felieton  / Felieton

Mamy nowy rekord zakażeń. Prezydent zachęca do noszenia maseczek... no, chyba że ktoś nie lubi

W poniedziałek padł kolejny rekord dziennego przyrostu zakażonych w Polsce – Ministerstwo Zdrowia informuje o 680 nowych przypadkach. W tym samym czasie nasz Prezydent spotkał się z mieszkańcami Krakowa. Prawie nikt nie miał maseczki. Przypadek?

Tak sądzę. Nie zmienia to jednak faktu, że obecne zachowania naszych polityków nie są raczej dobrym przykładem dla reszty społeczeństwa. Andrzej Duda spytany o brak maseczek na swoim spotkaniu tłumaczył, że przecież odbywało się ono na otwartej przestrzeni, więc maseczki nie były obowiązkowe. Noszenie ich w tym tłumie było jednak dość rozsądnym pomysłem.

— Oczywiście apeluję o zachowanie dystansu i jeżeli ktoś może, to oczywiście też zachęcam do noszenia maseczek. Natomiast nie każdy może, nie każdy lubi - mówił prezydent.

Sprawdziłem rządowy FAQ na temat noszenia maseczek i nie ma tam pozycji pt. a co jeśli ktoś nie lubi nosić maseczki?. Poza tym na spotkaniu z wyborcami Duda bardzo chętnie pozował do wspólnych zdjęć selfie, podczas których nikt nie zachowywał 1,5-metrowego dystansu, który na otwartych przestrzeniach już obowiązuje. Prezydent zresztą zdaje się uważać, że koronawirus przestał być problemem w naszym kraju. Tak przynajmniej wynika z poniższego cytatu:

— Radzimy sobie z tym problemem. Mamy wypracowane już metody i tych zachorowań było w Polsce w czasie epidemii znacznie mniej niż w innych krajach - zapewnił Duda.

W rzeczywistości jednak tych zachorowań jest w Polsce obecnie najwięcej od początku epidemii (mówimy o codziennym przyroście).

Może przyznajmy po prostu, że przeszliśmy na model pt. zero restrykcji

Brak maseczek i dystansu społecznego można zauważyć na większości spotkań polskich polityków z wyborcami. Może to więc czas na oficjalne ogłoszenie zmiany strategii. Otwórzmy szkoły, zlikwidujmy obowiązek noszenia maseczki gdziekolwiek i przywróćmy imprezy masowe.

Jak ktoś nie będzie chciał w tym uczestniczyć, zawsze może nie zdejmować maseczki i wychodzić z domu tylko w razie potrzeby. Takie podejście byłoby jeszcze odważniejsze niż model obowiązujący w Szwecji, w której obywatele dość rygorystycznie stosują się do rządowych zaleceń na temat dystansowania się.

U nas może by to nie przeszło, ale po rekordowym miesiącu, góra dwóch, jeśli chodzi o przyrost codziennej liczby zakażeń, nasza krzywa zaczęłaby się wypłaszczać. Zresztą, patrząc na nasze obecne codzienne przyrosty zakażonych, śmiem twierdzić, że ten scenariusz jest bardzo prawdopodobny bez zmiany jakichkolwiek przepisów.

Nadal nie wiem jednak, co skłoniło naszych polityków do tak radykalnej zmiany zdania. Na początku epidemii wprowadziliśmy jedne z najbardziej rygorystycznych przepisów dot. dystansowania się w Europie. Ktoś wpadł nawet na genialny pomysł zamknięcia państwowych lasów. Teraz, przy rekordowych wzrostach zakażeń, nie wprowadzamy żadnych nowych restrykcji i strzelamy sobie słodkie fotki z prezydentem. Skoro teraz jest tak dobrze, to po co był cały ten lockdown?

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst