Sprzęt  / Felieton

Opaski fitness możemy pożegnać, zanim się jeszcze przyjęły na dobre

Opaski fitness, monitory aktywności - niezwykle przydatne, albo całkowicie bezużyteczne, w zależności od tego, co chcemy osiągnąć i jak bardzo zależy nam na szczegółowym monitorowaniu naszego życia. Nie zagłębiając się jednak w to, czy mają one sens czy też nie, pewne jest jedno - niedługo będziemy się mogli z nimi pożegnać. Przynajmniej z większością. 

Nie chodzi oczywiście o to, że nagle wszystkie tego typu produkty znikną z rynku. Sporo z nich zostanie, szczególnie jeśli chodzi o te najtańsze, kosztujące 150 zł albo mniej. Te mają jak najbardziej rację bytu, nawet w postaci niezliczonych kopii tego samego produktu, produkowanego w jednym miejscu i sprzedawanego później pod różnymi markami. W przypadku każdego segmentu rynku elektronicznego musi być coś oferującego "niski próg wejścia". I tak samo, jak nikt nie wieści końca tanich smartfonów z Androidem, tak samo i tu nie można ich skazać na wymarcie.

Problemem jest jednak co innego. Opaski sportowe, przynajmniej w zdecydowanej większości, nie pełnią dziś roli smartfonów, a raczej zwykłych telefonów komórkowych. A te, jak doskonale wiemy, zostały praktycznie całkowicie (nawet jeśli jest to określenie odrobinę przerysowane) wyparte przez tzw. inteligentne telefony. Z prostego powodu - były w stanie zaoferować dużo, dużo więcej, w cenie często niewiele wyższej. Do tego to właśnie w rozwój tego segmentu inwestowano najwięcej, chociażby w kwestii projektu zewnętrznego. Smartfony są dzisiaj po prostu ładniejsze od zwykłych telefonów i wykonane często z lepszych materiałów.

I ludzie, z niewielkimi wyjątkami, zwykłych telefonów nie kupują. Wolą kupić smartfon, a nawet jeśli nie wolą, to nie mają zbyt wielkiego wyboru. To samo stanie się, a może nawet już dzieje się w przypadku opasek, szczególnie tych drogich.

Owszem, być może chwilowo liderem sprzedaży w segmencie "elektroniki ubieralnej" pozostaje Fitbit, ale taka sytuacja nie ma szans utrzymać się długo, o ile utrzyma on dotychczasowe ceny swoich produktów. Zestawiając bowiem koszt nabycia opaski, która przeważnie poza wyświetleniem liczby kroków (i ewentualnie godziny) nie potrafi zbyt wiele, ze smartzegarkiem, wypada bardzo niekorzystnie dla tego pierwszego.

fitbit charge

Tak, Fitbit może być bardziej precyzyjny, może mieć lepsze zaplecze w postaci serwisu internetowego i może dłużej pracować na jednym ładowaniu, ale czy na pewno klienci są w stanie zapłacić za takie detale? Chociażby ostatni z tych argumentów został już co najmniej raz obalony - w przypadku smartfonów, które działają kilkukrotnie krócej od zwykłych telefonów, ale do czego zdołaliśmy się już przyzwyczaić i uznać za normę. Zaczynamy się już nawet godzić się z tym, że zegarek trzeba codziennie ładować.

Wygrywa po prostu krótkie zestawienie możliwości do ceny. Zegarek zaoferuje o wiele więcej, jednocześnie pełniąc w przybliżeniu te same funkcje co opaska. Może być od opaski - przynajmniej jeszcze przez jakiś czas - droższy, ale i ta różnica będzie niespecjalnie duża. Szczególnie jeśli mówimy o opaskach z wyższej półki cenowej, jak chociażby Jawbone UP. W tym przypadku już niemal bezpośrednio wchodzimy na terytorium cenowe smartzegarków. I to wcale nie tych całkowicie tragicznych.

Od czasu do czasu pojawia się jeszcze argument wyglądu. Opaski są oczywiście bardziej dyskretne, niektórzy mogą też po prostu nie nosić zegarka, ale... z drugiej strony dla wielu osób zegarek jest czymś dużo normalniejszym i powszechnym niż opaska. W momencie, kiedy producenci naprawdę zaczynają się starać, aby ich produkty z tej kategorii nie wyglądały jak gadżet z filmów S-F, sporo osób z chęcią wybierze stylowy (lub młodzieżowy, co kto lubi) zegarek, niż gumową czy plastikową opaskę.

Zresztą i po samych producentach opasek widać delikatny popłoch. Fitbit nie tylko bezpośrednio wspomina o tym, że konkurencja robi się coraz większa, ale i kombinuje jak tylko może, chociażby wprowadzając serię... designerskich opasek (na zdjęciu głównym). Jawbone natomiast dryfuje w jeszcze inną stronę, zapowiadając chociażby otwarcie swojej platformy na rozwiązania sprzętowe innych producentów. Zaczęło się od Huawei'a, a kto wie, jakie będą kolejne ruchy.

Powód powstania i istnienia opasek był dość prosty - nie dało się zaoferować w przystępnej cenie czegoś, co mogłoby uchodzić za smartzegarek. Teraz, a już na pewno w nadchodzących latach (a może nawet i miesiącach) ta sytuacja się zmieni. Wraz z tą zmianą zaczną po kolei znikać kolejne opaski z kolejnych kategorii cenowych, wypychane przez o wiele bardziej zaawansowane zegarki. Na końcu, co pewnie stanie się całkiem niedługo, pozostaną tylko ostatnie, najtańsze niedobitki.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst