Powstaje wielka armada dronów. Polska daje bazę, Ukraina doświadczenie z frontu
Ukraina wnosi doświadczenie z frontu, Polska pieniądze i przemysł. Wspólny projekt armady dronowej ma zmienić bezpieczeństwo wschodniej flanki NATO.

Polska i Ukraina rozpoczynają wspólny projekt budowy armady dronowej, czyli floty bezzałogowców, która ma zmienić zdolności obronne obu krajów i całej wschodniej flanki NATO. Ogłoszenie padło w Rzeszowie z ust premiera Donalda Tuska podczas konferencji Road to URC, w obecności wicepremier Ukrainy Julii Swyrydenko i z udziałem online unijnego komisarza ds. obrony Andriusa Kubiliusa. Projekt połączy polskie finansowanie i przemysł z ukraińskim doświadczeniem bojowym.
Skok technologiczny zamiast powolnej modernizacji
Celem projektu jest przeskoczenie całej epoki technologicznej. Nie chodzi o to, żeby w ciągu kilku lat doścignąć zachodnich liderów technologii bezzałogowych, lecz o to, żeby ich przeskoczyć, korzystając przy tym z czegoś, czego żadne zachodnie państwo nie posiada: ukraińskiego doświadczenia z prowadzenia pełnoskalowej wojny, w której drony odgrywają kluczową rolę.
Ukraina jest dziś jedynym krajem na świecie, który wykorzystuje bezzałogowce masowo, codziennie, w warunkach realnego konfliktu przeciwko konwencjonalnej armii dysponującej obroną przeciwlotniczą, walką elektroniczną i własnymi dronami. To doświadczenie jest nie do odtworzenia w żadnym laboratorium i na żadnym poligonie.
Naszym celem jest, aby tą niespodziewaną dla Rosjan konsekwencją wojny było przeskoczenie właściwie całej epoki technologicznej, tak aby Ukraina, Polska i Europa były bezpieczne od ataków z powietrza, od jakichkolwiek zakusów agresora – powiedział Donald Tusk.
Jak ujął to premier, nie ma przypadku w tym, że Ukraina okazała się najbardziej atrakcyjnym partnerem dla państw, które chcą bronić swojej przestrzeni powietrznej. Przy globalnej konfrontacji, jaka toczy się dziś od Bliskiego Wschodu po Morze Czarne, to właśnie Kijów dysponuje unikatowym know-how, jak się bronić przed atakami z powietrza.
Ukraina już dawno przestała być tylko odbiorcą pomocy
Jednym z najważniejszych motywów rzeszowskiej konferencji było przeformułowanie narracji o relacjach polsko-ukraińskich. Tusk wielokrotnie podkreślał, że to nie jest jednostronna pomoc dla walczącego kraju, lecz partnerstwo, w którym obie strony coś wnoszą.
Wicepremier Ukrainy zaznaczyła, że sektor obronny Ukrainy przeszedł ogromną transformację. Z kraju, który otrzymywał pomoc od pierwszych dni inwazji, Ukraina stała się dostawcą najnowocześniejszych rozwiązań w zakresie obronności. Liczba ukraińskich producentów sprzętu wojskowego wzrosła kilkukrotnie od początku wojny. Ukraińskie firmy produkują dziś drony rozpoznawcze, uderzeniowe, FPV, morskie bezzałogowce i systemy walki elektronicznej, które są eksportowane lub testowane przez kilkanaście państw.
Swyrydenko wskazała też na konkretny mechanizm ekonomiczny: ukraińskie technologie dronowe pozwalają niszczyć kosztowne systemy uzbrojenia przy relatywnie niskich kosztach. Dron FPV za kilkaset dolarów potrafi zniszczyć czołg wart miliony. Ta asymetria kosztowa, fundament ukraińskiej strategii obrony, jest dokładnie tym, co interesuje Polskę i całą Europę.
Europejskie pieniądze, polskie firmy, ukraińskie kompetencje z pola walki
Finansowanie armady dronowej ma pochodzić z trzech źródeł: polskiego budżetu obronnego, funduszy europejskich oraz prawdopodobnie z unijnego funduszu obronnego SAFE. Komisarz Kubilius podkreślił, że integracja ukraińskiego potencjału obronnego z Unią Europejską jest niezbędna dla skutecznego odstraszania rosyjskiego zagrożenia.
Mechanizm programu SAFE zatwierdzony przez Radę UE w marcu 2025 r. z budżetem 150 mld euro na lata 2025–2030 pozwala na finansowanie wspólnych projektów obronnych państw członkowskich. Polska, wydająca ponad 4 proc. PKB na obronność, jest jednym z największych beneficjentów tego instrumentu. Włączenie ukraińskiego komponentu do wspólnego projektu dronowego otwiera drogę do ubiegania się o środki z SAFE na zasadach partnerstwa z państwem stowarzyszonym.
Wiceminister obrony Cezary Tomczyk doprecyzował w rozmowie z PAP w Rzeszowie, że współpraca obejmie też testowanie polskiego sprzętu na ukraińskim froncie. To bezprecedensowa deklaracja, bo oznacza, że polskie systemy bezzałogowe będą weryfikowane nie na poligonie, lecz w warunkach rzeczywistej wojny z natychmiastowym sprzężeniem zwrotnym od użytkowników.
Dlaczego akurat Rzeszów?
Wybór Rzeszowa na miejsce ogłoszenia projektu był tak naprawdę strategiczny. Stolica Podkarpacia od lat jest jednym z najważniejszych ośrodków polskiego przemysłu lotniczego i zbrojeniowego. W regionie działają fabryki PZL Mielec (produkujący śmigłowce Black Hawk), Pratt & Whitney Rzeszów (silniki lotnicze), WZL Nr 2 w Bydgoszczy-Remonty (ale z zapleczem na Podkarpaciu) oraz dziesiątki mniejszych firm z branży lotniczej i obronnej.
Po rozpoczęciu rosyjskiej agresji na Ukrainę w 2022 r. Rzeszów stał się kluczowym hubem logistycznym dla pomocy wojskowej i humanitarnej płynącej do Kijowa. Lotnisko Rzeszów-Jasionka obsługiwało transporty sprzętu wojskowego z całego świata. Miasto było pierwszym punktem kontaktowym dla uchodźców i pierwszym zapleczem operacyjnym dla organizacji pomocowych. Tusk wprost podziękował miastu i regionowi za tę rolę, podkreślając, że Rzeszów jako jeden z pierwszych zmobilizował się do pomocy bez kalkulacji i spekulacji.
Dziś Podkarpacie pozycjonuje się jako naturalne centrum rozwoju technologii bezzałogowych w Polsce. Bliskość granicy z Ukrainą, doświadczenie przemysłu lotniczego, rosnąca baza startupów technologicznych i obecność uczelni technicznych (Politechnika Rzeszowska) tworzą ekosystem, który jest gotowy do absorpcji projektu na skalę armady dronowej.
Te deklaracje mogą nam sporo dać
Projekt armady dronowej jest na razie deklaracją polityczną. Nie ma jeszcze publicznie ujawnionego harmonogramu, budżetu, listy konkretnych systemów ani nazw firm, które wezmą w nim udział. To normalne na tym etapie, że ogłoszenie w Rzeszowie było sygnałem politycznym, nie podpisaniem kontraktu.
Przeczytaj także:
Jeśli za deklaracjami pójdą konkretne kontrakty, to Polska może w ciągu kilku lat zbudować jedne z najpoważniejszych zdolności bezzałogowych w Europie. Nie od zera i nie sama, lecz w partnerstwie z krajem, który wie o dronach więcej niż ktokolwiek inny, bo uczy się ich od ponad 50 miesięcy pod ostrzałem.



















