REKLAMA

Cybertruck miał być niezniszczalny. Jezioro szybko wyjaśniło Teslę

Kierowca w Teksasie wjechał Cybertruckiem do jeziora, żeby przetestować tryb brodzenia. Woda wdarła się do środka, auto utknęło, przyjechała policja, a ratownictwo wodne musiało ratować sytuację.

Wjechał Cybertruckiem do jeziora, żeby przetestować tryb brodzenia
REKLAMA

Gdzieś w Teksasie pewien mężczyzna spojrzał na swoje 3-tonowe, nierdzewne, kuloodporne, wycenione na ponad 100 tys. dol auto elektryczne, potem spojrzał na jezioro w parku miejskim w Grapevine i pomyślał: a sprawdzę, czy naprawdę pływa. Nie pływa. Woda wdarła się do kabiny, samochód utknął, przyjechała policja, ratownictwo wodne i ekipa holownicza. Kierowca usłyszał zarzuty, internet dostał materiał na resztę tygodnia, a Cybertruck kolejną rysę na wizerunku, który Elon Musk budował jako pojazd nie do zniszczenia.

REKLAMA

Tryb brodzenia rzeczywiście istnieje w Tesli, ale nie w takiej formie, jak kreuje go marketing

Żeby oddać sprawiedliwość kierowcy (a przynajmniej zrozumieć, skąd wziął się ten pomysł) trzeba cofnąć się do obietnic, które towarzyszyły Cybertruckowi od pierwszego dnia. Elon Musk wielokrotnie sugerował, że pojazd będzie zdolny do pływania. Na prezentacji w 2019 r. mówił o krótkoterminowej zdolności do pełnienia funkcji łodzi, a w 2022 r. na X napisał wprost, że Cybertruck będzie na tyle wodoszczelny, żeby przez krótki czas służyć jako łódź pozwalająca przepłynąć jezioro, rzekę, a nawet morza niezbyt wzburzone. Kiedy CEO firmy wartej setki miliardów dolarów pisze coś takiego publicznie, trudno się dziwić, że niektórzy klienci biorą to za dobrą monetę.

Rzeczywistość jest jednak znacznie skromniejsza. Cybertruck ma funkcję zwaną Wade Mode, czyli tryb brodzenia. Po jej aktywacji system podnosi zawieszenie pneumatyczne do maksymalnej wysokości, uszczelnia otwory wentylacyjne akumulatora i podwyższa ciśnienie w obudowie baterii, żeby woda nie przedostała się do ogniw. Według oficjalnej specyfikacji Tesli Cybertruck może pokonywać wodę o głębokości do 81 cm z prędkością nieprzekraczającą 5 km/h.

REKLAMA

81 cm to mniej więcej odległość do połowy kół. Nie do połowy kabiny ani do szyb. Nie na otwartym jeziorze, gdzie dno się pogłębia z każdym krokiem, albo raczej z każdym metrem jazdy. To głębokość, która pozwala przejechać przez zalaną drogę, głębszą kałużę czy płytki brud na szlaku terenowym. Nie jest to głębokość, która pozwala wjechać do jeziora i nie utknąć.

Kierowca po prostu za bardzo zaufał Muskowi

Incydent miał miejsce w parku miejskim w Grapevine, w mieście w aglomeracji Dallas-Fort Worth w północnym Teksasie. Kierowca celowo wjechał do jeziora Grapevine, prawdopodobnie przez rampy służące do wodowania łodzi, żeby przetestować tryb brodzenia w warunkach rozszerzonych.

Początkowo wszystko wydawało się w miarę działać: auto wjechało w wodę, zawieszenie się uniosło, a Cybertruck ruszył naprzód. Problem pojawił się wtedy, gdy głębokość przekroczyła wartości, na które Wade Mode jest zaprojektowany. Woda zaczęła wdzierać się do wnętrza kabiny, a auto straciło przyczepność i utknęło w miękkim, mulistym dnie jeziora. Kierowca i pasażerowie zdążyli opuścić pojazd, zanim sytuacja stała się naprawdę niebezpieczna, ale niewiele brakowało.

REKLAMA

Na miejsce przyjechała policja i wyspecjalizowany zespół ratownictwa wodnego. Cybertruck, czyli ważący ponad 3 tony, z akumulatorem o pojemności około 123 kWh napięciu nominalnym 800 V pojazd, był nie lada wyzwaniem do wyciągnięcia. Akumulator litowo-jonowy zanurzony w wodzie to potencjalne zagrożenie, bowiem zwarcie może doprowadzić do niekontrolowanego nagrzewania ogniw, które w skrajnych przypadkach kończy się pożarem chemicznym niemal niemożliwym do ugaszenia konwencjonalnymi środkami. Na szczęście do tego nie doszło, ale służby musiały traktować sytuację z odpowiednią ostrożnością.

REKLAMA

Cybertruck i woda to niekończąca się historia

Co ciekawe, incydent w Grapevine nie jest odosobnionym przypadkiem. Od momentu rozpoczęcia dostaw Cybertrucka pod koniec 2023 r. w internecie pojawiają się regularnie relacje właścicieli, którzy traktują obietnice Muska dosłownie i testują swoje auta w warunkach, do których nie zostały zaprojektowane.

REKLAMA

W sieci nie brakuje nagrań pokazujących, że Cybertruck nie jest amfibią mimo trybu Wade Mode. W jednym z viralowych filmów auto z kalifornijskimi tablicami utknęło w piasku na plaży i zostało wyciągnięte przez Toyotę Sienna. W innym przypadku, w kalifornijskim Nevada County, Cybertruck po aktywowaniu trybu brodzenia utknął przy brzegu zbiornika Boca Reservoir. Najmocniej udokumentowany jest jednak incydent z Teksasu, gdzie kierowca celowo wjechał do jeziora Grapevine, aby sprawdzić Wade Mode. Auto zostało unieruchomione i nabrało wody, a służby musiały je wydobywać z akwenu.

Przeczytaj także:

REKLAMA

Wspólny mianownik tych historii to przede wszystkim rozbieżność między tym, co mówi marketing Tesli (i sam Musk), a tym, co mówi instrukcja obsługi. Musk obiecuje łódź. Instrukcja mówi: 81 cm, 5 km/h, krótkotrwale. Te dwa przekazy są fundamentalnie sprzeczne, więc ludzie, którzy wierzą CEO zamiast instrukcji, kończą z mokrym wnętrzem i rachunkiem za holowanie.

REKLAMA
REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-05-22T06:11:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-21T21:36:55+02:00
Aktualizacja: 2026-05-21T20:53:52+02:00
Aktualizacja: 2026-05-21T20:15:33+02:00
Aktualizacja: 2026-05-21T19:10:07+02:00
Aktualizacja: 2026-05-21T18:29:14+02:00
Aktualizacja: 2026-05-21T16:30:20+02:00
Aktualizacja: 2026-05-21T16:00:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-21T13:47:05+02:00
Aktualizacja: 2026-05-21T11:56:28+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA