Tech  / Recenzja

Nie ma gniazda słuchawkowego, ale to tylko jedna z jego zalet. Recenzja laptopa Asus ZenBook 14 UX425

Nowy Asus ZenBook 14 UX425 nie ma w obudowie gniazda słuchawkowego. To jednak nie jedyny powód, dla którego warto przyjrzeć mu się z bliska, co też miałem okazję robić przez ostatnie dni.

Dwie poprzednie generacje ultrabooków Asusa zdawały się dzielić entuzjastów technologii na dwie grupy - tych, którzy uwielbiali ich nietuzinkowe podejście do tematu i świetny stosunek do jakości oraz tych, którzy zachodzili w głowę, po co nam ekran ukryty w gładziku.

Osobiście należałem do tej pierwszej grupy, ale temat Screenpada tym razem nie będzie nas dzielił. Screenpada bowiem tu nie ma - Asus zrezygnował z dodatkowego ekranu: czy chwilowo, czy na stałe, tego nie wiem. Faktem jest jednakże, iż zamiast ekranu zastępującego gładzik mamy tu zwykłą szklaną płytkę, która jednakowoż pełni też funkcję klawiatury numerycznej. Z tego tricku Asus korzysta od ponad dekady.

Dzielić nas będzie za to podejście do najgłośniejszej zmiany w nowym Asusie ZenBook względem poprzednich generacji: brak gniazda słuchawkowego.

Prawdę mówiąc nie znam się na tyle, by móc ocenić, czy z inżynieryjnego punktu widzenia taki manewr miał jakiekolwiek uzasadnienie. Skoro w laptopie zmieściło się gniazdo HDMI, to dlaczego miałby się nie zmieścić jack 3,5 mm?

Asus twierdzi jednak, że usunięcie gniazda słuchawkowego pozwoliło zastosować większy akumulator, co w połączeniu z pozbyciem się dodatkowego wyświetlacza ma się przełożyć na nawet 22 godziny pracy z dala od gniazdka. O tym za chwilę.

O ile jednak nie sądzę, by usunięcie gniazda było konieczne, tak użytkownik nic na tym zabiegu nie traci, a wprost przeciwnie: zyskuje jakość dźwięku, jakiej zwykle próżno szukać w laptopach tej klasy. Wszystko za sprawą przejściówki USB-jack, którą znajdziemy w zestawie, razem z adapterem RJ45 i eleganckim etui.

Nie jest to zwykła przejściówka, lecz kompatybilny z Hi-Res audio DAC, zapewniający o wiele wyższą jakość audio, niż ta, którą zwykle raczą nas urządzenia mobilne. Wystarczy podłączyć adapter do kabla ulubionych słuchawek, albo wrzucić go po prostu do torby z laptopem i brak gniazda słuchawkowego w praktyce przestaje być problemem.

Dzięki wspomnianemu brakowi ekranu i gniazda słuchawkowego Asus odchudził też swojego już i tak smukłego laptopa, który teraz waży raptem 1,18 kg i mierzy 319 x 208 x 15,7 mm grubości. A dla jasności: mówimy o laptopie z 14-calowym wyświetlaczem i pełnowymiarowym portem HDMI.

Do zestawu dołączona jest malutka, jednoczęściowa ładowarka o mocy 65 W, podłączana do dowolnego z dwóch portów Thunderbolt 3, ale laptop możemy też naładować w zasadzie dowolną ładowarką USB-C 5-20V, a nawet powerbankiem. Tu duży plus dla Asusa.

Stosunek jakości do ceny nowego Asusa ZenBook 14 UX425 nie ma sobie równych.

Testowany przeze mnie egzemplarz był najlepiej wyposażonym wariantem dostępnym obecnie w sprzedaży. Z procesorem Intel Core i7-1065G7, grafiką Intel Iris Plus, 16 GB RAM-u 3200 mHz i 1 TB super-szybkiej pamięci NVMe PCIe 3.0.

Cena? Gdyby to był MacBook, pewnie patrzylibyśmy na ponad 10 tys. zł. Ale że jest to ZenBook, patrzymy na kwotę 5499 zł w wersji z systemem Windows 10 Pro i 5199 zł w wersji z systemem Windows 10 Home. A dostępne są także tańsze warianty z Intel Core i5, 8GB RAM-u i 512 GB SSD za 3999 zł. Wkrótce pojawi się też wersja z nowymi procesorami AMD Ryzen.

W tej cenie dostajemy laptop o świetnej specyfikacji, wyposażony też w fantastyczny ekran o przekątnej 14” i rozdzielczości FullHD, który wyświetla 100 proc. barw z palety sRGB i robi kapitalne wrażenie na żywo. Smukłe ramki sprawiają, że ekran pokrywa aż 90 proc. panelu, a nad ekranem zmieściła się jeszcze kamerka IR do odblokowywania laptopa skanem twarzy.

Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to tylko do nieco za niskiej jasności - 300 nitów to nieco za mało, by komfortowo korzystać z laptopa w pełnym słońcu, nawet mimo matowego ekranu. Do całej reszty nie mam uwag - kąty widzenia są znakomite, odwzorowanie barw wystarczające dla większości prosumentów, a jak na tak smukłe ramki wyciek światła jest minimalny i w moim egzemplarzu występował wyłącznie w lewym dolnym rogu wyświetlacza.

Rzadko spotykany w tej klasie jest również wybór portów. Przede wszystkim bardzo rzadko w laptopie za takie pieniądze znajdziemy nie jeden, a dwa porty Thunderbolt 3 o pełnej przepustowości 40 GB/s. Do tego mamy jeszcze pełnowymiarowy port HDMI, pełnowymiarowe USB 3.2 gen 1 oraz czytnik kart microSD (którego równie dobrze mogłoby nie być, na miłość boską, po co to komu - dotyczy każdego laptopa z tym gniazdem).

Do tego dochodzi łączność bezprzewodowa: Wi-Fi 6 802.11 ax oraz Bluetooth 5.0.

Wszystko to zamknięte w leciutkiej, smukłej, metalowej obudowie spełniającej militarny standard wytrzymałości MIL-STD810G, zaś mocą podzespołów zawiaduje Windows 10 w wersji Pro, za co należy się duży plus, a także… duży minus.

Nie wiem, ile McAfee płaci partnerom za nachalne wpychanie swojego oprogramowania do komputerów, ale mam nadzieję, że jest to na tyle duża kwota, by wynagrodzić konieczność wywalania pop-upów zajmujących 1/6 powierzchni ekranu i konieczność użerania się z software’em z grubsza bezużytecznym przy obecnym poziomie zabezpieczeń Windowsa 10 i przeglądarek internetowych. Obecność McAfee boli tym bardziej, że Windows 10 Pro zwykle pozbawiony jest śmieciowego oprogramowania, a pakiet McAfee jest niestety jednym z najbardziej namolnych programów preinstalowanych na komputerach osobistych. Spowalnia ich działanie i atakuje nachalnymi komunikatami, w zamian oferując poziom bezpieczeństwa albo taki sam, albo marginalnie wyższy od domyślnych zabezpieczeń Windowsa 10.

No, pożaliłem się. Pakiet McAfee można oczywiście odinstalować, co gorąco zalecam. To już nie 2008 rok.

Wróćmy do pochwał.

Bo naprawdę jest za co chwalić ZenBooka 14 UX425. Na przykład klawiaturę, która jest po prostu wspaniała. Klawisze mają bardzo krótki skok, ale Asusowi w jakiś sposób udało się je zamortyzować na tyle miękko, by pisanie na nich było bardzo przyjemne, a odbicie klawisze nadal pozostawało wyraźne. To jedna z lepszych klawiatur jakie znajdziemy w laptopie z tej półki cenowej.

Świetny jest także gładzik. Nie ma rozmiaru płyty lotniskowca, jak w MacBooku Pro, ale jest dostatecznie duży, by bez trudu korzystać nań z gestów Windows Precision. Muszę jednakże zaznaczyć, że w moim egzemplarzu płytka była nieco bardziej chybotliwa niżbym sobie tego życzył, a subiektywnie preferowałem też ScreenPada w poprzednich generacjach. Dla znakomitej większości konsumentów gładzik będzie jednak więcej niż dobry.

Oczywiście na bardzo wysokie noty zasługuje też płynność pracy urządzenia, co przy takiej specyfikacji nie powinno nikogo dziwić. W codziennych zastosowaniach ZenBook 14 ani na moment nie zwalniał, a nawet w bardziej intensywnych zadaniach nie dawał po sobie poznać, że jest niewielkim, leciutkim ultrabookiem. Przez brak dedykowanej karty graficznej niestety trudno będzie np. montować wideo 4K bez korzystania z plików proxy, ale już obróbka RAW-ów po 100 MB każdy czy dużych plików TIFF nie sprawia mu żadnych problemów.

Ponadto ZenBook 14 zachowuje też zaskakującą kulturę pracy jak na tak smukłe urządzenie. Podczas zwykłego przeglądania Internetu czy pracy biurowej laptop pozostaje bezgłośny. Czasem zakręci wiatrakami, jeśli np. włączymy wideo na YouTubie w najwyższej jakości (chyba że to HBO Go, wtedy wiatraki pracują przez cały czas przy jakości 540p…) ale zasadniczo laptop pracuje bezgłośnie, a gdy już musi wentylować podczas dłuższej, intensywnej pracy, to wiatraki pracują cicho i nie są nieprzyjemne dla ucha.

Minusem tak smukłej konstrukcji jest niestety wydzielana przez laptop temperatura i tutaj nie udało się uniknąć pewnego kompromisu. O ile unoszony przez zawias ErgoLift w powietrze spód laptopa pomaga odprowadzać ciepło na zewnątrz, tak po dłuższej pracy pulpit roboczy odczuwalnie się nagrzewa. Spada też wydajność komputera, choć nie na tyle, by zakłócać pracę. Zauważyłem jednakże, iż w ZenBooku 14 występuje podobny problem jak w moim MacBooku Pro 16 - gdy komputer bardzo się nagrzeje, zdarzają się problemy z łącznością Bluetooth, np. szarpie kursor bezprzewodowej myszki lub spada jakość transmisji dźwięku do słuchawek bezprzewodowych. Ufam jednak, że do pewnego stopnia uda się ten problem rozwiązać aktualizacją oprogramowania, wszak testowany przeze mnie egzemplarz był egzemplarzem przedsprzedażowym.

A skoro jesteśmy przy narzekaniu…

…to nie mam wiele więcej do dodania. Oprócz wyżej wymienionych drobiazgów narzekać mogę w zasadzie tylko na głośniki. Wyjątkowo problemem nie jest jednak ich brzmienie, bo to jest w zupełności akceptowalne. Głośniki grają wyraźnie, czysto, mają nawet nieco basu, choć do Matebooków, MacBooków czy nawet nowego Della XPS 13 dużo im brakuje. Nie, problemem jest umiejscowienie głośników i natężenie ich pracy. Przetworniki umieszczone są u dołu obudowy, więc aby uzyskać najlepsze rezultaty, laptop musi stać na twardym blacie, tak, aby dźwięk mógł się rozejść spod uniesionej przez zawias podstawy. Gdy trzymamy laptop na kolanach czy na pościeli, głośniki grają dość cieniutko. W każdym zastosowaniu grają natomiast bardzo cicho, zapewne za sprawą smukłej obudowy, w której niewiele jest miejsca na komorę rezonansową. Wielokrotnie łapałem się na próbie podgłośnienia audio podczas oglądania filmu tylko po to, by odkryć, że to już maksimum.

Osobiście chciałbym również, by Asus porzucił w końcu format wyświetlacza 16:9 i wzorem liczących się rywali postawił na proporcje 16:10 lub nawet 3:2. ZenBooki to laptopy tworzone stricte z myślą o pracy. A w pracy zawsze przydaje się odrobina więcej przestrzeni roboczej w pionie. 16:9 to proporcje, które dziś tracą rację bytu, skoro nawet sieciowe wideo częściej jest robione w formacie 2:1, więc tak czy siak nad i pod filmem zostają czarne pasy. To jednak osobista uwaga. Mam nadzieję, że w przyszłości Asus zdecyduje się na nieco wyższy ekran.

22 godziny na jednym ładowaniu - hit czy kit?

Asus w prezentacji nowego ZenBooka chwalił się, że laptop jest w stanie pracować na jednym ładowaniu blisko dobę i… oczywiście jest to kit, jak można było się domyślić. Do 22 godzin ani razu nie udało mi się choćby zbliżyć podczas typowej kombinacji przeglądania internetu, pisania tekstów i słuchania muzyki jednocześnie. Taki wynik można osiągnąć tylko w wysoce kontrolowanym teście, z funkcjami laptopa ograniczonymi do najbardziej niezbędnych. Nie w realnym użytkowania. Tym niemniej… w realnym użytkowaniu bez żadnego wysiłku wyciągałem z laptopa 10 godzin pracy. Założę się, że gdybym się nieco postarał, mógłbym z niego korzystać nawet i 12 godzin, a pewnie jeszcze po całym dniu energii by zostało dość na obejrzenie odcinka nowego sezonu Lucyfera.

Szkoda, że producenci sprzętu z Windowsem przez tyle lat nie mogą się zdobyć na pójście drogą Apple’a w kwestii obietnic czasu pracy. Gdy Apple obiecuje 10 godzin mieszanej pracy w MacBooku Pro, to MacBook Pro faktycznie tyle pracuje. A u partnerów Microsoftu zawsze trzeba brać poprawkę i dzielić deklarowany czas pracy co najmniej na pół. Szkoda, bo gdyby Asus napisał w materiałach marketingowych „10 godzin na jednym ładowaniu”, nadal byłby to zachęcający komunikat sprzedażowy. Tym bardziej, gdy recenzje wykazałyby, że pokrywa się z rzeczywistością.

Asus ZenBook 14 UX425 ma moją pełną rekomendację.

Naprawdę trudno mi wskazać choć jedną cechę, która jednoznacznie odwiodłaby mnie od polecenia nowego laptopa Asusa. Pewnie, ma on kilka pomniejszych bolączek i nie każdemu spodoba się brak złącza słuchawkowego - w pełni to rozumiem. Kiedy jednak przefiltrujemy te minusy przez cenę urządzenia, okaże się, że… nie mają one żadnego znaczenia. Za 5199 zł nie kupimy drugiego tak dobrze wyposażonego laptopa.

Każdy z laptopów, który mógłby rywalizować z nowym ZenBookiem 14 - Huawei Matebook Pro X, Surface Laptop 3, MacBook Pro 13 - kosztuje znacznie więcej. A te laptopy od Lenovo, Della czy HP, które kupimy w cenie ZenBooka 14, cóż… mają trochę do nadrobienia.

Paradoksalnie największym problemem ZenBooka 14 jest inny Asus - ROG Zephyrus G14. Oczywiście to zupełnie inna kategoria sprzętu i inny docelowy konsument, ale te urządzenia mają wiele cech wspólnych: chociażby ten sam rozmiar ekranu i świetny czas pracy na jednym ładowaniu. A ROG Zephyrus G14 w wersji z procesorem Ryzen 5 4600HS, 16 GB RAM-u, dyskiem 512 GB, grafiką Nvidia GTX 1650 Ti i ekranem 120 Hz jest nie tylko tańszy o kilka złotówek od testowanego tutaj ZenBooka 14, ale też nieporównywalnie od niego potężniejszy.

I oczywiście - ZenBook 14 jest znacznie bardziej mobilny, smuklejszy i bardziej elegancki od Zephyrusa, ale jestem w stanie zrozumieć tych, których przekona argument siły ROG-a. Jeśli jednak szukasz ultramobilnego laptopa w cenie około 5000 zł, a mobilność jest dla ciebie ważniejsza od mocy obliczeniowej - ZenBook 14 UX425 to znakomity wybór.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj Spider's Web w Google News.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst