykładowo scenariusz zimowego biegania w rękawiczkach może wyglądać tak: wciskamy dolny przycisk, koronką przekręcamy "kursor" na "Bieganie na dworze", potwierdzamy wybór dolnym przyciskiem, czekamy, aż znaleziona zostanie lokalizacja i ponownie wciskamy dolny przycisk. I biegniemy, nie dotykając ani razu wyświetlacza. W trakcie biegu z kolei dolny przycisk służy do przewijania ekranów danych.

Skomplikowane? Niestety trochę tak. Już widać, że każdy z tych dwóch przycisków pełni inne funkcje w zależności od tego, w którym miejscu menu się znajdujemy. I tak przykładowo nie możemy wybrać z niesportowej listy aplikacji żadnej z pozycji przez naciśnięcie dolnego przycisku - dotknięcie go zawsze wprowadzi nas do menu aplikacji sportowych. Nie ma też dedykowanego przycisku powrotu - do tego służy gest na ekranie.

Po pewnym czasie można się wprawdzie do tego przyzwyczaić i docenić te przyciski, ale chyba łatwiej byłoby dodać po prostu 1-2 przyciski i rozdzielić elegancko start/pauzę od powrotu.

Jeśli natomiast nie zależy nam przesadnie na obsłudze z poziomu przycisków, to nie będzie na co narzekać. Ekran nie tylko jest piękny i piekielnie jasny, ale i świetnie reaguje na dotyk.

Zaskoczenie numer 3: czujnik tętna? Trenażer? Pomiar mocy? Zapraszam.

W przypadku wielu zegarków lista akcesoriów, które można systemowo - a nie w pojedynczych aplikacjach - podłączyć bezpośrednio do zegarka, jest często mocno ograniczona. Tutaj można trochę poszaleć.

Przede wszystkim możliwe jest podłączenie zewnętrznych czujników tętna - o ile komunikują się one ze światem przez Bluetooth (ANT+ odpada). Połączenie jest przy tym realizowane z poziomu systemu i akcesorium jest identyfikowane dokładnie jako czujnik tętna, łącząc się przy następnych okazjach automatycznie i pełniąc nadrzędną rolę nad wbudowanym w zegarek czujnikiem tętna. Jeśli więc ktoś nie lubi pomiarów z nadgarstka - proszę bardzo.

Z ciekawości i bez większych nadziei spróbowałem podłączyć też do Huawei Watch GT Runner miernik mocy Garmina i... zadziałało to bez najmniejszych problemów. Nawet w profilu sportowym Rower podczas aktywności miałem wyświetlone odpowiednie dane, które trafiły również do podsumowania:

Z mniej przyjemnych rzeczy - z jakiegoś powodu Huawei Watch GT Runner nie pobiera z czujnika mocy danych dotyczących kadencji. Mam tam w podsumowaniu równe 0 i koniec.

Co do trenażera - nie ma opcji sterowania nim. Jest za to opcja odczytywania i zapisywania pomiaru mocy.

Zaskoczenie numer 4: plany treningowe i ocena aktywności

Ale takie prawdziwe plany treningowe, dopasowane do celów, z opcją bycia ocenianym przez wirtualnego trenera, synchronizacją z zegarkiem, instrukcjami treningowymi w trakcie biegu, przewidywaniem rezultatu na bazie dotychczasowych treningów i tak dalej. Ach, i teoretycznie z możliwością tworzenia własnych treningów, chociaż przekopałem się przez całą aplikację na iOS i takiej opcji niestety nie znalazłem (z poziomu zegarka można ustawić podstawowe interwały). Nie ma też opcji synchronizacji zegarka z zewnętrznymi platformami treningowymi.

Jeśli natomiast chodzi o systemowe plany treningowe, to przygotowywane są w oparciu głównie o krótką ankietę prowadzoną w formie niby-czatu, który ma określić mniej więcej, na co możemy sobie pozwolić i czego oczekiwać. Nie ma się co przy tym sugerować powyższym "ograniczeniem" do 49 min na 10 km - jeśli podamy inne, lepsze dane wejściowe, nasz maksymalny próg będzie przesuwany dalej i dalej.

Nie podejmę się oceny jakości tych planów treningowych, ale wyglądają dość bezpiecznie i standardowo, a do tego elegancko synchronizują się z zegarkiem i dobrze informują o tym, co należy robić, w trakcie treningu. Oczywiście nie trzeba zabierać ze sobą telefonu - wystarczy sam zegarek.

PS Profili sportowych jest tyle, że wbrew nazwie GT Runner nadaje się nie tylko do biegania. Jest tutaj właściwie wszystko, wliczając w to rower, pływanie czy górskie wędrówki. Ba, jest nawet tryb triathlonu (niestety z kolejnością aktywości ustawioną na sztywno). I tutaj ciekawostka - dolny przycisk w tym trybie po raz kolejny zmienia funkcję i tym razem kończy daną aktywność, aktywuje fazę przejścia, potem kończy fazę przejścia, zaczyna nową aktywność i tak dalej.

Huawei Watch GT Runner zasypie nas też tonami informacji na temat naszej kondycji.

I nie przesadzam ani trochę - jest tutaj właściwie wszystko, do czego przyzwyczaiły nas zegarki z najwyższej półki. Status treningu, obciążenie, wskaźnik zdolności biegowych, pułap tlenowy, próg mleczanowy i sugerowany czas odpoczynku.

Do tego jeszcze dochodzą codzienne statystyki, takie jak sen, tętno i tętno spoczynkowe, saturacja krwi tlenem czy stres. Wszystko jest w przystępny sposób opisane i wytłumaczone, chociaż niektóre elementy można trochę doszlifować - przykładowo po co czas odpoczynku podawany jest z dokładnością co do sekundy? Nie ma w tym najmniejszego sensu, szczególnie biorąc pod uwagę, że jest to parametr czysto szacunkowy i orientacyjny.

Pozostaje jeszcze kwestia tego, na ile te wszystkie pomiary są zgodne z rzeczywistością. I tutaj pojawia się mały problem - trudno jest porównać te parametry, biorąc pod uwagę fakt, że niemal każdy producent stosuje inne sposoby kalkulacji albo nawet decyduje się na inne parametry.

Z takich luźniejszych obserwacji:

  • VO2max było początkowo - w porównaniu do innych urządzeń - bardzo mocno niedoszacowane. Po kilku aktywnościach dobiło do oczekiwanego poziomu, co jest akurat dość spodziewane.
  • Ocena wydajności/stresu treningowego - przeważnie była o kilka dziesiątych punktu niższa niż na urządzeniach Garmina, ale trzeba przyjąć, że mogą być to odrobinę inne metryki. Odczucie ogólne - raczej zgodne z rzeczywistością.
  • Indeks biegowy - niższy, niż pokazuje Polar, ale ponownie - trudno mi stwierdzić, czy to jest ten sam parametr, liczony w ten sam sposób.
  • tętno spoczynkowe - mniej więcej zgodne z tym z innych urządzeń,
  • tętno mierzone stacjonarnie - zgodne z innymi urządzeniami,
  • saturacja mierzona w idealnych warunkach (bezruch) - zgodna z innymi urządzeniami,
  • bonus - można ustalać ręcznie strefy tętna albo zdać się na automat (według tętna spoczynkowego albo progu mleczanowego). Można też ustawiać osobne strefy tętna dla różnych aktywności (!) i osobno ustalać alerty zbyt wysokiego tętna.

To może przejdźmy do rzeczy, które da się trochę lepiej porownać i zmierzyć:

Huawei Watch GT Runner - z pomiarem tętna jest taki jeden drobny problem...

Nie trzeba się ukrywać w cieniu. Ekran Huawei Watch GT Runner jest bardzo jasny i dobrze widoczny w słońcu. Może być też zawsze włączony.

Że nie jestem w stanie porównać go z wynikami z innych urządzeń. Aplikacja Huawei Zdrowie nie pozwala eksportować z niej treningów w żadnej formie, a jedynie synchronizować je z dwoma usługami zewnętrznymi (jeśli nie liczyć Zdrowia od Apple) - Komootem i aplikacją Running od Adidasa. I... do żadnej z nich nie są wysyłane dane dotyczące pomiaru tętna. Serio. Nie dość, że nie pochwalimy się treningiem przed znajomymi np. na Stravie (czy gdziekolwiek indziej), to jeszcze jedynym sposobem, żeby porównać pomiar tętna, jest patrzenie się na ekrany w trakcie treningu i sprawdzanie, czy pokazują to samo.

I jeśli przyjąć taki sposób porównania, to... jest ok. Kształt wykresu w aplikacji Huawei Zdrowie też jest prawidłowy. Ale na ile on jest prawidłowy-prawidłowy - tego nie jestem w stanie stwierdzić.

Ciekawostka: ekrany danych MOŻNA edytować. Niestety dopiero po wejściu do aktywności, a nie np. z poziomu aplikacji na telefonie (przynajmniej na iOS).

Tyle dobrego, że jeśli dane z wbudowanego czujnika tętna nie będą nam odpowiadać "na oko", to możemy podpiąć zewnętrzny. Więc w zasadzie jest git.

Natomiast opcji bardzo ograniczonej synchronizacji na zewnątrz nie jestem w stanie do końca przeżyć - w końcu jeśli kiedyś np. zmienimy zegarek, to co z naszymi historycznymi treningami? Trochę szkoda, tym bardziej że ten problem aplikacji Huawei Zdrowie występuje od dawna.

Huawei Watch GT Runner - jak jest z GPS?

Tak, kompas też jest.

A raczej z lokalizacją, a nie samym GPS, bo Huawei Watch GT Runner obsługuje właściwie wszystkie systemy lokalizacji, o jakich słyszał świat. Jak jest jednak w praktyce?

Dobrze, może nawet bardzo dobrze, ale nie idealnie. Przy czym od razu zastrzeżenie podobne do tego z poprzedniego punktu - nie można wyeksportować z GT Runnera "czystego" pliku z zapisem trasy, więc mam do dyspozycji tylko to, co przeszło przez co najmniej jedną synchronizację. Ale co poradzić.

Jeśli chodzi o dobre strony lokalizacji w Huawei Watch GT Runner, to faktycznie w trudnych warunkach potrafi sobie poradzić naprawdę dobrze. Przykładowo w dość gęstym lesie nie dość, że szybko znajduje lokalizację, to jeszcze płynnie trzyma się trasy bez skakania, charakterystycznego np. dla lokalizacji w telefonie. Poniżej np. widać, że ślad iPhone'a 12 czy Fenixa są dość mocno rwane, z kolei GT Runner trzyma się dużo lepiej i widać to też po tempie chwilowym. Nie jest to przy tym jakoś specjalnie wygładzony ślad, bo widać, że też miejscami delikatnie odbija na boki, ale nie aż tak:

I jeszcze jeden fragment, trochę bliżej ściany lasu:

I jeszcze jeden, tym razem już po wejściu w las:

Jest natomiast miejsce, gdzie zegarek Huawei niestety zdecydowanie przesadza z korektą trasy, żeby ładniej wyglądała, a są to - jak zresztą widać już na powyższym obrazku - zakręty. Sprawdziłem na wszelki wypadek w aplikacji Huawei i nie - to nie kwestia któregoś eksportu. Tak to po prostu wygląda według firmy:

Co z kolei prowadzi do innych problemów, które widać przy wyższej zabudowie. Fenix 7X poradził sobie tutaj właściwie wzorowo, natomiast Huawei Watch GT Runner pościnał tutaj zakręty tak, żeby ładnie wyglądało na ogólnej mapce, ale odbyło się to niestety kosztem faktycznej dokładności. Z drugiej strony - poszło mu mimo wszystko trochę lepiej niż Fenixowi 6X.

Żeby też oddać mu trochę sprawiedliwości - przy biegu wzdłuż bloków Huawei pokazał prawidłową trasę, natomiast 7X uciekł na drugą stronę ulicy. Za to na końcu Watch GT Runner znowu pościnał sobie zakręt.

I to samo zrobił tutaj:

Mam przy tym wrażenie, że tego ścinania kompletnie nie musi być i jest to kwestia czysto programowa, polegająca na tym, że ktoś chciał mieć ładny wykres trasy, taki w stylu Apple'a, ale jednocześnie funkcjami stara się rywalizować z Garminem i podobnymi producentami. Jestem za tym, że czas już najwyższy określić się, w którą stronę się zmierza, bo... wtedy będzie po prostu lepiej.

Co do samej dokładności wskazywanego dystansu - w większości zestawień łączny dystans był zbliżony do tego z... Fenixa 6X, pomimo tego, że miescami wskazania były dużo lepsze, i niższy od najdokładniejszego w zestawieniu Fenixa 7X. Niestety taki najwyraźniej jest koszt obcinania zakrętów. Może i nie była to przeważnie wielka rożnica, ale jednak była.

Przy okazji - można na Huawei Watch GT Runner korzystać z nawigacji, przy czym jest to typowa nawigacja po kresce, bez podkładu mapowego. Trasy możemy importować albo bezpośrednio z Komoota, albo z plików przechowywanych w pamięci urządzenia. Do wyboru w trakcie podróży mamy jeszcze nawigację powrotną (po tej samej trasie) albo powrót do startu po linii prostej.

Huawei Watch GT Runner - akumulator

Według producenta starczy na 14 dni, ale według mnie - bliżej mu do 10 dni w trybie z włączaniem ekranu po podnoszeniu nadgarstka i regularnym monitorowaniu aktywności, co i tak jest dobrym wynikiem. Podczas treningu co godzinę znika około 3 proc. naładowania - nie bałbym się więc pójść z GT Runnerem na ultramaraton - o ile nie trwałby grubo ponad dobę.

Szkoda tylko, że nie ma żadnych ustawień, które pozwoliłyby dodatkowo wydłużyć czas pracy na jednym ładowaniu, jeśli mamy ochotę na naprawdę ekstremalnie długie aktywności. Mniej agresywne pobieranie lokalizacji? Rzadsze próbkowanie tętna? Nic z tych rzeczy - jest jeden tryb i to tyle.

A czy coś jest nie tak z Huawei Watch GT Runner?

Jest kilka takich rzeczy, choć to głównie drobnostki - choć czasem irytujące. Lecimy:

  • aplikacja Huawei Zdrowie na iOS jest miejscami koszmarnie niechlujnie przetłumaczona - czasem są chińskie znaczki, czasem jakieś losowe znaczki,
  • UI na telefonie też można byłoby miejscami odrobinę podszlifować,
  • edycja pól danych w aktywnościach powinna być możliwa z poziomu aplikacji/ustawień, a nie dopiero po uruchomieniu aktywności,
  • raz zdarzyła się sytuacja, w której nawigacja "zawiesiła się" i wskaźnik zmieniał swoją lokalizację na trasie dopiero w momencie, kiedy oddaliło się i przybliżyło mapę,

I... to właściwie tyle z rzeczy, na które nie narzekałem w poprzedniej części.

A coś jest dobrego, o czym nie wspomniałem?

Chociażby możliwość prowadzenia rozmów z poziomu zegarka, realizowana na poziomie jak najbardziej wystarczającym. Poza tym na jakieś bonusowe punkty zasługuje na pewno płynność działania systemu i ładne animacje - aż przyjemnie się z niego korzysta.

Ach, no i jeszcze możemy zgrać do pamięci zegarka muzykę i słuchać jej w trakcie treningu. Również bez telefonu - ale będą nam potrzebne oczywiście słuchawki Bluetooth.

To jaki jest Huawei Watch GT Runner?

Pod wieloma względami - naprawdę dobry. Ma piękny, spory ekran, dwa przyciski, które - o ile już się nauczymy z nich korzystać - pozwolą nam rozpocząć trening bez konieczności dotykania ekranu (zima zaraz wraca!). Do tego oferuje nam właściwie więcej pomiarów, niż komukolwiek potrzeba, wplatając je dość umiejętnie w przygotowywane przez aplikację plany treningowe - z których możemy korzystać na zegarku bez konieczności łączenia z telefonem. Do tego ma co najmniej dobry system lokalizacji, który mógłby być bardzo dobry, gdyby ktoś nie stawiał na ładne linie, zamiast nieco mniej atrakcyjnej precyzji.

Wady? Na pewno wypadałoby doszlifować aplikację towarzyszącą na iOS, bo miejscami aż boli, jak została przetłumaczona. Brak integracji z najpopularniejszymi w Polsce zewnętrznymi platformami treningowymi też trochę niefajnie zamyka nas w bańce jedynego słusznego systemu.

Pozostaje jeszcze kwestia ceny. Jak za zegarek sportowy z taką liczbą funkcji smart - jest dobrze, przynajmniej biorąc pod uwagę, że cena jest "premierowa". Z drugiej strony, jeśli jesteśmy gotowi na kompromisy, to rynek ma dla nas sporo sportowych rywali - przykładowo Forerunner 245 zrobi sportowo prawie wszystko to, co GT Runner, do tego jest bardziej otwarty na inne platformy, a kosztuje kilkaset złotych mniej, choć musimy zaakceptować gorszy wygląd i ekran, a także brak muzyki (245 Musi kosztuje już podobne pieniądze do GT Runnera). Apple Watch SE kosztuje w mniejszej wersji tyle, co GT Runner i lepiej współpracuje z iOS, ale za to sportowo jest zdecydowanie do tyłu. Po drodze znajdzie się też Suunto 7 i Polar Vantage M2.

Nie zmienia to jednak faktu, że Huawei udało się stworzyć zaskakująco dobry zegarek sportowy. Gdyby tylko jeszcze nie zamykali jego użytkowników w ekosystemowej klatce aż tak mocno...

Czy kupiłbym Huawei Watch GT Runner dla siebie?

Chyba już na razie wystarczy mi zegarków sportowych.

Czy poleciłbym Huawei Watch GT Runner znajomemu?

Tak, chyba że byłby moim znajomym ze Stravy, to wtedy raczej nie.

Trzy najfajniejsze rzeczy w Huawei Watch GT Runner:

Obsługa zewnętrznych czujników tętna i pomiaru mocy, obsługa przyciskami, multum funkcji sportowych.

REKLAMA

Trzy najgorsze rzeczy w Huawei Watch GT Runner:

Zamknięcie w ekosystemie Huawei, miejscami niedopracowana aplikacja, zapis trasy ścinający zakręty.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA