Gry  /  Artykuł

Sprawdzam, jak działa Stadia w Polsce. Gram w najbadziej wymagający gatunek do strumieniowania: FPS

Picture of the author

Na moment przed premierą gry Cyberpunk 2077 Stadia oficjalnie trafia do Polski. Postanowiłem sprawdzić działanie tej usługi, testując ją w oparciu o jeden z najtrudniejszych gatunków gier z perspektywy strumieniowania: pierwszoosobowych strzelanin.

W przeciwieństwie do mojego redakcyjnego kolegi Macieja Gajewskiego, nie wierzę w nieuchronną dominację technologii strumieniowania gier. Oczywiście, streaming wciąż będzie rozwijany i ulepszany, stanowiąc coraz lepszą alternatywę wobec natywnie uruchamianych produkcji. Aktualna generacja konsol (PS5, XSX) dobitnie sugeruje jednak, że natywne granie to wciąż filar i fundament multimedialnej rozrywki. Będzie nim jeszcze przez przynajmniej kilkanaście lat.

Nie zmienia to faktu, że wizjonerskie firmy technologiczne już dzisiaj biorą udział w wyścigu o tort, który trafi na stół dopiero za ponad dekadę. Sony ma swoje PlayStation Now, Nvidia oferuje GeForce Now, Nintendo eksperymentuje ze strumieniowaniem na Switchu, Microsoft promuje xCloud, z kolei Google wdraża Stadię. Ta ostatnia właśnie została wprowadzona do Polski. Postanowiłem ją przetestować, od razu rzucając się na głęboką wodę. Odpalamy Destiny 2.

Sprawdzam, jak Stadia radzi sobie na smartfonie z Androidem, z wykorzystaniem różnych kontrolerów.

Podczas testów korzystałem z domowej sieci WiFi o prędkości 1 Gbps, przy wykorzystaniu modemu z funkcją routera Giga Connect Box. W trakcie testów z tej samej sieci korzystało przynajmniej 10 innych klientów. Nigdy mniej, czasem więcej. Smartfon z zainstalowaną Stadią przyłączyłem do szybszego i wydajniejszego, ale mniej odpornego na zakłócenia pasma 5 GHz.

Mój testowy telefon to topowa półka: Samsung Galaxy Note 20 Ultra. Chociaż urządzenie wspiera technologię WiFi 6, domowa siec bezprzewodowa działała w oparciu o standard 802.11ac. Ze smartfonem łączyłem różnego rodzaju kontrolery, przewodowo oraz bezprzewodowo. Testowałem pady od PlayStation 4, PlayStation 5, Xboksa One oraz Xboksa Series X, a także mobilny kontroler Razer Kishi. Aby dokonać testów, aktywowałem darmowy okres testowy Stadia Pro.

Zostałem zaskoczony niezwykłą szybkością dostępu do strumieniowanych gier.

Po pobraniu i zainstalowaniu Stadii z Google Play mija dosłownie moment i już mam możliwość rozpoczęcia rozgrywki. Aplikacja nie dokonuje długich testów naszego łącza, nie sprawdza opóźnienia ani nie mierzy utraconych pakietów. Pierwsze uruchomienie wiąże się z kilkoma zgodami regulaminowymi, wyborem nicka i awatara oraz konfiguracją ustawień prywatności, ale to w zasadzie tyle. Można wskakiwać i grać, tak po prostu. Proces instalacji jest całkowicie idioto-odporny.

Musze oddać Google'owi, że ich rozwiązanie robi wrażenie z perspektywy szybkości działania. Nie mam wątpliwości, iż na ten moment to Stadia uruchamia gry najszybciej ze wszystkich wiodących platform strumieniujących. Jest o krok nawet przed xCloud, który na tym samym smartfonie działa rewelacyjnie szybko. Tak błyskawicznego przejścia menu aplikacji - grafika uruchomieniowa - rozgrywka jak w przypadku Stadii nie oferuje nikt inny.

Jakość i płynność obrazu to najważniejszy aspekt w usługach typu Stadia.

Testowałem niemal każdą możliwą platformę strumieniującą obraz z gier. Od zapomnianego OnLive sprzed dekady po nowiutkiego xClouda Microsoftu. Przez cały ten czas jedno się nie zmieniło: strumieniowany obraz gier wciąż nie jest tak atrakcyjny wizualnie jak obraz natywny, generowany na miejscu przez wydajne podzespoły i wysyłany do odbiornika analogowym kablem. Stadia nie jest tutaj żadnym wyjątkiem, mimo gigantycznego zaplecza technologicznego spółki Alphabet.

W kontekście jakości, ostrości i responsywności obrazu, dałbym Stadii solidne 4+ na 6. Strumień wideo jest odpowiednio ostry, ale na szczególne wyróżnienie zasługuje niemal całkowity brak artefaktów. Pozbycie się ich to coś, co takie molochy jak Sony, Nvidia czy Microsoft mają dopiero przed sobą. Jakość wideo jest lepsza niż w xCloud na tym samym smartfonie. Może to być spowodowane faktem, iż Microsoft ogranicza się na ten moment do standardu 720p, podczas gdy w Stadii 720p to minimum. Przy szybkim połączeniu z siecią użytkownik abonamentu Stadia Pro otrzymuje obraz 1080p na smartfonach i do 4K na większych ekranach takich jak laptopy czy telewizory.

Dlaczego więc „tylko“ 4+? Na solidnego Piątaka nie zasłużyła sobie jeszcze żadna platforma streamingowa. Co dopiero mówić o perfekcyjnej Szóstce, czyli jakości obrazu porównywalnej do natywnej (lub lepszej, patrz DLSS). Niedoskonałość Stadii sprowadza się najczęściej do krótkich, dwusekundowych spadków jakości obrazu. Zgaduję, że są to momenty, w którychwartość 1080p zamienia się w 720p. Podobny problem trawi np. PlayStation Now. Tyle tylko, że w PS Now jakość obrazu nie podnosi się po sekundzie czy dwóch.

Muszę przyznać, że na ten moment Google oferuje najbadziej stabilny, płynny, klarowny i pozbawiony artefaktów strumień wideo ze wszystkich czołowych usługodawców. To w dużej mierze zasługa rozbudowywanej latami infrastruktury sieciowej, również na terenie Europy Środkowej oraz Europy Wschodniej. Dzisiaj te wszystkie serwerownie i centra danych dają Alphabetowi przewagę, której podmioty typu Sony czy Nintendo nie są w stanie zasypać. Lata prac przy YouTube także robią swoje.

„Da się grać“ vs „chce się grać“ czyli test Stadii w grze FPS.

Poniżej możecie zobaczyć dwa klipy nagrane bezpośrednio z ekranu smartfonu, podczas grania w Destiny 2 za pośrednictwem aplikacji Stadia. W przypadku pierwszego materiału sterowałem moją postacią przy pomocy mobilnego kontrolera Razer Kishi. Drugi fragment z rozgrywką powstał gdy korzystałem z pada DualSense dla PlayStation 5. W obu przypadkach korzystam z w pełni automatycznych ustawień jakości obrazu.

Fani pierwszoosobowych strzelanin na myszce mogą napisać, że gram tragicznie. Zarejestrowana rozgrywka wygląda jednak jak typowa misja w wykonaniu przeciętnego gracza konsolowego, z wykorzystaniem obu analogów. Lepiej grało mi się na DualSense, ponieważ kontroler Sony oferuje czulsze, bardziej precyzyjne analogi z mniejszą martwą strefą, a także lepsze spusty.

Pod względem możliwości, nie czułem, aby szło mi odczuwalnie gorzej niż na stacjonarnej konsoli. W zasadzie największe ograniczenie to rozmiar ekranu smartfonu. Na małym panelu trudniej było mi dostrzec wszystkie zagrożenia oraz elementy otoczenia. Jednak co do samego strumienia wideo… w pewnym momencie zapomniałem, że gram na Stadii. Naprawdę. Wykonując strajk na Wenus w Destiny 2 skupiłem się na rozgrywce, a brak lagów i artefaktów sprawił, że w całości poświęciłem się wykonaniu misji.

Usługi strumieniowania gier dzielę na takie, za pomocą których „grać się da“ oraz „grać się chce“. Podczas korzystania z tych pierwszych marzy się o powrocie do natywnie uruchomionej gry wideo. Te drugie stanowią akceptowalną alternatywę, np. gdy jesteśmy na wyjeździe lub telewizor w salonie został zajęty. Stadię zdecydowanie i pewnie wrzucam do worka numer dwa. Ta usługa jest na tyle niezawodna, że człowiek ma ochotę wyciągnąć się na kanapie, chwycić za smartfon i zrealizować kilka zleceń dla Variksa.

Niestety, świetna jakość techniczna jest ciągnięta w dół modelem biznesowym.

Stadia jest najzwyczajniej w świecie droga. Do tego oferta gier na tej platformie wydaje się mocno skostniała. Takie Star Wars Jedi: Fallen Order wciąż trzyma premierową cenę, podczas gdy na xCloud stanowi część abonamentu. Na Stadii również pojawia się abonament - Stadia Pro - ale ten wypada o wiele gorzej od Xbox Game Pass Ultimate. Z drugiej strony Pro jest od pełnego Game Passa prawie dwa razy tańsze, co należy wziąć pod uwagę.

Dzięki Stadii Pro bez dodatkowych kosztów mogłem grać w takie tytuły jak Into The Breach, Hitman 2 czy Orcs Must Die 3. System działa nieco jak PS Plus - co miesiąc oferując nowe tytuły. Jesteś nowy? Zaczynasz (niestety) niemal od zera. Do tego Stadia umożliwia rozgrywanie garści tytułów za darmo lub przez darmowy okres próbny. Tego typu produkcje to m.in. The Elder Scrolls Online czy właśnie Destiny 2.

To, co naprawdę mi się nie podoba, to podwójne płacenie za niektóre rzeczy. Najpierw muszę wydać pieniądze na abonament Pro, by cieszyć się efektem HDR oraz obrazem 4K. Potem dodatkowo muszę kupić grę, najpewniej w pełnej cenie, gdyż promocji w sklepie Stadii jest jak na lekarstwo. Część może napisać, że na konsoli też płacę za PS Plusa i za gry. Z tym, że jeśli przestanę opłacać abonament, moje zakupione gry dalej będą działać w 4K i HDR. Odbiornik nie zamieni się w model Full HD. Cennik Google’a jest zbyt sztywny i zbyt wolno reaguje na dynamiczny rynek gier wideo.

Samotny bastion, ale jaki elastyczny i wszechstronny.

Osobnym problemem Stadii jest baza użytkowników, szczególnie ważna w przypadku gier sieciowych. Wróćmy na moment do Destiny 2. Gdy pierwszy raz postawiłem stopę na śnieżnym księżycu Europa, dopadł do mnie drugi gracz, opętańczo skacząc i kucając wokół mojego awatara. Początkowo nie wiedziałem, o co mu chodzi. Po czasie zrozumiałem. Znaleźć drugiego gracza na niektórych obszarach D2 to jak znaleźć igłę w stogu siana.

Stadia posiada oddzielną bazę graczy, wyłączoną z komputerowego lub konsolowego zbioru. Z kolei mniejsza liczba potencjalnych sojuszników to dłuższy okres oczekiwania w lobby gier sieciowych. Społeczność skupiona wokół Stadii wydaje się odczuwalnie mniejsza i skromniejsza niż ta na PC czy PS4, co dobitnie pokazują strumienie wideo z gier pokroju Destiny 2. Otwarcie się na takie kraje jak Polska zapewni usłudze dodatkowych użytkowników, ale czy to wystarczy? Zobaczymy.

Jestem za to pozytywnie zaskoczony wszechstronnością rozwiązania jakim jest Stadia. Aplikacja mobilna posiada własny wirtualny kontroler nanoszony na ekran dotykowy, którego tak bardzo brakuje np. w xCloud. I chociaż sterowanie przy pomocy dotykowego panelu jest męczące i mało precyzyjne, nadaje się do tych prostszych, mniej intensywnych produkcji. Stadia działa do tego w przeglądarce Chrome, dzięki czemu jest obecna również na komputerach. To ważna przewaga nad usługą Microsoftu. Ciekawe, na jak długo.

Świetne podwaliny, solidna technologia, taka sobie oferta.

Technologia, wszechstronność, elastyczność - to filary za sprawą których Stadia zrobiła na mnie wrażenie. Jeśli jednak oceniamy platformę przez pryzmat atrakcyjności oferty dla użytkownika, Google zdecydowanie przegrywa z takimi podmiotami jak Microsoft. Nie czuć, że to projekt od fanów gier dla fanów gier. To prędzej korporacyjny projekt jednej z najbardziej rozwiniętych firm technologicznych świata, bo w tabelkach tejże firmy wyszło, że strumieniowanie gier będzie się w przyszłości opłacać.

Jednocześnie Stadia wciąż się zmienia. Wystarczy śledzić oficjalny kanał usługi w YT aby widzieć, jak znacząco polepszył się przekaz Google’a skierowany do graczy. Alphabet ewidentnie wyciąga wnioski z popełnionych błędów w trakcie premiery, chociaż robi to stosunkowo powoli i niechętnie. Otwarcie na Polskę to kolejny z wielu kroczków, jakie przedsiębiorstwo wciąż musi zrobić, jeśli poważnie myśli o pozostaniu istotną platformą do gier wideo. Taką z własną tożsamością, własnym charakterem i - co najważniejsze - własnymi grami.

Bo koniec końców to właśnie o gry przecież chodzi. Stadia może oferować najlepszy jakościowo strumień wideo, ale co mi po nim, skoro to na xCloud jest Forza Motorsport, Master Chief Collection, Forza Horizon, Sea of Thieves czy Gears of War. Dlatego chociaż Google ma kapitalne podwaliny pod usługę strumieniowania, zdecydowanie musi popracować nad proponowaną ofertą - zarówno w aspekcie jakościowym jak i ilościowym. Dopiero wtedy będzie można wykorzystać technologiczne fundamenty, które już dzisiaj są najlepsze w swojej klasie.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst