Tech  / Artykuł

Globalny syndrom sztokholmski. Rok 2020 pokazał, jak bardzo jesteśmy uzależnieni od Google'a

Picture of the author

To był bardzo dobry rok dla Google’a. Czy jednak dobry dla nas, którzy korzystają z jego usług? To już nieco inna historia.

Pandemia bardzo pomogła holdingowi Alphabet, do którego należy Google, podobnie jak pomogła Microsoftowi, Apple’owi czy Amazonowi. Gigantom świata tech bardzo na rękę było to, że siedzieliśmy zamknięci w domach, nie podróżowaliśmy, a ogromna część świata przeszła częściowo lub w całości na pracę i naukę zdalną.

Google zarobił więcej, niż ktokolwiek przewidział.

W sytuacji gdy większość świata korzystała z internetu intensywniej niż kiedykolwiek wcześniej, trudno się dziwić, iż Google zarobił więcej niż przewidywano.

W każdym kwartale mijającego roku przychody Alphabetu przekroczyły oczekiwania inwestorów i analityków. W trzecim kwartale gigant uzyskał o 6 mld. dol. więcej niż w trzecim kwartale 2019 r. Aż o 8 proc. wzrósł przychód Google’a z reklam, zaś biznes chmurowy wygenerował o ponad miliard dol. przychodu więcej niż w roku ubiegłym.

Nie wszystkie kwartały były jednak rekordowe. W Q2 2020 Alphabet po raz pierwszy w swojej dwudziestoletniej historii (wliczając w to czas jako Google) uzyskał spadek przychodów; w wyniki kryzysu reklamodawcy obniżyli nakłady na marketing, co musiało znaleźć przełożenie na zyski. Nie trzeba było jednak długo czekać, by sytuacja wróciła do normy, a przychody znów zaczęły rosnąć.

Coraz mniej Pixela, coraz więcej Asystenta.

Od strony sprzętowej 2020 r. był czasem malejącej istotności smartfonów z linii Pixel i rosnącej roli Asystenta Google, zarówno od strony sprzętowej, jak i oprogramowania.

W tym roku Google pokazał trzy smartfony:

  • taniego Pixela 4a
  • Pixela 4a z łącznością 5G
  • Pixela 5

Żaden z nich nie aspirował do miana „flagowca” - Google postawił na urządzenia, na które będzie stać przeciętnego użytkownika i ta strategia popłaciła. Pixel 4a sprzedał się lepiej niż jakikolwiek Pixel przed nim (przynajmniej w Stanach Zjednoczonych), zaś Google Pixel 5 jest chwalony przez recenzentów z całego świata za znakomity stosunek ceny do jakości. Wszystkie trzy smartfony Google’a zachowały oczywiście kapitalne aparaty, którymi Google nadal wyróżnia się w świecie smartfonów.

Nie da się jednak ukryć, iż przed Pixelem trudne czasy. Nim nastąpiła premiera Pixela 4a i Pixela 5, projekt porzuciły istotne osoby z zespołu pracującego nad smartfonami. Również sprzedaż poprzednich modeli, Pixela 4 i Pixela 3a, była grubo poniżej oczekiwań. Już wtedy spekulowano, iż Google może porzucić Pixele w całości. Tak się jednak nie stało w 2020 r., ale nad smartfonami Google’a nadal wisi ostry cień mgły.

W tęczowych barwach prezentuje się za to przyszłość Asystenta Google, który w 2020 r. rozszerzył swoją dostępność na kolejne kraje. Oprócz tego Google pokazał głośniki Nest Audio i rozszerzył dostępność linii głośników Google Home. Ponadto Asystent Google pod koniec roku zyskał nową funkcję - można go wywołać przy użyciu dowolnych słuchawek, także tych przewodowych. Nie trzeba już kupować dedykowanego urządzenia, by móc połączyć się z Asystentem w słuchawkach.

Od pośmiewiska do gwiazdy sezonu. Google zaliczył niespodziewany sukces w gamingu.

Gdy Google pokazał swój gamingowy serwis streamingowy Stadia, stał się on obiektem wielu żartów. Przede wszystkim oferta serwisu była strasznie uboga, a jej działanie pozostawiało wiele do życzenia.

W tym roku wiele się zmieniło. Przede wszystkim dla nas - Stadia oficjalnie zadebiutowała w Polsce. Za 39 zł miesięcznie uzyskujemy dostęp do szeregu darmowych gier i zniżek na zakup kolejnych tytułów, które możemy strumieniować do niemal dowolnego urządzenia.

Prawdziwym błogosławieństwem dla Google Stadia okazała się jednak spektakularna wtopa Cyberpunka 2077. Gra, która okazała się niegrywalna na konsolach i fatalnie zoptymalizowana na pecetach, działa jak złoto w serwisach streamingu gier GeForce Now i Google Stadia. Wtopa CD Projekt RED przyciągnęła tysiące gałek ocznych do serwisu Google’a, który dla wielu graczy jest jedyną opcją na ogranie nowego gamingowego megahitu. I - co niemniej ważne - Cyberpunk 2077 na Stadii działa tak dobrze, że może tym samym zachęcić graczy do dalszego korzystania z usługi. Jeśli Google dobrze wykorzysta tę niespodziewaną falę popularności, Stadię może czekać w 2021 r. boom popularności.

