Sprzęt  / News

Czujecie, że Android was ogranicza? Bo kilku Amerykanów tak czuje

124 interakcji
dołącz do dyskusji

W kraju, w którym można kogoś pozwać za to, że kawa jest zbyt gorąca i parzy, tudzież za bezczelność w postaci dołączania do systemu operacyjnego przeglądarki internetowej o absurdy nie trudno. Na szczęście niektórym sędziom nie brakuje oleju w głowie.

W państwie prawa wszystkich obowiązują te same reguły. To oznacza, że nawet jeżeli prawo jest absurdalne, to dopóki nie zostanie ono zreformowane (pamiętając o zasadzie lex retro non agit), wszyscy muszą się do niego stosować. To oznacza, że sądy muszą rozpoznać nawet najbardziej absurdalne pozwy, a powodzi oskarżać nawet o największe bzdury, wykorzystując przeróżne absurdy w konstrukcji ustaw. Na (nie)szczęście, w prawie wielu krajów występuje pewna elastyczność i pole do interpretacji przepisów. Tak jest również i w amerykańskim prawie.

Czemu na polskojęzycznym Spider’s Web w ogóle zajmujemy się amerykańskim prawem? Rynek amerykański jest jednym z najważniejszych dla operujących globalnie firm, a wiele z nich ma w tym kraju swoje siedziby. Kary, zakazy i inne restrykcje mogą mieć zatem wpływ na sytuację danej firmy na całym świecie. Na szczęście Google nie będzie musiał się zajmować dwiema potencjalnie groźnymi dla niego sprawami.

Ach ten „podły monopolista”

Do kalifornijskiego sądu wpłynęły dwa pozwy o charakterze zbiorowym, sugerujące, że Google wykorzystuje mocną pozycję systemu operacyjnego Android do nieuczciwej walki z konkurencją. Zostały one złożone przez osoby prywatne, które czują się ograniczane (sic!) przez ów system. Ich zdaniem, preinstalowanie na tym systemie operacyjnym aplikacji Google ogranicza ich wybór i zorientowanie w ofercie konkurencyjnych usługodawców, oferujących alternatywne aplikacje.

Powodzi mają rację. Każdy producent urządzenia z Androidem, który nie chce wykorzystać podstawowej wersji tego systemu (AOSP) ma obowiązek preinstalowania większości androidowych aplikacji Google a także odpowiedniego ich wyeksponowania użytkownikowi. Ma prawo do instalowania na własną rękę alternatywnych rozwiązań, ale nie może pozbyć się tych od Google’a.

android 5.0 lollipop 16

Prawdą jest też argumentacja powodów, którzy sugerują, że typowy konsument rzadko zmienia domyślne ustawienia urządzeń elektronicznych a co za tym idzie, nie ma pojęcia o istnieniu alternatywnych wyszukiwarek wobec tej od Google’a, takich jak DuckDuckGo czy Microsoft Bing.

Ja się pytam: co z tego? Sąd na szczęście również nie widzi problemu

Sprawą oczywistą jest fakt, że producent danego rozwiązania chce zapewnić użytkownikowi jak najwięcej użytecznych narzędzi bez konieczności zmuszania użytkownika do podejmowania zbędnych działań. Oczywistym jest też fakt, że ów producent chce zapewnić własne rozwiązania. Zarówno z oczywistych powodów biznesowych, ale też i dlatego, że za te rozwiązania sam odpowiada i może naprawić błyskawicznie ewentualne błędy, usterki, wady czy niedoróbki.

Google nie jest w tym jedyny. Microsoft stosuje identyczną taktykę, podobnie jak i Apple (choć ten nadal większość usług zapewnia poprzez firmy trzecie). Jest to uzasadnione i zupełnie typowe. A prawny absurd w postaci konieczności zmuszania dominujących usługodawców do oferowania alternatyw został już w praktyce dawno obalony (przykład: Firefox zaczął skutecznie odbierać rynek Internet Explorerowi na długo przed wprowadzeniem „ekranu wyboru przeglądarki”, który na dodatek funkcjonował wyłącznie w części Europy).

bing-android

Sąd okręgowy w Kalifornii wyszedł z podobnego założenia. Ten musi jednak przestrzegać prawa, a nie tylko polegać na własnym „widzimisię”. Udało się jednak sprawę załatwić w sposób elegancki i nie budzący kontrowersji. Otóż nadużywanie dominującej pozycji na rynku musi zostać w jakiś sposób udokumentowane. A jak argumentuje sąd, nie ma żadnego dowodu na to, że oferowanie wyszukiwarki Google jako domyślnej wpływa negatywnie na ceny smartfonów na amerykańskim rynku. Z kolei sugerowane przez powodów blokowanie innowacji jest „czysto hipotetyczne”, zwłaszcza że system operacyjny Android nie uniemożliwia w żaden sposób użytkownikowi zmiany usługodawców na innych, którzy oferują swoje usługi na ten system operacyjny.

Powrót do normalności?

Normalność to sytuacja, w której na rynku wygrywa produkt lepszy. Przy czym „lepszy” to dość elastyczna definicja, która obejmuje również jego cenę i sympatię konsumentów do marki. W momencie, w którym dana korporacja ma przytłaczającą większość rynkową, przebić się jest bardzo trudno. To właśnie dlatego przez lata synonimem systemu operacyjnego był Windows, a „google’owanie” zastąpiło nam „szukanie informacji w Internecie”.

Chrome, Android czy iPhone nie potrzebowały osłabiania liderów rynkowych przez idiotyczne restrykcje by odnieść sukces. Bing czy DuckDuckGo czy inni również tego nie potrzebują. Muszą być po prostu lepsze od Google’a i wytrwać odpowiednią ilość czasu, by odpowiednia grupa konsumentów doszła do podobnego wniosku. Inne rozwiązania to demotywowanie do dążenia do perfekcji. Decyzji kalifornijskiego sądu pozostaje bić brawo.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst