Wojsko chce zabezpieczyć 500 km granicy. Na razie ma 100 i sporo problemów
Pozyskiwanie gruntu, składowanie materiałów, minowanie dronami i maskowanie sprzętu. Wojsko chce zabezpieczyć 500 km granicy. Ma 100 km i rosnącą listę wyzwań.

Tarcza Wschód rośnie szybciej niż w pierwszym roku, ale wolniej niż wymagają tego realia bezpieczeństwa. W wywiadzie dla Defence24 szef Zarządu Inżynierii Wojskowej gen. bryg. Mariusz Ochalski ujawnił, na jakim etapie jest budowa, z jakimi przeszkodami mierzy się wojsko i dokąd zmierza program w najbliższych miesiącach. Obraz, który wyłania się z jego słów, jest jednocześnie budujący, jak i otrzeźwiający: Polska buduje coś, czego nie robiła od dziesięcioleci, ale robi to w warunkach pokojowego systemu prawnego, który nie był projektowany z myślą o takiej skali przedsięwzięcia.
100 km zabezpieczone, 500 km do celu i czas, który goni
Na ten moment około 100 km praktycznej długości terenu przygranicznego zostało zabezpieczone w ramach pierwszego etapu rozbudowy inżynieryjnej. To obejmuje zarówno fizyczną rozbudowę linearną, jak i przygotowanie miejsc składowania materiałów w pobliżu granicy.
Docelowo Tarcza Wschód ma objąć około 500 km granicy z Rosją (Obwód Królewiecki) i Białorusią. 100 km z 500 to 20 proc. Generał Ochalski sam przyznaje, że to dopiero pierwsze koty za płoty. Jednocześnie zaznacza, że nie cała granica wymaga takiej samej intensywności fortyfikacji: znaczna część terenu broni się sama (rzeki, bagna, gęste lasy, strome zbocza) i to też jest uwzględniane w koncepcji.
Plan na 2026 r. jest bardzo ambitny: kolejne około 20 miejsc składowania i kilkadziesiąt kilometrów rozbudowy linearnej. Generał wyraża nadzieję, że do końca roku uda się osiągnąć prawie 50 proc. tego, co zakłada cały program. Jeśli się to uda, będzie to oznaczało zdecydowane przyspieszenie w porównaniu z pierwszym rokiem, ale też potwierdzenie, że pełna realizacja Tarczy Wschód przed planowanym terminem 2028 r. będzie wymagała utrzymania tego tempa bez przerw i bez opóźnień.
Ziemia, której wojsko nie może po prostu wziąć to największa przeszkoda
Najbardziej zaskakującym wątkiem wywiadu jest to, że największym wyzwaniem Tarczy Wschód nie są technologie, materiały ani pieniądze. Jest nim sam grunt.
W czasie pokoju Wojsko Polskie nie może po prostu wejść na czyjeś pole i zacząć budować fortyfikacji. Nie istnieje dziś prawo, które pozwalałoby armii robić na gruncie prywatnym cokolwiek zechce, tak jak miałoby to miejsce w warunkach wojennych. Żeby postawić jakąkolwiek budowlę, nawet polową, wojsko musi mieć prawo do gruntu: albo poprzez własność, albo dzierżawę, albo administracyjne udostępnienie.
Właścicielami terenów przygranicznych są w zdecydowanej większości rolnicy. Ich działki nie zawsze odpowiadają potrzebom wojska. Trzeba je dzielić, co wymaga współpracy z Krajowym Ośrodkiem Wsparcia Rolnictwa. Procedury związane z dzierżawą rolniczą są obwarowane wieloma przepisami prawnymi i generują sytuacje konfliktowe. Nie każdy rolnik chce oddać swoje pole. Nie każda procedura da się przyspieszyć.
Wojsko, zamiast od razu pozyskiwać setki kilometrów gruntu pod rozbudowę linearną, skupia się teraz na tworzeniu miejsc składowania. Łatwiej pozyskać teren pod jeden duży skład materiałów, który zabezpieczy surowce na wiele kilometrów przyszłej fortyfikacji, niż od razu kupować lub dzierżawić każdy odcinek docelowy. Miejsca składowania stały się fundamentem całej formuły budowy Tarczy Wschód. To z nich materiały będą rozstawiane na pozycjach w momencie, gdy grunty zostaną pozyskane lub gdy zmieni się sytuacja bezpieczeństwa.
Formalnie tereny pozyskuje WOT, a wykonawcą zadań inżynieryjnych są Wojska Inżynieryjne. W 2025 r. miejsca składowania tworzono głównie na bazie istniejących obiektów wojskowych. W 2026 r. program wchodzi na tereny pozyskane przez KOWR lub udostępnione po procedurach administracyjnych. Oznacza to, że pojawiają się nowe lokalizacje, ale też nowe komplikacje prawne i logistyczne.
Drogi, których wojsko potrzebuje, a którymi zarządzają samorządy
Druga kategoria wyzwań dotyczy mobilności – nie tej ofensywnej, lecz tej podstawowej: zdolności do przewiezienia materiałów, sprzętu i żołnierzy w rejon granicy po drogach, które w wielu przypadkach nie są do tego przystosowane.
Drogi w bezpośrednim sąsiedztwie granicy wschodniej to w dużej mierze drogi lokalne, zarządzane przez władze gminne i powiatowe. Ich nawierzchnia, nośność i szerokość nie zawsze pozwalają na przejazd ciężkiego sprzętu wojskowego. Trudno jednak formalnie zakwalifikować je jako drogi o znaczeniu obronnym, co automatycznie nałożyłoby na MON obowiązek ich finansowania i budowy.
Zamiast forsować własne rozwiązania, wojsko usiadło do stołu z samorządowcami, inicjując wspólne kreślenie mapy strategicznych inwestycji drogowych. Trwa wypracowywanie mechanizmu opartego na jasnym podziale ról: to lokalne władze mają fizycznie prowadzić budowy, a siły zbrojne biorą na siebie pełny ciężar ich refinansowania. Generał Ochalski przyznaje, że to wymaga balansu między potrzebami obronnymi a możliwościami lokalnymi i że proces jest daleki od zakończenia.
Minowanie to zdolność, którą Polska utraciła i teraz odtwarza od zera
Jednym z najbardziej szczerych fragmentów wywiadu jest ten dotyczący minowania. Generał Ochalski mówi wprost, że miny używane dawniej już nie istnieją, a odtworzenie zdolności minowania przy użyciu nowych min to proces, którego nie da się przeprowadzić z dnia na dzień.
Kluczowym krokiem jest wdrożenie systemu Baobab – narzędzia do mechanicznego rozkładania min, które potęguje zdolności wojska o rząd wielkości w porównaniu z dotychczasowymi rozwiązaniami. Pierwsze egzemplarze mają trafić do wojska w 2026 r., kolejne w 2027 r.
Ale Baobab to minowanie we własnym ugrupowaniu – rozstawianie pól minowych na pozycjach obronnych. Generał wskazuje, że brakuje zdolności do minowania poza horyzontem, na zapleczu przeciwnika – właśnie tak, jak robią to Ukraińcy, obserwując drogi zaopatrzenia wroga i minując jego trasy logistyczne za pomocą dronów na światłowodach, które latają dziesiątki kilometrów w głąb terytorium kontrolowanego przez przeciwnika.
Na razie Wojska Inżynieryjne zapoznają się z rozwiązaniami i obserwują, co działa na ukraińskim froncie. Pomysłów ze strony polskiego przemysłu jest wiele, ale generał ostrzega przed pochopnym zamykaniem się na jedno rozwiązanie, skoro nie ma jeszcze ogólnych wymagań technicznych dla dronów bojowych ani zatwierdzonej doktryny ich użycia. Wdrożenie rewolucyjnych rozwiązań (jak masowe minowanie dronami) wymagać będzie zmian organizacyjnych, strukturalnych, logistycznych i doktrynalnych. To nie jest zakup nowego gadżetu, lecz zmiana sposobu prowadzenia walki.
Program, który buduje się pod presją czasu, a mimo przeszkód rośnie
Tarcza Wschód nie jest projektem realizowanym w komfortowych warunkach. Generał Ochalski nie ukrywa ani skali wyzwań, ani tempa, w jakim wojsko próbuje im sprostać. Prawo gruntowe nie nadąża za potrzebami obronnymi. Samorządy mają ograniczone budżety. Zdolności minowania trzeba odtwarzać po latach deficytu. Doktryna dronowa dopiero się rodzi. System pozyskiwania zdolności nie nadąża za tempem zmian technologicznych.
Przeczytaj także:
A jednocześnie mimo tych niedogodności program rośnie. Jak ujmuje to sam generał: wszystko, co zrobimy dzisiaj, daje czas na przyszłość. Nie da się samą ziemią i łopatą zabezpieczyć granicy. Ale da się – krok po kroku, metr po metrze, skład po składzie – budować system, który w momencie zagrożenia zamieni się z magazynów i planów w fizyczną linię obrony. Tarcza Wschód jest właśnie na tym etapie: między planem a rzeczywistością, między ambicją a ograniczeniami systemu, między potrzebą a prawem. I rośnie – wolniej niż chciałoby wojsko, szybciej niż pozwalałyby na to same procedury.



