Nowy Google Pay może zdestabilizować dziesiątki usług.

Od tego roku w Stanach Zjednoczonych działa nowa wersja Google Pay, która jest czymś znacznie więcej, niż tylko usługą do płatności. Nowy Google Pay potrafi wszystko to, co potrafią Pyszne, JakDojadę, SkyCash, Blik, Orlen Pay i aplikacje banków. Można w nim zamawiać jedzenie, płacić za parking, za tankowanie, za bilety komunikacji, a z czasem jego możliwości będą się tylko powiększać.

Potencjał rozwoju Google Pay w nowej formie jest ogromny. Nie ulega jednak wątpliwości, że ze względu na rozbudowany szereg powiązań z dostawcami innych usług minie sporo czasu, nim nowa wersja wyjdzie poza Stany Zjednoczone.

Google daje, Google odbiera.

2020 r. był fantastycznym rokiem dla Google’a, ale dla użytkowników pod wieloma względami kończy się niesmakiem. Koronnym tego przykładem są Zdjęcia Google, które od czerwca 2021 r. przestaną być darmowe w wersji bez limitu.

Po tym, jak Google przez długie lata uzależnił miliony użytkowników od wygody Zdjęć, przyszedł czas sięgnięcia do portfeli - teraz za darmo dostaniemy tylko 15 GB miejsca na dane, do tego współdzielonego z innymi usługami Google’a. To za mało, by jednocześnie przechować maila, backup telefonu i jakkolwiek sensowną liczbę zdjęć. Użytkownicy nie dostali więc wyboru. Można tylko płacić, lub znaleźć sobie inne miejsce do przechowywania zdjęć. Ze względu na nagromadzone biblioteki większość zapewne wybierze pierwszą opcję.

YouTube to jedna wielka tablica reklamowa.

W kontekście sięgania do portfela użytkowników, mało gdzie widać zakusy Google’a tak wyraźnie, jak na YouTubie. W tym roku serwis przeszedł samego siebie, jeśli chodzi o natężenie wyświetlanych reklam. Zdaniem wielu (w tym mnie) to celowa zagrywka, mająca za zadanie nakłonić widzów do wykupienia abonamentu YouTube Premium.

Ponadto YouTube w 2020 r. wprowadził nowe formaty reklam, a wszystko po to, by móc ich wyświetlać jeszcze więcej.

W 2020 r. przekonaliśmy się, jak bardzo jesteśmy od Google’a zależni.

Wystarczyła godzina, w czasie której wszystkie usługi Google’a były niedostępne dla większości użytkowników, by uzmysłowić nam, jak bardzo jesteśmy od nich zależni w życiu i w biznesie.

Grudniowa awaria napędziła nam strachu. Nie tylko nie działały wszystkie kluczowe usługi Google’a - serwisy wyświetlały też niektórym użytkownikom informację pt. „nie możemy znaleźć takiego konta Google”, sugerując jakoby konto zostało usunięte. Tak się na szczęście nie stało, ale sama sugestia wystarczyła, by zjeżyć włosy na głowie wszystkim, którzy polegają na usługach Google’a w życiu i pracy. Sparaliżowane zostały firmy na całym świecie, których infrastruktura zależy od sieci serwerów Google’a i jego usług biznesowych. Niektórzy nawet nie mogli włączyć światła w domu, gdyż ich system smart-home sterowany jest właśnie przez Google’a.

Awaria potrwała niespełna godzinę, ale to wystarczyło, by dobitnie podkreślić jeden fakt - Google dostarcza nam szeregu usług, bez których stajemy się równie, a może nawet bardziej bezradni, niż gdyby wyłączyć nam prąd.

Chrome przestał być zasobożernym potworem.

Kończąc to podsumowanie miłym akcentem, najpopularniejsza przeglądarka internetowa na świecie - Google Chrome - w końcu doczekała się wersji, która nie zużywa wszystkich dostępnych zasobów komputera. Google Chrome 86 jest doskonale zoptymalizowanym, energooszczędnym programem, który dodatkowo dba o nasze bezpieczeństwo blokując niepożądane działania rozszerzeń i skryptów śledzących.

Chrome 86 zyskał również natywną wersję na chip Apple M1. W tym wariancie przeglądarka Google’a po raz pierwszy może się równać pod względem szybkości i energooszczędności z królującym na Macach Safari.

Co nas czeka w 2021 r.?

Niezbadane są decyzje największego giganta technologicznego na świecie. Póki co z decyzji dotyczących naszego kraju wiemy jedynie, iż wielkimi krokami zbliża się premiera Android Auto nad Wisłą. Kto wie - może w ślad za nim podąży także dostępność smartfonów Pixel i urządzeń Google Home, które to nadal nie są u nas oficjalnie dostępne.

Z rzeczy pewnych można spodziewać się tylko jednego: Google (czy też cały holding Alphabet) będzie dalej rósł. A im większy będzie, tym bardziej będziemy od niego zależni.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst